Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nie porównujmy krzyży. Cierpienie jest czymś indywidualnym – rozmowa z bp. Grzegorzem Rysiem

REPORTER
Udostępnij

Jezus daje odpowiedź, nie doktryna. Kościół nie odpowiada na pytanie o to, skąd się bierze cierpienie, bo nie odpowiedział na nie Jezus. Dlaczego dotyka tego akurat człowieka? Czemu w tym momencie?

Małgorzata Bilska: Są sytuacje, które zmuszają człowieka, wbrew jego woli, do wyborów. Karl Jaspers nazwał je granicznymi. Człowiek staje w obliczu choroby, zagrożenia życia. Można się na to przygotować?

Bp Grzegorz Ryś: Sytuacje graniczne to jest właśnie to, co Kościół nazywa krzyżem. Jezus daje odpowiedź, nie doktryna. Kościół nie odpowiada na pytanie o to, skąd się bierze cierpienie, bo nie odpowiedział na nie Jezus. Dlaczego dotyka tego akurat człowieka? Czemu w tym momencie? Jezus używał pojęcia „godzina” na określenie swojego krzyża. Krzyż jest momentem, który sprawdza. Jezus wcale nie przyspieszał tej godziny. Dopóki mógł, to przed nią uciekał. Ewangelia pokazuje Go kilka razy, jak unika aresztowania, ukamienowania, strącenia z góry. Potrafi się wymknąć ludziom, którzy chcą go zabić. Przychodzi czas, kiedy uciec już nie może i wtedy potrafi wyjść naprzeciw. Nie w zaufaniu we własne siły, w zadufaniu, że jest większy, niż jego prześladowcy. Tylko w oparciu o doświadczenie Boga, który jest dla niego ojcem. I sprawdzi się jako ojciec w godzinie próby.

To jest potem doświadczenie uczniów Jezusa. Normalny uczeń nie idzie i nie prowokuje prześladowców. Nie zgłasza się na ochotnika. Jest piękny przykład św. Polikarpa czy św. Cypriana. Ci biskupi uciekali przed śmiercią, dopóki mogli, ale kiedy się już nie dało, to potrafili postawić kolację żołnierzom, którzy przyszli ich aresztować. Potem się przy nich modlili, uwielbiając Boga za to, co ich spotyka. I szli na męczeństwo. Tomasz More, wielki pisarz, męczennik, nie bał się pisać z więzienia, że się boi. Kiedy szedł na szafot, żartował. To się nie bierze z człowieka.

Można, czy nie?

Nie. Pan Jezus mówi wyraźnie: nie obmyślajcie sobie naprzód, co macie mówić w takich sytuacjach. W tych momentach będzie wam dane. Nie wy będziecie mówić, ale Duch Ojca. To jest moje najgłębsze przekonanie – na to się nikogo nie przygotowuje. Chrześcijaństwo – co trudno zrozumieć – jest doświadczeniem łaski i przyjęciem łaski, a nie wyłącznie, i nie najpierw heroizmem po stronie ludzkiej. Dlatego moment męczeństwa jest chwilą doświadczenia mocy Ducha Świętego. To dzięki Niemu człowiek może kochać tych, którzy go zabijają. A nie tylko zacisnąć zęby i powiedzieć: zabijcie mnie. I tak ja mam rację, a wy wszyscy pójdziecie, no wiadomo gdzie.

Takiego człowieka byśmy nie czcili w Kościele.

W jednym z kazań ksiądz biskup powiedział, że jedynym nauczycielem krzyża jest Duch Święty. Więc co, tylko się modlić? Czy uczyć odwagi? W tym – do stawiania trudnych pytań, wyrażania wątpliwości. Żeby świadomie dokonać wyboru.

Nikt nikomu nie broni wyrażać wątpliwości

Moje doświadczenie jest inne. Wątpliwości to zarzewie zła, lepiej je stłumić.

Kościół to wspólnota konkretnych ludzi, którzy są zawsze ograniczeni. Ja jestem ograniczony tak, ktoś inny inaczej. Nie ja ryzykuję, tylko Pan Jezus, który postanowił się wcielić w człowieka – przy wszystkich jego ograniczeniach. Jest wielu ludzi, którzy mają fatalne doświadczenia z Kościołem. Nie mogę powiedzieć im – macie złe doświadczenia, powinniście mieć inne (uśmiech). Moim zadaniem jest tworzyć taką wspólnotę w Kościele, do której mogę ich zaprosić, żeby odkryli inny Kościół. Tu się moje możliwości kończą, bo nie mogę powiedzieć: nie… źle zrozumiałeś. Nie dyskutuję z cudzym doświadczeniem.

Doświadczenie księdza biskupa mówi – Duch Święty wystarczy?

To nie jest żaden program minimum. Albo mówimy o wierze, albo nie. Wiara to nie są pojęcia, światopogląd. Z tym jest największy kłopot, dlatego ostatni papieże powtarzają to jak refren. Wiara jest spotkaniem. Jeśli mam możliwość w Jezusie Chrystusie spotkać się z Bogiem, to nie ma nic ważniejszego w moim życiu. To spotkanie, które wszystko zmienia. A nie ostateczność, po którą sięgam. Nie mam nic lepszego do roboty, to teraz się będę modlił. Spotkanie jest najpierw. Dzień zaczynam i kończę od modlitwy. My jako Kościół w Polsce przez lata uczymy ludzi pojęć. Katecheza jest nieustannym wykładem o tym, kim jest Bóg, aż się skończą pojęcia i zacznie się Tajemnica. To jest może religiologia, nie wiem jak to nazwać. Na pewno nie wiara. Wiara to spotkanie.

Nurtuje mnie pytanie, czy Jezusowi nie było… łatwiej? Był Bogiem. Nie wyobrazimy sobie Jego bólu. Ale trzy dni? Chyba wolałabym to, niż być nieuleczalnie chora, cierpiąca dekady, nie mając nadziei.

Nie porównywałbym ze sobą krzyży. Każdy ma swój. Jest taki wiersz ks. Janusza Pasierba, który opowiada, że odkupienie mogłoby mieć inną formę. Chrystus mógł umrzeć ze starości… Wcale nie na krzyżu i nie gwałtownie. Cierpienie jest czymś bardzo indywidualnym. Coś, co dla jednego jest nie do uniesienia, dla drugiego jeszcze nie jest problemem.

Ksiądz biskup jest autorem niezwykłych rozważań drogi krzyżowej. O czym myślał, pisząc?

Taką rzecz pisze się ze środka własnej modlitwy.

Skąd pomysł, żeby w stacje wkomponować 14 uczynków miłosierdzia?

Najprostsze pomysły są najlepsze. To też pokazuje dobrze papieża Franciszka, bo to on wyciągnął z mniejszego lub większego zapomnienia te 14 uczynków. Nawet nie ze skarbca,  tylko z lamusa. To są dwa katalogi, które przed Rokiem Miłosierdzia były mało komu znane. Nawet sobie żartowaliśmy. Kiedy chciałem siostry przyłapać na niewiedzy katechetycznej, to pytałem je o 7 uczynków co do duszy.

Uczynki co do ciała są też typowe dla ngo-sów.

Co do tego, że wszyscy, niezależnie od wyznania, zajmujemy się takimi uczynkami – zgoda. Ludzie niewierzący, czy wyznający inną wiarę, czasem nas w tym zawstydzają. Chrześcijaństwo ma tu dwie ważne rzeczy do powiedzenia. Nawet, jeśli ich nie przestrzegamy, nie żyjemy nimi na co dzień. W Jezusie Chrystusie to widać. Jak nie widać w nas. Po pierwsze, motywem czynienia miłosierdzia, jest doświadczenie miłosierdzia ze strony Boga. To jest ogromnie ważne, bo z tego wynika drugie. Chrześcijanie są wezwani do tego, żeby przekraczać w tych uczynkach miarę wzajemności. Sprawiedliwości. W czasie ŚDM bez przerwy to pytanie wracało na każdej katechezie. O stosunek miłosierdzia do sprawiedliwości. Czy nie mam prawa się bronić? To najlepiej wychodzi przy debacie o uchodźcach. Odpowiedź radykalna jest właśnie ze względu na to, że to nie jest tylko odpowiedź dawana człowiekowi. To odpowiedź Panu Bogu, który pierwszy mnie kocha w sposób miłosierny.

To jest coś ogromnie ważnego. Chrystus nie nawołuje nas do miłosierdzia na zasadzie – musisz być miłosierny i koniec. Chrystus nam objawia Boga, który jest miłosierny, i który w Nim samym umiera za nasze grzechy. Zanim się nawrócimy. Nieraz słyszymy chrześcijan mówiących: wybaczę, jeśli usłyszę prośbę o wybaczenie. To nie jest chrześcijańskie. Pan Jezus wybacza inaczej.

Jak przełożyć katalog na praktykę?

Tu jest bardzo dobra podpowiedź ze strony św. Benedykta i św. Bazylego Wielkiego. Dwóch wielkich zakonodawców na Zachodzie i Wschodzie. Oni myśleli nie o tworzeniu zakonów, tylko o radykalnym życiu chrześcijańskim. Mówili, że trzeba żyć we wspólnocie, która jest konkretna. Nie za duża. Benedykt mówił: to jest 12 ludzi. Bo w gronie 12 mówienie o miłości jest czymś konkretnym. Wspólnota modlitwy, pracy, wypoczynku, stołu itd. Zwłaszcza, jeśli to ma być wspólnota stała. Wybór życiowy. Wspólnota, która doświadcza miłości wewnątrz, ma też na ogół ochotę wyjść z nią na zewnątrz, do grzeszników. Taka jest natura dobra. Jak to ładnie mówi stara zasada „bonum est diffusivum sui”.

Zamiast zderzenia cywilizacji, zderzenie z realiami wspólnoty?

To jest konkret.

*Przeczytaj także pierwszą część rozmowy z bp Grzegorzem Rysiem „Chrześcijaństwo nie jest dla herosów”

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail