Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

„Spieszę się”, „nie mam drobnych”… Dlaczego tak łatwo zbywamy bezdomnych?

BEZDOMNY MĘŻCZYZNA
Shutterstock
Udostępnij

Krojony chleb, jakąś tanią konserwę, lichą herbatę. I dwie maszynki do golenia. Dla siebie i kolegi. Na tyle „naciągnął” mojego męża bezdomny podczas zakupów w hipermarkecie.

Kilka dni temu przydarzyła mi się sytuacja, która nie daje spokoju. Siedziałam w kawiarni. Pracowałam. Przede mną stało parę filiżanek po wypitej kawie, sterta gazet, kilka książek, dwa telefony, notes. I oczywiście komputer, w którym miałam otwartych kilka okien przeglądarki, wiadomości. Właśnie robiłam telekonferencję w którejś z tych pilnych spraw na wczoraj, więc w uszach miałam słuchawki.

 

Poprosił o sok z pomarańczy za 10 zł

Wtedy podszedł do mnie on. Obcy człowiek, w dość lichym ubraniu, ale niewyglądający na żebrzącego bezdomnego. W pierwszej chwili nie zauważyłam go. W końcu byłam strasznie zaaferowana tym milionem spraw, które próbowałam jakoś ogarnąć. Dopiero za którymś jego „przepraszam” czy „halo” ocknęłam się i ściągnęłam słuchawki z uszu.

„Czy może kupić mi pani szklankę soku pomarańczowego?” – zapytał nieznajomy. Właśnie instalowałam na komputerze jakiś program, który miał pozwolić mi na dokończenie jednej z pilnych spraw, więc w pierwszym odruchu odpowiedziałam: „Ok, tylko za chwilę, dobra?”. Musiałam mieć przy tym niezbyt zachęcającą minę, bo kiedy za parę sekund oderwałam się od kompa i zaczęłam rozglądać po kawiarni, jego już nie było.

A mnie jest strasznie wstyd do tej pory.

Tym bardziej, że tamtego dnia były akurat Walentynki, a ja rano dostałam od męża prezent, wcale nie za 5 zł. Totalny zbytek, wiecie, takie zaspokojenie babskiej próżności. A kilka godzin później nie kupiłam facetowi soku za 10 zł.

Po tym wydarzeniu zastanawiam się, dlaczego tak łatwo przychodzi nam zbywanie ludzi, którzy o coś nas proszą, na ulicy, w metrze, tramwaju. „Nie teraz”, „później”, „za chwilę”, „nie mam drobnych”, „nie mam przy sobie gotówki”… – lista wymówek jest długa.

Czego my się boimy? Że ten ktoś będzie chciał od nas nie wiadomo czego? Że zażyczy sobie wystawnego obiadu w świetnej restauracji z deserem? Że naciągnie nas na kupienie drogich ciuchów?

Nie, żebrzący nie potrzebują wiele – kilka złotych, bułki i parówki, ciepłej herbaty.

 

Bezdomny mężczyzna z maszynką do golenia

Jest mi wstyd, bo coś, co dla mnie wtedy było tak mega ważne i pilne, czyli dopinanie jakiegoś projektu, z perspektywy tamtego faceta mogło wydać się absurdalnie śmieszne. Gdybam, bo tak nie powiedział. Ale czym jest siedzenie przy kompie nad tekstem, który ktoś przeczyta, a potem zapomni, w porównaniu ze zdobyciem szklanki soku, która dla niego w tamtej chwili stanowiła być albo nie być?

Mój mąż robił kiedyś duże zakupy w hipermarkecie. Wiecie, taki zapas na dłużej. Dla rodziny z małym bobasem trudno to wszystko upchnąć w jeden koszyk. Pieluchy, chusteczki, fura owoców, warzyw, soki. Wtedy do Marcina podszedł mężczyzna. Zapytał, czy mógłby mu zrobić zakupy. Mąż, niewiele myśląc, polecił mężczyźnie, by wziął sobie koszyk, kładł co zechce, a on za to później zapłaci.

Wiecie, co wybrał tamten mężczyzna? Krojony chleb, jakąś tanią konserwę, lichą herbatę. I dwie maszynki do golenia. Dla siebie i kolegi. Kontrast pomiędzy koszem męża, z którego wprost wysypywały się produkty, a pomiędzy koszykiem tego mężczyzny nie tylko kłuł w oczy (i serce), ale po prostu bolał, tak fizycznie.

 

Ile mi trzeba do szczęścia?

Takie sytuacje pokazują nie to, że mi się w życiu udało, bo mam kasę, mieszkanie i samochód (w sumie, niespecjalnie to moja zasługa). Takie sytuacje pokazują mi raczej, że to strasznie głupie, że mnie do szczęścia jest potrzebne tak wiele, podczas gdy obok mnie są ludzie, którym wystarczy tak mało.

Jakiś czas temu Filip Chajzer pokazał w TVN materiał, w którym postanowił sprawdzić, co to znaczy dużo. Z tym pytaniem udał się do jednego z warszawskich centrów handlowych. Pytani ludzie wymieniali różne kwoty – od kilku tysięcy miesięcznie aż po bajońskie, okrągłe sumy.

Pewna starsza, bardzo skromnie ubrana kobieta powiedziała, że dla niej „dużo” to dwa tysiące miesięcznie. Na pytanie dziennikarza, co by za to kupiła, odpowiedziała, że trochę lepszej szynki, dobrą kawę i lody na deser. Miazga, prawda? Na koniec Chajzer wręczył starszej pani siatę zakupów, w której zmieścił coś więcej, niż wyliczone przez nią produkty. Kobieta się wzruszyła. A dziennikarz podsumował materiał: „To zawstydzające, kiedy dużo znaczy tak mało”.

Tak, to bardzo zawstydzające. A w dodatku zmuszające do refleksji nad tym, co naprawdę jest mi potrzebne, bez czego nie mogę się obejść, a co jest totalnym zbytkiem, fanaberią, zachcianką…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!