Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

O czym mówią kolędy? Wsłuchaj się w słowa, a znajdziesz tam prawdziwe skarby

Tom Brogan/Flickr
Udostępnij

Zaskakujące, ile w nich teologicznych prawd i pokrzepiających zapewnień o Bogu, który rodzi się absolutnie nie przez przypadek.

Kolędy to element Bożego Narodzenia na tyle dla nas oczywisty, że często odśpiewywany z pamięci, bez głębszego zastanowienia nad treścią. Tymczasem – gdy tylko trochę się wysilimy – zyskują przy bliższym poznaniu. Zaskakujące, ile w nich teologicznych prawd ukrytych pod warstwą zrozumiałych wyłącznie dla prababć zwrotów i pokrzepiających zapewnień o Bogu, który rodzi się absolutnie nie przez przypadek.

Jako że – było nie było – z zawodu jestem tłumaczem, a przed świętami mam zwykle dużo większe wzięcie, bo każdy chce, żebym p r z e t ł u m a c z y ł a drugiemu to, czego tamten nie rozumie (np. „Karolino, wytłumacz mojej teściowej, że w tym roku zdecydowaliśmy pojechać do niej w drugi dzień świąt!”), przetłumaczę Państwu również te kolędy. Krok po kroku – z polskiego na „nasze”.

 

Gdy się Chrystus rodzi

Kolęda opowiada zgoła o tym, jak aniołowie przychodzą do pasterzy ze specjalnym zleceniem pójścia do szopki, gdzie urodził się Chrystus. Pasterze ni w ząb nie rozumieją, o co chodzi, więc każą aniołom wyłuszczyć punkt po punkcie, co mają robić, bo – jak informują – są już ledwie żywi ze strachu. Całemu temu zdarzeniu towarzyszy wszak dosyć niepokojąca aura – w środku nocy jest jasno jak na plaży w San Francisco.

Aniołowie mają o tyle łatwiej, że od razu pojmują to, nad czym głowią się pasterze i od początku do końca kolędy drą się w niebogłosy: gloria in excelsis Deo. Pasterze, drżąc jeszcze trochę z niepokoju, idą do szopki za ich wyraźną namową i dopiero na miejscu rozumieją, co się dzieje. Jak mówi dalej kolęda – pojmują, że sam Bóg zniżył się do postaci człowieka i w dodatku od teraz weźmie na siebie wszystkie ich zmartwienia (osłodzi troski). Pasterze padają na kolana i do domu wracają już cali w skowronkach.

Gdy tak sobie tej kolędy słucham, widzę parę wyraźnych analogii między emocjami pasterzy a własnymi doświadczeniami duchowymi. Bóg przychodzi i w ich nudnym, zwyczajnym życiu zaczyna robić zamieszanie, czym początkowo budzi niepokój, niezrozumienie, może nawet powątpiewanie. Kiedy jednak stwierdzają, że raz kozie śmierć (przy czym kozę możemy traktować tutaj dosłownie, bo pasterze, żeby iść do szopki muszą zostawić bez opieki wszystkie swoje zwierzęta), i idą w ciemno za światłem, ufają, że u celu wędrówki spotka ich coś dobrego, doświadczają zrozumienia. Czują radość, miłość i niemożliwe do zakwestionowania poczucie Bożej obecności.

 

Mizerna cicha

O tym natchnieniu pasterzy – skąpo, bo skąpo, ale opowiada każda kolęda. Dowie się o nim na przykład ten, kto dotrwa do trzeciej i czwartej zwrotki kolędy „Mizerna cicha”.

Tu zastanawia jednak jeszcze jedna rzecz. Moja wyobraźnia, mimo nadludzkich wręcz wysiłków, nie potrafi przetworzyć komunikatu o aniołach, którzy nie dość, że stanęli w locie, to jeszcze pochyleni klęczą. Wiele jest więc w niej też superlatywów – nieudolnych prób określenia tego, co przybyli widzą. Prób opisania niezrozumiałego znaku nieskończoności. Bóg wcielony – największa mądrość z wszelkiej mądrości i najjaśniejsza światłość wśród wszystkich możliwych światłości.

 

Oj, maluśki, maluśki

Tę kolędę kojarzymy świetnie – pewnie głównie ze względu na najeżenie południowopolskimi regionalizmami (maluśki jako rękawicka). Tymczasem ona cała nie traktuje wcale o tym, ile Jezus (gdyby rodził się w szpitalu) otrzymałby punktów w skali Apgar, ale o tym, jakie to dziwne, że z niebiańskich luksusów chciało mu się zejść na ziemię. Wyjaśnieniem jest, że kluczowa dla wcielenia była Jego wola i miłość (Tatuś Go przecież nie wyganiał).

Żeby zrozumieć, jak trudno mogło być Mu tego dokonać, wystarczy wyobrazić sobie własne cierpienie przy wychodzeniu z ciepłego łóżka na deszcz, mróz czy ulewę (choć autor kolędy posługuje się zgoła lepszymi metaforami niż moje).

Kolęda kończy się refleksją, że właściwie nie mamy jak dziękować Bogu za to, co dla nas zrobił. Nie możemy więc łudzić się, że na zbawienie zapracujemy sobie własnymi uczynkami. Ono już od samego początku było na tyle wielkie, że jest nam dane wyłącznie ze względu na miłość i poświęcenie Boga.

W bardzo rzadko dośpiewywanej zwrotce kolędy słyszymy wszak:

Cóż Ci oddam, Panie, mój Panie,
Chyba me piosnecki,
Albo też te moje, te moje
lipowe skrzypecki

Wątek tej niepojętej Bożej miłości rozwija z kolei kolęda „Wśród nocnej ciszy”, której autor sugeruje, że miłosierdzie Boga jest tak wielkie, że jego realne głoszenie zdaje się czasem niepedagogiczne.

 

Pójdźmy wszyscy do stajenki

Te parę dźwięków umie zagrać na keyboardzie chyba każde dziecko. Mało kto jednak zwraca uwagę, że głównym przesłaniem kolędy jest nie tyle klękanie z bydlątkami w szopce, co dość dosadnie brzmiący wers o tym, że Bóg przez swoje narodzenie „uwalnia nas z mocy czarta”. Od teraz jest od niego nieskończenie silniejszy, a każdy grzech wobec Bożego miłosierdzia i siły to maleńka mrówka względem całego oceanu.

To naprawdę niezwykle ważna informacja dla chrześcijanina traktującego sprawy duchowe serio, którego nie zdziwi, że szatan to nie fikcyjna postać z bajek o księżniczkach i wilkołakach.

Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że mój grzech jest zbyt silny, żeby była dla mnie nadzieja, że nie ma sensu nawracanie się i spowiadanie w kółko, skoro kiedyś w końcu i tak zrobię to samo, dzięki tej kolędzie mam pełne prawo uświadomić sobie, że Bóg jest ponad to wszystko. Że te moje lęki o brak Bożego przebaczenia to istna pokusa, zakorzeniona gdzieś w Starym Testamencie. Że Zbawienie już jest, dokonało się, ode mnie zależy tylko, czy je sobie wezmę. To znaczy: czy uwierzę, że Bóg kocha mnie na tyle, żeby również mnie je dać.

 

Bracia patrzcie jeno

Tutaj znowu ta sama opowiastka: pasterze widzą światło i idą w jego kierunku. W końcu jednak dowiadujemy się, co dzieje się ze zwierzęcą trzódką podczas nieobecności właścicieli. Oddają ją w Boże władanie. Niech się dzieje, co chce – my idziemy, ufamy, że nic złego się nie stanie!

 

Kolędy dla Aleppo

Są jednak kolędy, których nie trzeba tłumaczyć, bo powstały z inspiracji tym, co dzieje się teraz. I chociaż – w moim odczuciu – ten rodzaj pieśni nie powstał po to, żeby opisywać żale i smutki (te możemy odpuścić sobie do czasu Wielkiego Postu) nie sposób ich tutaj nie wymienić.

Przed zamknięciem okienka z tym tekstem przesłuchajcie sobie Państwo dwie rzeczy. „Kolędę dla tęczowego Boga” w wykonaniu Grzegorza Turnaua i Magdy Umer oraz „Lulajże Jezuniu” świeżej produkcji Caritas Polska z całkowicie nowym tekstem (wykonanie: Viola Brzezińska).

Nie sposób bez tych kolęd się obejść, bo nie sposób zasiąść też do stołu bez chociaż kilku chwil myślenia o Syrii.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail