Aleteia

Był jednym z Ciemnych Typów – został błogosławionym

Udostępnij
Komentuj

Należał do grupy, której członkowie mówili o sobie „draby” i „cwaniaki”. Poznajcie sylwetkę bł. Pier Giorgio Frassatiego.

Widok młodego, na oko dwudziestoletniego, mężczyzny przemykającego ulicami Berlina bez ciepłego okrycia, tylko w marynarce, zwracał uwagę przechodniów. Było przecież dwanaście stopni mrozu! Najpewniej nie uwierzyliby, gdyby im powiedzieć, że to syn ambasadora króla włoskiego i właściciela poczytnego dziennika „La Stampa” – Pier Giorgio Frassati. Szczególnie nieufni wobec takich rewelacji byliby ci, którzy widzieli, jak wcześniej wysiadał na dworcu z wagonu trzeciej klasy. „Jeżdżę trzecią, bo czwartej nie ma” – odpowiedziałby, gdyby tylko ktoś go spytał. Tym żartem przykrywał faktyczny powód – ten mianowicie, że wybieranie najtańszego biletu pozwala zaoszczędzić otrzymane od rodziców pieniądze. Później mógł za nie kupić leki, chleb, buty czy opał dla swoich żyjących w nędzy znajomych.

Tego dnia ojciec był na niego wściekły – szczodrość jest dobrą cechą, tak uczył Pier Giorgia, ale oddanie płaszcza ubogiemu, zwłaszcza przy trzaskającym mrozie, uznał za grubą przesadę. Nie pierwszy raz młody Frassati spotkał się z niezrozumieniem ze strony rodziny. W domu, w którym przez spór między rodzicami panowała napięta atmosfera, aż nadto często otrzymywał przekaz: „jesteś do niczego”.

Ze swoją intensywną duchowością usuwał się z ich pola widzenia, starając odnaleźć swoje miejsce w środowiskach żyjących wiarą – w Konferencji Świętego Wincentego (wprowadzającej w życie zasadę, by przynajmniej trzy razy w tygodniu wychodzić do ubogich), a także w Towarzystwie Ciemnych Typów. Ta oryginalnie nazwana grupa, której członkowie mówili o sobie „draby” i „cwaniaki”, była w istocie gronem przyjaciół oferujących sobie wsparcie duchowe. Ich relacje cementowały wspólne wędrówki po górach, stające się nieraz wręcz ekstremalnymi wyprawami. Jedną z nich we właściwym sobie humorystycznym stylu opisuje Pier Giorgio w liście do przyjaciela:

„Zmęczenie i niepewność co do stanu śniegu doradziły nam biwakowanie. Dobry Cerutti wziął się do dzieła i znalazłszy skałę, nad którą wisiało w kształcie dachu, w stronę spadu, trochę śniegu, wykopaliśmy w dole apartamencik złożony z następujących pokoi: sypialnego dla trzech, stołowego, kuchni, salonu do przyjęć, wielkiego korytarza z galerią, skąd można się było napawać wspaniałym widokiem, łączącego nasz apartament z numerem 100. Wspaniałe nasze mieszkanie ma półtora metra długości, pół metra szerokości, 40 centymetrów wysokości. Ogrzewania brakowało, ale za to było dobrze przewietrzone, wymogi higieny zostały wiernie i ściśle spełnione”.

Hasło Ciemnych Typów brzmiało: „Nieliczni, ale dobrzy jak makaron”. Już w tym widać lekkość i dystans do siebie, które zaznaczą się między innymi również na zdjęciu ukazującym wznoszącego toast Pier Giorgia z papierową czapką na głowie (najpewniej zrobioną z jego ulubionego pisma satyrycznego), czy w „terrorystycznych pozdrowieniach”, które kończą wiele listów (sekcja Terror, w której Frassati przyjął pseudonim Robespierre, zajmowała się strojeniem sobie żartów z innych członków Stowarzyszenia).

Ciemnooki, dobrze zbudowany brunet – Frassati musiał robić wrażenie na kobietach. Z jednej strony jest pełen ujmującej delikatności, wrażliwy na piękno przyrody. Zebrane podczas górskich wycieczek fioletowe kwiaty gencjany wysyła w listach koleżankom, a nasiona hodowanych przez siebie roślin zanosi zakonnicom, by zrobiły z nich różańce. Z drugiej strony potrafi wykazać się siłą i nieustępliwością. Ostro krytykuje dochodzących wówczas do władzy we Włoszech faszystów i protestuje przeciwko wiązaniu się z nimi katolików. W jednym z listów napisze: „Widzisz przecież, jak obrzydliwe się stało Centrum Katolickie. Jakże się może mienić katolicką partią popierającą rząd, który nie ma żadnej moralności, a raczej przyswoił sobie moralność morderców i złodziei?”. Kiedy faszyści wdzierają się do jego domu i demolują go, nie waha się użyć pięści i rzuca się w pogoń za uciekającymi napastnikami.

Szczególnym uczuciem darzył Laurę Hidalgo, członkinię kobiecego odłamu Ciemnych Typów, porzuca jednak myśl o związaniu się z nią. Postępuje za wskazaniami swej siostry Luciany, która przewiduje negatywną reakcję rodziców. We wspomnieniach zanotuje ona: „Pier Giorgiowi nawet nie przemknęło przez myśl, że mógłby pozwolić sobie kochać Laurę Hidalgo wbrew woli mamy”. Wcześniej z tych samych względów Frassati zrezygnował z kapłaństwa – taka droga życiowa była nie do przyjęcia dla matki, którą drażniły zbyt częste jej zdaniem modlitwy syna i niemal codzienne wychodzenie na msze. „Lepiej byłoby, żeby skończył wyższe studia, a potem umarł” – rzuciła kiedyś gwałtownie, gdy temat pojawił się na horyzoncie. Straszne, prorocze słowa…

Frassati postanawia być kimś w rodzaju świeckiego misjonarza. Decyduje się na studiowanie górnictwa, by móc pracować w kopalni i dzielić się wiarą ze spotykanymi tam co dzień robotnikami. Termodynamika hydrauliczna, chemia metalurgiczna, konstrukcja maszyn… Choć przed egzaminami przywiązuje się do krzesła nad książkami, efekty nauki są mizerne. Wyraźnie fascynuje go co innego. Jednemu ze znajomych wspomina w liście o swoich lekturach: „Wyznaniach” św. Augustyna, książce nawróconego futurysty Papiniego, dziełach św. Tomasza z Akwinu. „Myślę, że znalazłem dobry system nauki: przeplatanie nudnych studiów mechaniki technicznej miłymi lekturami” – podsumowuje.

Mimo nie najlepszych ocen studia posuwają się do przodu. Na karcie egzaminów pozostają tylko dwa puste miejsca, gdy Pier Giorgia dopadają straszne bóle pleców, torsje i gorączka. Daje o sobie znać choroba Heinego-Medina, którą zaraził się prawdopodobnie w którejś z ruder Turynu, wśród odwiedzanych przez siebie nędzarzy. Szukając dogodnej pozycji, by choć na chwilę zasnąć, kładzie się nocą na stole bilardowym. Swoje cierpienia ukrywa przed bliskimi, by nie niepokoić rodziny krzątającej się wokół konającej babci. 3 lipca sparaliżowaną ręką skrobie na kartce notatkę – za pośrednictwem znajomego próbuje przekazać pomoc dla wspieranej przez siebie ubogiej rodziny. To jego ostatni list – następnego dnia umiera. Do domu Frassatich nieoczekiwanie zaczyna napływać tłum ludzi o pobrużdżonych biedą twarzach. „Dotykali go z czcią jak relikwię” – zanotowała siostra Pier Giorgia.

20 maja 1990 roku Jan Paweł II ogłosił Frassatiego błogosławionym.

 

——-

Sylwetkę bł. Frassatiego opisałam, opierając się na jego „Listach do przyjaciół” i biografii pióra Luciany Frassati „Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail