Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Historia Maki – małej dziewczynki, która z uśmiechem walczyła ze śmiercią i … WYGRAŁA

Udostępnij

Usunięto jej połowę mózgu z powodu przewlekłej choroby neurodegeneracyjnej. Maki jednak nie traciła ufności, że odzyska zdrowie za wstawiennictwem Maryi.

Carmina Coloma była pogrążona w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, kiedy nagle do kaplicy wpadła z krzykiem jej przyjaciółka: „Carmina! Biegiem! Twoja córka!”

Maki, trzyletnia córeczka Carminy, leżała na podłodze sztywna z nieruchomym spojrzeniem, wyglądała jak martwa. Chwilę później zaczęła rytmicznie dygotać lewa część jej ciała. To wtedy po raz pierwszy dała o sobie znać okrutna choroba, na jaką córeczka cierpiała.

U Maki zaczęły się notoryczne ataki epileptyczne, które rodzice mężnie znosili dzięki nieustannej modlitwie. „Każdego ranka, kiedy ścieliłam łóżko, znajdowałam w pościeli różańce, które przez sen wypadały z ręki mnie albo mężowi” – wspomina mama Maki.

Rodzice usłyszeli przerażającą diagnozę, po 4 operacjach mózgu, jakim została poddana ich córeczka. Okazało się, że cierpi ona na zespół Rasmussena, typ ogniskowego zapalenia mózgu o autoimmunologicznym podłożu, która atakuje całą półkulę. Jeżeli w porę nie usunie się ogniska zapalnego, przenosi się ono na drugą półkulę i można jedynie przyglądać się jak chory umiera w konwulsjach.

Najmłodsza córeczka z siedmiorga dzieci Carminy Colomy i Richi’ego Márqueza już wcześniej została otoczona łańcucha modlitwy podtrzymywanym za pośrednictwem portali takich jak Facebook i Twitter (@pormacarena), jednak kolejny etap walki z chorobą był rozstrzygający, wymagał zatem jeszcze intensywniejszego szturmu do nieba pod hasłem: „Pray for Maki”.

Dziewczynkę poddano bardzo trudnemu zabiegowi plazmaferezy, w trakcie którego jej stan osiągnął punkt krytyczny i okazał się najtrudniejszym etapem w całej chorobie. Długotrwały kryzys, jaki zabieg ten wywołał u Maki nie pozostawiał wyboru: należało podjąć decydującą interwencję lub przygotować się na najgorsze” – wspomina Carmina.

W wojnie z chorobą Maki wygrała kolejną bitwę, przechodząc piątą z kolei, tym razem dwunastoipółgodzinną operację, podczas której usunięto jej prawą półkulę mózgu. „Maki ponownie znalazła się w modlitewnym kręgu podtrzymywanym na portalach społecznościowych. Dzięki temu wsparciu, byłam w stanie nawet ze względnym spokojem dopuścić do siebie myśl o tym, że moja córeczka umrze. Nie miałam żadnych wątpliwości, że Maki była aniołem i przy różnych okazjach zastanawiałam się: «Być może aniołowie powinni wrócić tam, skąd przybyli, czyli do Nieba»”.

Tymczasem Bóg miał inne plany. Jak wynika ze wspomnień Carminy: „Sam fakt, że Maki przeżyła tę operację, biorąc pod uwagę jej stan, to już cud. Kolejnym cudem było to, że po 24 godzinach ją ekstubowano, a po 48 można z nią było normalnie rozmawiać.”

Dziewczynka  miała sparaliżowaną lewą stronę ciała, nie mogła utrzymać się na nogach ani chodzić. Jej stan był jednak stabilny i kiedy wydawało się, że kolejne interwencje nie będą już potrzebne, okazało się, że Maki musi przejść szóstą operację. U Maki wystąpiło bowiem wodogłowie, a ciśnienie wewnątrzczaszkowe, jak wykazały badania, pięciokrotnie przekraczało normę dla dzieci w jej wieku. „Wjechała na salę operacyjną uśmiechnięta, jak zawsze, i tuż po powrocie do pokoju szpitalnego ponownie na jej twarzy zagościł ten cudowny uśmiech” – opisuje jej matka.

Maryja nigdy nie zawodzi. Z relacji Carminy, wynika, że od samego początku „Maki miała pewność co do tego, że: «to dzięki Maryi będzie zdrowa»”. Rodzina udała się w podróż do Sanktuarium Matki Bożej z Lourdes. „Zrobiliśmy przystanek na stacji benzynowej, kiedy niespodziewanie Maki odważyła się postawić 3 samodzielne kroki”.

Przeżycia z wizyty w sanktuarium pozostawiły trwały ślad w sercu Carminy. „Odczuwałam niewiarygodną matczyną miłość, jak gdyby Maryja mówiła do mnie: «Chodź do mnie, ja wiem ile przeszłaś, wiem jak bardzo cierpisz»”.

Na długiej liście osób, które włączyły się w modlitwę za Maki, znajduje się też Ojciec Święty. 13 listopada 2014 roku papież Franciszek położył dłoń na okładce książki przedstawiającej zdjęcie Maki, w której Carmina opowiada całą ich historię (p.t. „Maki, uśmiech pewnego anioła”), pomodlił się w skupieniu, a następnie zabrał ją ze sobą.

15 maja 2015 roku do neurologa prowadzącego dziewczynkę dotarło nagranie z biegającą Maki. Z jego ust padło jedynie: „Fakt, że wyzdrowiała to cud”.

Jak zaznacza Carmina, „Bóg nie zabiera ci cierpienia, ponieważ ono nadal jest obecne w twoim życiu, ale pomaga ci je znosić.” Przyglądać się jak pogarsza się stan twojej córki, przejść mężnie przez 6 operacji, których wynikiem jest usunięcie połowy mózgu, oraz próba złagodzenia cierpień Maki, kiedy miała do 20 ataków drgawkowych dziennie, tego wszystkiego nie da się wytrzymać, licząc jedynie na własne, ludzkie siły.

Zobacz jak skończyła się historia Maki – na następnej stronie.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail