Aleteia

Jestem żoną żołnierza. Czasami czuję się, jakbym była samotną matką

EAST NEWS
Udostępnij

Jako nastolatka marzyłam o związku z żołnierzem. Dziś jestem żoną wojskowego, a życie boleśnie zweryfikowało moje naiwne nieco wyobrażenia. Nie jest łatwo, ale nie poddajemy się.

Kiedy byłam jeszcze nastolatką, życie z żołnierzem wydawało mi się niezwykle ekscytujące. Byłam niepoprawną romantyczką. Z zachwytem oglądałam „Byliśmy żołnierzami” i zaczytywałam się w książkach historycznych. Poza tym, ja lubię samotność wypełnioną gorącą herbatą i książkami. Wyobrażałam więc sobie, że żołnierz byłby dla mnie idealny – w końcu tak często wyjeżdża.

Trudna rzeczywistość

Po kilkunastu latach życie zweryfikowało moje marzenia. Tak się złożyło, że jestem żoną żołnierza. Okazało się, że samotność wcale nie jest kolorowa. Czym innym są wyjazdy dla singielki bez zobowiązań, ukierunkowanej na rozwój własny, a zupełnie czym innym dla narzeczonej, a później żony przebywającej samotnie w domu. Nie, nie zapomina się o sobie, ale myśli się już w innych kategoriach. Dochodzi tęsknota, której naiwnie nie brałam pod uwagę. Nie jest łatwo, ale w końcu jestem dorosła, potrafię to sobie wytłumaczyć. Ale przyzwyczaić się do takiego życia trudno. Tym bardziej, że nigdy nie wiadomo, gdzie i na jak długo mąż wyjedzie na służbę.

Wszystko wywraca się do góry nogami, gdy pojawiają się dzieci, a wyjazdów jest coraz więcej. Zawsze wychodziłam z założenia, że żołnierz musi się szkolić, więc sama namawiałam męża na kolejne szkolenia. Później zagryzałam zęby zastanawiając się, na co mi to było.

Pierwszy trudny moment. Trafiłam do szpitala w listopadzie, byłam w ciąży. Antybiotyki, kroplówki, ciągłe leżenie. On na poligonie na drugim końcu Polski. Całe dnie spędzałam samotnie. Czasami ktoś wpadł na chwilę po pracy. W pewnym momencie trzeba było wstrzymywać poród. A on nie mógł się urwać i przyjechać. Wściekłam się okrutnie. To nie był czas na rodzenie. Co więcej, zostałam ze wszystkim sama. Czułam się koszmarnie i potrzebowałam wsparcia. Niestety, dzieliły nas kilometry i rozkazy przełożonych. Do domu wrócił chwilę przed świętami, na które mnie nie wypuszczono ze szpitala.

Samotna matka

Gdy mąż wyjechał na ponad pół roku nad morze, na kolejne szkolenie, synek miał dwa latka. Patrzyłam codziennie, jak cierpi bez ojca. Kiedy udało nam się spędzić jakiś weekend wspólnie, w domu miałam później dramat. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, jakie emocje targały naszym dzieckiem, kiedy tata znów wyjeżdżał. Mały nie chciał z nim rozmawiać, odrzucał słuchawkę telefonu, ignorował go, kiedy ten wreszcie wracał do domu.

Ten rok przyniósł kolejne, bardzo długie wyjazdy na poligon. Ja, teraz już z dwójką maluchów. Lekarze, szczepienia, adaptacja w przedszkolu, spotkania, zebrania i miliard innych rzeczy – tylko na mojej głowie. Czasami mam wrażenie, jakbym była samotną matką dwójki chłopaków. I pewnie podobnie czuje się większość z nas – żon żołnierzy. Mojemu mężowi obrywa się za to, bo jestem „włoską” żoną – kiedy się zdenerwuję, nie szczędzę słów.

Nie lubię jego wyjazdów. Nienawidzę tej niewiadomej, która zawsze wisi nad nami, gdy wyjazd się zbliża. Dreszczyk emocji? Nie, zupełnie nie to. Lubię planować, a kiedy ktoś mi to planowanie naruszy, wściekam się i staję się chwilowo bezradna. Po chwili doprowadzam się do porządku i po prostu zajmuję się tym, co zwykle, czyli wszystkim.

Dom to nie poligon

Wbrew stereotypom, to ja stawiam wszystkich w domu do pionu, planuję, rozdzielam zadania. Tata jest od wspólnych zabaw i kąpieli. Czasami próbuje coś wyegzekwować, ale z różnym skutkiem. Na pewno nie wprowadza żołnierskiego drylu, może czasami chciałby, ale nie pozwalam na to. Dom jest ostoją, tu panują inne zasady. Każdy ma wybór, może podjąć suwerenną decyzję. Także dzieci. Wszyscy wiedzą, że każda decyzja ma swoje konsekwencje, dlatego zazwyczaj są one dobre. Szacunkiem i uczeniem podejmowania własnych decyzji staramy się kształtować mądrych i dojrzałych mężczyzn z naszych jeszcze niezbyt dużych dzieci. Mam nadzieję, że to zaprocentuje w przyszłości, a tresury, musztry i rozkazy niech zostaną za bramą jednostki.

Moje nastoletnie marzenia zweryfikowało życie. Nie ma samotności, gorąca herbata bywa, a książki łykane są w chwilach, gdy ktoś wyręczy mnie w opiece nad dziećmi. Zamiast ciszy i spokoju, jest radosny harmider i szkoła życia.

Jaka powinna być żona żołnierza? Najważniejsze jest chyba bycia sobą i trwanie przy mężu. Życie zrobi z niej twardą babkę, a to przynosi profity w innych dziedzinach. Wytrwałość, upór, niezłomność – to cechy kobiety, która decyduje się na życie z mundurowym. Nie dlatego, że on jest despotyczny, ale ze względu na specyfikę jego zawodu.