Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Narzeczeństwo bez trzymanki

Udostępnij

Nieidealne narzeczeństwo pozwala nam uczyć się akceptacji, kompromisu, rezygnacji z siebie (oj, boli) i szacunku.

Po długich (albo krótkich) latach czekania i niekończących się wyobrażeniach na ten temat, wreszcie nadszedł ten dzień. On zabrał ją na romantyczny wyjazd nad jezioro albo zaprosił do ich ulubionej restauracji. Być może ona się tego spodziewała, a może wszystko wydarzyło się zupełnie nieoczekiwanie. Co para, to inna historia. W każdym razie, stało się – są zaręczeni!

O narzeczeństwie pisze się mało albo wcale. Wydaje się, że to tylko taki stan przejściowy, między „chodzeniem” ze sobą, a byciem mężem i żoną, w którym „love is in the air”. Niektórzy liczą, że po przekroczeniu tej granicy życie stanie się bajką, a ich wybranek przemieni się w księżniczkę/księcia (stosowne wybrać).

Czasem jest jednak trudniej, niż zakładaliśmy. To nie tylko określanie wspólnej misji życiowej, ilości potomstwa czy planów zawodowych, bo tu przeważnie jest pełna  zgoda, skoro już decydujemy się na małżeństwo. Narzeczeństwo często sprowadza się do bardziej przyziemnych rzeczy niż tylko do duchowego i emocjonalnego uniesienia. Bywa i tak, że różowe okulary szybko spadają nam w tym czasie z nosa. Pojawiają się nawet myśli: czy my na pewno do siebie pasujemy? Są zgrzyty, tarcia, czasem zostaną jakieś siniaki. Spodziewaliśmy się czegoś innego. Ups…

Chcecie poznać przykładowe sytuacje, które wybudzają nas ze snu o idealnym, bezproblemowym narzeczeństwie? Proszę bardzo.

  1. Kiedy się pobieramy? W praktyce to nie jest wcale takie proste. Nagle okazuje się, że ona marzy o wiosennej ceremonii skapanej w majowym słońcu, a on z chęcią poczekałby na zimę, aż ich sytuacja finansowa się ustabilizuje. Ona zaczyna myśleć, że on nie chce tego ślubu, a on czuje się przytłoczony, bo jeszcze wszystkiego nie przetrawił. No i jak ma teraz wyglądać kompromis? To jest słowo, które będzie się Wam pojawiać w głowie niczym czerwona lampka przy każdej trudnej sytuacji. Rozmowa o wspólnych oczekiwaniach bywa trudna, czasem może skończyć się fochem lub ucieczką do jaskini, ale trening czyni mistrza!
  1. Gdzie będziemy mieszkać? Mieszkanie w jej okolicach wiąże się z zostawieniem pracy i znajomych. Ona niekoniecznie chce się przeprowadzać do stolicy, bo to zbyt duże i hałaśliwe miasto. W sumie nie myśleliście o tym wcześniej. Kto ma się poświęcić? Ktoś przecież musi!
  1. Spotkanie rodziców. Choć spotkanie może przebiegać w przyjaznej atmosferze, nie daj Bóg, jak nastąpi różnica zdań między rodzicami a narzeczonymi. Świat się skończy, jak już on poprze swoją mamę zamiast narzeczonej – to prawie niewybaczalne. Pytają Was o wasze plany i macie dwie zupełnie różne wersje odpowiedzi? Niezręczna cisza gwarantowana, ale powinno obyć się bez rzucania talerzami.
  1. Bycie Zosią Samosią. Kobiety mają tendencję do realizowania swojej wymarzonej wizji w bardzo szybkim tempie. Niekoniecznie przy okazji konsultując ją z przyszłym mężem. One już wiedzą, jak będzie wyglądał tort, jego garnitur i kolor kwiatów w kościele. Jeszcze gorzej, gdy mężczyzna nie reaguje entuzjastycznie na kobiece pomysły – bo jak może się z nimi nie zgadzać?! Przecież ona i on mają być jednością! Czasem kobiety też czują, że narzeczony nie angażuje się wystarczająco w przygotowania do ślubu. Wtedy szykują amunicję żalu i pretensji, którą strzelają na oślep. Nasuwa się jednak pytanie, czy rzeczywiście ona pozwala swojemu narzeczonemu w cokolwiek się zaangażować? No właśnie…

Nie martwcie się, jest jednak dobra wiadomość: można z tego wyjść zwycięsko! Narzeczeństwo to bardzo dobry trening przed wejściem na wspólną drogę do końca życia. Te przytoczone z przymrużeniem oka przykłady mogą prowadzić do różnicy zdań, ale jednocześnie pomagają nam budować. Jeśli ze sobą rozmawiacie, próbujecie siebie zrozumieć i wyjść na przeciw swoim potrzebom – na pewno znajdziecie wyjście.

To nieidealne narzeczeństwo pozwala nam uczyć się akceptacji, kompromisu, rezygnacji z siebie (oj, boli) i szacunku. Chcecie czy nie, wszystko sprowadza się do codziennych wyborów, czasem ledwo widocznych małych gestów: zrobionych zakupów na obiad, zaparzonej rano kawy lub wyniesienia śmieci. W małżeństwie nie będziecie się kłócić o istotę teologii moralnej św. Tomasza z Akwinu, a raczej o brudne naczynia w zlewie. Tylko miłość jest w stanie to zrozumieć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail