Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Babcia i dziadek mojego dziecka – sprzymierzeńcy czy wrogowie?

EAST NEWS
Udostępnij

Choć czasem jest mi trudno przyjąć ich uwagi wychowawcze, to po schowaniu swojej dumy, widzę na nowo pewne sprawy, które w biegu codzienności umykają nawet czujnemu, matczynemu oku.

Zima dała się nam już we znaki, a razem z nią dziadkowie. Czy znacie to narastające uczucie poirytowania, gdy babcia po raz kolejny Was upomina, by nie zapomnieć o czapeczce, skarpetkach, kocyku i kremiku na mróz dla Waszej pociechy? Tak jakbyście sami nie pamiętali, by o nią dbać.

A może dziadkowie Waszych wnuków nie zasypują Was dobrymi poradami, za to Wasze dzieci dosłownie zasypują prezentami? Na każdą okazję lub bez okazji, wystarczy, że dziecko westchnie za jakąś zabawką, by po kilku dniach już ją miało darowaną? Nie macie już nawet gdzie ich składować, a na dodatek prześladuje Was wizja, jak to Wasze słodkie maleństwo przeobraża się w roszczeniowego bachora.

Zupełnie oddzielną kategorią są prezenty-słodycze. Wiadomo przecież, że główna przyczyna otyłości u dzieci to nie dieta i brak ruchu, ale babcia 😉 W końcu dla tamtego pokolenia „czekoladki z reklamy” to było dobro deficytowe, tak rzadkie, że nikt nie wpadłby nawet na zakwestionowanie, czy w ogóle przeczytanie składu na etykiecie. Z resztą, czy cukier rzeczywiście tak szkodzi? A skoro dziecku sprawia to przyjemność, to jak można mu jej odmawiać?

Albo kłopot z zupełnie innej bajki – oto na widok niemowlaka i dziecka do lat 3, Twoi rodzice czy teściowie zaczynają mówić w jakimś innym, kosmicznym języku, w którym każde słowo brzmi jak rozpakowywana z szeleszczącego papierka landrynka, a Tobie zajmuje chwilę, żeby zrozumieć, co właściwie znaczy „a cio to zia bobasiek maluci śłodziusi?”

Relacje, które i tak bywają trudne, nabierają nowych rumieńców, gdy pojawiają się dzieci – w rodzinie powstają wtedy zupełnie nowe kombinacje, powiązania i układy więzi. Odkrywasz, że na Twoje dziecko wpływ mają także inni ludzie, a nawet Ci najbliżsi nie zawsze wstrzelą się w Twoją (przecież jedyną słuszną!) wizję wychowawczą. Odkąd urodziła się nasza pierwsza córka, nieustannie mierzymy się z tym tematem, a i wielu naszych dzieciatych przyjaciół dzieli się trudnościami na tym froncie. Frustracja jest czasem tak duża, że zupełnie zapominamy, że naprawdę większość tych zachowań jest podyktowana miłością… Że przecież prawdziwym problemem byłoby, gdyby dziadkowie w ogóle nie interesowali się naszymi dziećmi, byli w stosunku do nich oziębli lub agresywni.

Zapominamy, że oprócz zbędnych zapasów węglowodanów, przywożą też mnóstwo dobra i ciepła. Że gdyby nie ich pomoc, nie chodzilibyśmy ze współmałżonkiem do kina przez ostatnie pięć lat. Że gdyby nie ich obecność, nie czulibyśmy się tak po ludzku bezpieczni, bo zawsze można na nich liczyć. I po prostu, gdyby nie oni, nasze dzieci nie miałyby mnóstwa dobrych wspomnień – ze wspólnych zabaw, Świąt, z normalnego fajnego dzieciństwa z dziadkami.

Takiego jak, nie szukając daleko, moje własne. Pamiętam nocowanie u dziadków, gdy wolno nam było późno kłaść się spać, pamiętam myszkowanie po szafkach w poszukiwaniu zostawionego specjalnie dla mnie lizaka czy to, że odbierali mnie z lekcji fortepianu, a po udanym koncercie zawsze dostawałam czekoladę.

Dopiero po latach, gdy byłam już starsza, dowiedziałam się, jak czasem wiele wysiłku kosztowało to moich własnych rodziców. Niejeden raz słyszałam, że niezbyt dobrze wspominany tata, stał się zaskakująco kochającym dziadkiem, niejako odkupując po latach swoje winy. Tak więc bez wątpienia relacja wnuczek-babcia/dziadek może być relacją niezwykle cenną dla obu stron i szkoda byłoby je tego pozbawiać w imię…no właśnie, właściwie w imię czego? Moich rozbieżnych z rzeczywistością oczekiwań?

Zmierzmy się z pytaniem o rolę dziadków. Czy jest nią bardziej wspieranie w wychowaniu, czy może raczej rozpieszczanie? I czy jakimś cudem, nie dałoby się połączyć obu opcji?

Bez dwóch zdań to rodzice są od wychowania. Więc to oni wyznaczają zasady dla swoich dzieci, które powinny być respektowane przez wszystkich członków rodziny. Jeśli rodzic mówi, że czegoś nie wolno, to nie wolno i już. Można się z nim nie zgadzać, dyskutować w cztery oczy, ale dużym błędem jest ignorowanie granic wyznaczonych przez rodziców.

Takie zachowanie wprowadza chaos wychowawczy i jest prostą drogą do wojny, a ta jak wiadomo skutkuje szeregiem ran po obu stronach barykady. Nastawianie dziecka przeciwko rodzicom, podważanie ich zaleceń lub jawne łamanie próśb budzi oczywisty opór. Ale nie wszystko ma taką samą wagę. Są pewne reguły niepodważalne (np. uczulonemu dziecku nie dajemy ani odrobiny cytrusów nawet jak bardzo prosi), inne negocjowalne (słodycze tak, ale tylko w niedzielę i w określonej wcześniej ilości), jeszcze inne w ogóle mogą zmieniać się w zależności od czasu i miejsca pobytu dzieci (pora pójścia spać czy pozwolenie na skakanie po kanapie). Z czasem powstają nowe zasady wnuków z dziadkami, np. my nie mamy w domu telewizora, ale gdy śpimy u babci można przed spaniem obejrzeć dwie bajki. A zawsze jak miód na uszy pozostanie stwierdzenie: „dobrze, ale najpierw zapytamy rodziców”.

Zarazem jednak, skoro już ustaliliśmy, że to i tak głównie na mamie i tacie spoczywa obowiązek wychowawczy, dajmy przyzwolenie na to, by czas z dziadkami był „luźniejszy”. 

Tego czasu i tak zazwyczaj nie ma aż tak dużo, a może być cennym doświadczeniem, które kształtuje osobowość dziecka. Po pierwsze, daje odczuć, że zakres wpływu naszego kilkulatka i jego „władza” się poszerza – babcia z dziadkiem dają odczuć słodki smak wolności, jeszcze bez goryczy związanej z nią odpowiedzialności. Po drugie, podarowują tą ogromną miłość i zachwyt, jakimi darzą wnuka. Nie pospieszają, mocno angażują się w zabawę, nie zerkają co chwilę w telefon… Od czasu do czasu takie dopieszczenie nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie. Dodatkowo my, rodzice malucha, możemy zyskać czas tylko we dwoje. Czy to nie jest sytuacja typu win-win?

Tak, mierzymy się potem przez kilka dni z „rozstrojonymi” dziećmi, które nie chcą nam wcześniej zasnąć lub więcej kapryszą, ale jesteśmy rodzicami, poradzimy sobie i z tym. Osobiście cenię w pobycie dzieci u dziadków również to, że patrzą oni z innej perspektywy. I choć czasem jest mi bardzo trudno przyjąć ich uwagi wychowawcze, to po schowaniu swojej dumy, widzę na nowo pewne sprawy, które w biegu codzienności umykają nawet czujnemu, matczynemu oku.

Nie zawsze jest to łatwe, ale najlepiej po prostu porozmawiać i ustalić pewne zasady i wizje, być może nie raz i nie dwa tłumaczyć z czego wynikają i dlaczego są dla nas ważne. Zarazem banalne i piekielnie trudne zadanie, ale ideałem byłoby gdybyśmy po prostu się… słuchali. Zastanówmy się, co ja i Ty możemy zrobić, by tak było? Jak możemy tworzyć atmosferę zaufania, otwartości i szacunku w naszych rodzinach?

Zatem babcie i dziadkowie, nie lekceważcie, nie podważajcie autorytetu rodzica. A my, młodzi rodzice po prostu wyluzujmy i mówmy o naszych potrzebach. W końcu gramy w jednej drużynie, pamiętajmy, dlaczego to robimy – dla dobra naszych dzieci, które wszyscy przecież ogromnie kochamy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail