Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Kasiu, wierzę Ci”. List do ofiary ks. Romana B.

EAST NEWS
Udostępnij

Na swoje nieszczęście dawno, dawno temu poznałam i dałam się wplątać w sieć ułudy kapłana, który na swoim sumieniu ma kilka dziewczyn z tzw. „trudnych środowisk”.

Kasiu, wierzę Ci!

Chyba nie ma nic gorszego dla ofiary przemocy seksualnej – która jakimś nadludzkim wysiłkiem odważyła się przerwać zmowę milczenia, zaufać tej jeszcze jednej osobie (nauczycielowi/spowiednikowi/rodzicowi/przyjaciółce/komukolwiek) i być może pierwszy raz zawołać o pomoc – chyba wówczas nie ma nic gorszego, niż otrzymanie jednosłownej odpowiedzi zwrotnej: Kłamiesz.

Taką odpowiedź usłyszała Kasia, tragiczna bohaterka reportażu Justyny Kopińskiej („Duży Format”). Kilkukrotnie świat dorosłych, świat osób, które były za nią odpowiedzialne, bezlitośnie uświadomił jej, że prawda w ustach dziecka nie ma znaczenia, że liczą się autorytety i ochrona ich dobrego imienia. Kasia już jako dziecko była zmanipulowana, uwiedziona, wplątana w romans, gwałcona, zastraszana, zniewolona, samotna, zmuszona do aborcji, zamknięta w duchowej, psychicznej i fizycznej pułapce, którą zgotował jej ksiądz Roman B.

On, kapłan z nienagannymi opiniami. Troskliwy i opiekuńczy. Jeżeli zwracał na siebie uwagę, to tylko z tej dobrej strony. Ludzie mu ufali. Dzieci tym bardziej. To jedna twarz. Ta pozorna. Raczej maska. Bo pod nią jest twarz człowieka bezwzględnego, cynicznego, doskonałego manipulanta, kłamcy i wreszcie pedofila. Klasyka wilka w owczej skórze.

Na swoje nieszczęście dawno, dawno temu poznałam i dałam się wplątać w sieć ułudy kapłana, który na swoim sumieniu ma kilka dziewczyn z tzw. „trudnych środowisk”. Na swoje szczęście byłam wtedy w procesie terapeutycznym i miałam w sobie wystarczająco dużo determinacji, by go zdemaskować. Wierzę, że opatrznościowo trafiłam na mądrego przełożonego, który zapewnił, że nic nie zostanie zamiecione pod dywan. I tak się stało. Sprawa ostatecznie trafiła do Watykanu. A mężczyzna ten dostał najwyższą karę kościelną i nie sprawuje już funkcji kapłańskich.

Happy end? Nie. Dziewczyny, które skrzywdził, drugi raz nie zdecydowałyby się na przerwanie milczenia. Nie po tym, co przeszły. Pogróżki, utrata znajomych z parafii, przekleństwa, szkalowania, społeczna banicja, życie w strachu. Wszystkie mogłyby mieć na imię, jak bohaterka reportażu, Kaśka. Bo wszystkie usłyszały: Kłamiesz. Od braci i sióstr w wierze. Od tych, którzy mają moralny obowiązek stanąć po stronie ofiary, a nie kata.

Czytam komentarze katolików odnośnie Kasi i jej dramatu. Mija kilka dni i nie jestem w stanie ich przetrawić. „On ją trochę przytulał, wielkie halo!”, „znam go i wiem, że jest dobrym człowiekiem, miał z nią tylko romans”, „nie wierzę, że brałby się za dziecko”, „przecież nie został skazany za gwałt, więc o co chodzi?!”, „znowu GW robi sensację, żeby zniszczyć dobre imię Kościoła”. Serio, robi mi się niedobrze.

Ale są też nie-komentarze, czyli brak reakcji tych wszystkich, którzy w imię Chrystusa powinni stanąć murem za Kasią! To podłe milczenie niektórych solidarnych księży, świeckich pro-liferów i wszystkich innych kato-strusiów chowających głowę w piasek. Podłe, bo jak w każdej przemocowej sytuacji dla ofiary nie ma nic cenniejszego niż świadomość, że ktoś jest po jej stronie. A kto, jak nie my?

Śmiem marzyć, żeby takie publikacje, jak reportaż Justyny Kopińskiej, wzbudzały w nas, katolikach, święty gniew. Żeby zadrgały w nas wszystkie struny. Żebyśmy poruszeni ludzkim odruchem, dali bezcenne wsparcie Kasi i wszystkim innym ofiarom przemocy seksualnej, czyli jedno: Wierzę ci.

PS Kasia ma dziś trochę ponad dwadzieścia lat. Za sobą kilka prób samobójczych, depresję, pobyty w szpitalu psychiatrycznym, żyje w lęku i wycofaniu. Jest wrakiem. Jak sama mówi, czuje, że światu nie ma już nic do zaoferowania. Ufam, że jeśli dotrwałeś, Czytelniku, do tego momentu, to jesteś człowiekiem o ludzkim sercu. Być może Kasia trafi na ten tekst. Zapraszam Cię do wykorzystania szansy i przesłania jej (na swojej tablicy albo w komentarzu) tej prostej i tak szalenie ważnej wiadomości o treści: „Wierzę Ci!”.

Dzięki!
Natalia

Tekst pierwotnie ukazał się na profilu FB prowadzonym przez Natalię Białobrzeską: Lejdi Moher

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail