Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego „odcięcie pępowiny” jest konieczne?

NakoPhotography/Shutterstock
Udostępnij

Niektórzy nigdy nie wyprowadzają się z domu. Są tacy, którzy to robią fizycznie, ale emocjonalnie nadal pozostają w dialogu z rodzicami.

Dojrzewanie to proces, który w wyniku szeroko zakrojonych poszukiwań ma doprowadzić do podjęcia zobowiązania, czyli obrania jakiejś drogi życiowej, np. wybranie zawodu czy pasji, odnalezienia partnera życiowego, założenia rodziny. To dlatego nastolatki odrzucają dom – potrzebują z niego wyjść i się od niego oddzielić, by stworzyć coś swojego, nowego, zbudować swoją tożsamość. Próbują podjąć odpowiedzialność za wygląd i kształt swojego życia.

Wszystko jest dobrze, jeśli chcą i potrafią to zrobić. Gorzej, jeśli widzimy dorosłych ludzi, którzy utknęli w tym procesie, kręcą się w kółko i nie potrafią pójść do przodu, by rozpocząć własne, niezależne życie. Osoby takie skarżą się na brak rozwoju i autonomii myślenia, czucia czy działania, niemożność podejmowania wyzwań i realizacji potencjału, cierpienie, trudność w odnalezieniu się w świecie, uczucie jałowości, tymczasowości, brak sensu, trudność nawiązania trwałych relacji.

Separacja to zdolność do wyjścia z domu rodzinnego nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. To zdolność do zaistnienia jako indywidualna/y ja, posiadanie własnego życia psychicznego, własnych opinii, uczuć, pragnień, marzeń. To życie na własny rachunek, w wolności i poczuciu odpowiedzialności. To możliwość przeformułowania relacji z rodzicami, tak by mogła się ona odbywać na zasadach partnerskich.

Niektórzy nigdy nie wyprowadzają się z domu. Są tacy, którzy to robią fizycznie, ale emocjonalnie nadal pozostają w dialogu z rodzicami. Przyczyny tego stanu są różne, ale dotyczą często zakłócenia w relacji między rodzicami a dziećmi, np.:

  1. zbyt bliska, symbiotyczna relacja z dzieckiem – dziecko może zastępować partnera jednemu z rodziców,
  2. brak wystarczającej uwagi, akceptacji i opieki, kiedy dziecko zaczyna się separować,
  3. trudność rodziców w wypuszczeniu dziecka w świat i uznaniu, że nie jest już małe i nieporadne, co skutkuje wyręczaniem już dorosłych dzieci,
  4. brak jasnych granic i wymagań ze strony rodziców, co może powodować w dziecku niemożność zrezygnowania z niedojrzałej postawy: „będę robił/a to, co mi się podoba” oraz niechęć do podejmowania obowiązków i wysiłku.

Te zakłócenia więzi, a także niemożność rozprawienia się i pożegnania przeszłości i zbudowania relacji z rodzicami na nowo, może skutkować różnymi, nie do końca prawdziwymi postawami. Część osób może żyć w poczuciu idealizacji, „jak świetne mieli dzieciństwo i super rodziców”. Zaprzeczają prawdziwym sytuacjom, które się działy i różnorodności przeżywanych do rodziców uczuć, a szczególnie tym uważanym za negatywne np. złości, gniewu, żalu. Są to często dzieci wychowane do lojalności wobec rodziców, które nie miały prawa wyrażać sprzeciwu czy niezadowolenia. Boją się odejść i czuć po swojemu, bo skrzywdzą tym rodziców.  

Bywają ludzie, którzy sprawiają wrażenie samodzielnych, ale tak naprawdę odrzuciwszy rodziców, nie mogą się z nikim związać. Utrzymują pozór, że są samowystarczalni. W środku bardzo cierpią, odczuwają samotność, ale boją się bliskości, a przyznanie, że potrzebują drugiego człowieka jest dla nich upokarzające.

Zdarzają się ludzie, którzy żyją w poczuciu krzywdy, w ukrytych albo jawnych pretensjach. W poczuciu, że skoro nie dostali pewnych rzeczy od rodziców czy świata, to ich to usprawiedliwia do bezczynności czy niemocy. Źródła zła upatrują zazwyczaj na zewnątrz, ciągle czegoś oczekując. Czasami złość wobec rodzica, który ewidentnie krzywdził, jest tak duża, że życiowa bezczynność czy destrukcja stają się formą odwetu i zemsty. Na zasadzie „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Traci się wtedy z oczu rzeczywistość i fakt, że niszczy się swoje życie a nie życie rodziców.

Proces separacji to często niełatwe wyzwanie, ale bardzo ważne w procesie dojrzewania. To konieczność zrezygnowania z pretensji i sądów, próba zrozumienia, dlaczego mieliśmy takich a nie innych rodziców. Może oni też nie zostali wyposażeni emocjonalnie przez swoich rodziców. I nie chodzi tu o to, aby ich wybielać i przekreślać doznane krzywdy. Chodzi o to, żeby wyważyć ich postrzeganie, uznać, że byli tylko ludźmi i dali to, co mogli. Uznać, że możemy mieć do nich różne uczucia, i te dobre, i te trudne. Opłakać i zostawić to, co było  przykre czy niszczące, żeby już nie zatruwało. Uświadomić sobie, że mimo, iż nie wszystko da się odzyskać i naprawić, to są przestrzenie, którymi możemy się zająć i zaopiekować.

Czy można to zrobić samemu? Jest to możliwe przy wsparciu bliskich osób, które akceptują, kochają, ale jednocześnie potrafią wymagać i stawiać granice. To często żmudna praca nad uznaniem, że nic nie przychodzi bez wysiłku i zaangażowania. Często pomocna bywa terapia, żeby w towarzystwie profesjonalisty odkryć, nazwać, przeżyć, przeformułować i zmienić to, co nie pozwala iść „ku życiu”. Czasem ten proces wychodzenia ze zranień trwa dłuższy czas, wymaga cierpliwości i samozaparcia, ale prowadzi do sytuacji odzyskania własnego „ja”, a tym samym własnego życia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail