Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Mieszkańcy Żywca wzięli sprawy w swoje ręce. I zorganizowali pomoc dla Aleppo

Udostępnij

To pierwsza tego typu akcja w Polsce, w której inicjatywa jest zupełnie oddolna. Być może pojawią się następne.

Przeglądając Facebooka świeżo po wybuchu kontrowersji związanych z przyjęciem w Sopocie sierot z Aleppo, trafiłem na wpis, który mną poruszył. „Zamiast narzekać na decyzje rządu, sami coś zróbcie” – napisał ktoś. I miał rację. Przesuwając palcem po ekranie smartfona łatwiej jest krytykować, niż samemu podjąć konkretne działania.

Co mogę sam zrobić? Przecież oni są tam, a ja tutaj? Jak pomóc na odległość? Wymówek jest wiele. A przecież, gdyby połączyć razem nieco chęci, dobrego serca, pomysłów i młodego ducha, można coś zrobić!

„Żywiec dla Aleppo” – taką nazwę nosiła inicjatywa obywatelska podjęta przez mieszkańców tego miasta w pierwszy weekend lutego . „Nie ma na co czekać. Tam dzieją się niewiarygodne rzeczy, podczas gdy my spokojnie żyjemy. Trzeba ruszyć nasze społeczeństwo, nakreślić mu powagę sytuacji. Dajmy przykład rządzącym” – mówi współorganizator akcji, muzyk Kuba Winiarski. Chłopak postanowił zachęcić znajomych do rozkręcenia akcji.

Sprawy potoczyły się szybko. Patronat nad akcją objęła Polska Akcja Humanitarna. Janina Ochojska osobiście przyjechała do Żywca na spotkanie z młodzieżą. Skierowała kilka słów  do uczestników akcji. W pomoc włączyło się kilku lokalnych społeczników oraz stowarzyszenia. Powstało logo akcji oraz wydarzenie na Facebooku, gdzie publikowano kolejne informacje. Głównym wydarzeniem miały być koncerty żywieckich kapel rockowych, a także projekcja filmu w lokalnym kinie, spotkania z zaproszonymi gośćmi oraz warsztaty dla dzieci.

O nic nie musieliśmy prosić, każdy chętnie deklarował pomoc” – mówi Kuba. Nagłośnienie i scenę postawił znajomy Kuby, zespoły bez zadawania zbędnych pytań zagrać koncerty, namioty, parasole grzewcze zapewnił właściciel pobliskiej kawiarni. Wolontariusze sami zgłaszali się, by zbierać pieniądze do puszek. Nikt nie myślał, że mróz czy smog. Wszystko przebiegało bezproblemowo.

Inicjatywa spodobała się nawet mieszkańcom pobliskiej Bielska-Białej, którzy postanowili zorganizować podobną imprezę u siebie pod koniec lutego. To pierwsza tego typu akcja w Polsce, w której inicjatywa jest zupełnie oddolna. Być może pojawią się następne.

Akcja miała lokalny zasięg. Wzięło w niej udział około 200 osób. Sukces świadczy jednak o tym, że można zrobić coś zupełnie od zera, dysponując jedynie własnymi siłami i grupą przyjaciół. Można zarazić chęcią pomagania innych. Można znaleźć w sobie pokłady dobra i obdarować nimi potrzebujących. Będąc szarym człowieczkiem z małego miasteczka można dołożyć przysłowiową cegiełkę do działań na rzecz braci i sióstr w potrzebie.

Można? Można!

Przeczytaj także: Aleppo zmartwychwstanie, ale zajmie to więcej, niż trzy dni. Raport ze zrujnowanego miasta