Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Spowiedź Eddiego Murphy’ego: jestem przekonany, że Bóg istnieje

Nata Sha/Shutterstock
Udostępnij

Jeden z najbardziej znanych amerykańskich komików wszech czasów niezwykle rzadko udziela wywiadów. Dlatego półgodzinna rozmowa z dziennikarzem "Hollywood Reporter" nazywana jest "spowiedzią". Eddie mówił w niej też o Bogu.

Urodzony w Brooklynie przyszły aktor nie miał łatwego dzieciństwa. Jego biologiczny ojciec został zamordowany przez jednego z kochanków matki. Niedługo później on i jego brat, Charlie, trafili do rodziny zastępczej.

Mimo to od najmłodszych lat to nie Eddie zalewał się łzami, tylko raczej ci, którzy znajdowali się w zasięgu rażenia jego niekończących się żartów. Zaczynał od parodiowania ludzi w autobusie, którym dojeżdżał do szkoły, by rok po skończeniu liceum znaleźć się w stałej obsadzie „Saturday Night Live” – niezwykle popularnego telewizyjnego show w Stanach Zjednoczonych.

Jego późniejsza kariera to pasmo sukcesów kinowych („Gliniarz z Beverly Hills”, „48 godzin”), które zaczęło się kończyć w latach 90., mimo jego niezapomnianych ról dubbingowych w „Mulan” czy „Shreku”. Największą porażką okazał się, nieznany szerzej w Polsce (i bardzo dobrze – przyp. red) film „Pluto Nash”, który zarobił zaledwie 7 mln dolarów przy 110 mln kosztów produkcji.

„Z mojej perspektywy, nie miałem żadnego słabego czy nieudanego filmu” – przyznaje w wywiadzie dla „Hollywood Reporter”, dodając, w niewybrednych słowach, że za każdy z nich dostawał sowite wynagrodzenie. Jak przystało na spowiedź, Eddie był niezwykle szczery również wtedy, gdy opowiadał o swoim stosunku do alkoholu i narkotyków. Zaskoczył nim wszystkich przyznając, że nie pije alkoholu. Zupełnie.

W jeszcze większe osłupienie wprawił słuchaczy opowiadając o swoim stosunku do narkotyków i innych pokus, które otaczały go, gdy stał się hollywoodzką gwiazdą. „Kiedy miałem 18 lat poszedłem do jednego bluesowych barów. Był tam Robin Williams, John Belushi i Dan Aykroyd. Belushi i Robin Williams zaproponowali mi kreskę (kokainę – przyp. red.), a gdy odmówiłem Belushi nazwał mnie sztywniakiem„. Obaj, Belushi i Williams, lata później popełniają samobójstwo – pierwszy z nich przedawkowuje kokainę. „Podziwiałem tych dwóch gości, miałem 18 lat, przecież mogłem pójść na łatwiznę i powiedzieć: a co tam i spróbować, ale tak się nie stało„. Eddie Murphy nigdy świętoszkiem nie był ale w tym przypadku można stawiać go jako wzór.

„Było wiele takich sytuacji i gdy spoglądam w przeszłość myślę sobie: wow! To jest coś, co wzmacnia moją wiarę. Wiem, że Bóg istnieje. Miałem zbyt wiele okazji do tego, by skrzywdzić się, zranić czy sparzyć”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail