Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Santo subito? Życzę każdemu, tylko jest jedno ale…

EAST NEWS
Udostępnij

Nawet tak święty człowiek jak Jan Paweł II prosił, żeby modlić się za niego po jego śmierci. Dlaczego teraz tak często rezygnujemy z modlitwy za zmarłych i pochopnie zakładamy, że już są w niebie?

O co prosił Jan Paweł II w swoim testamencie? Zarządził, jak należy go pochować i co zrobić z jego rzeczami osobistymi i (oba zarządzenia okazały się trudne do wykonania – grób ziemny bez sarkofagu i spalenie wszystkich notatek), powierzył się Bogu i Najświętszej Matce i dziękował wielu osobom, ale prosił tylko o jedno – o modlitwę za niego po śmierci.

Muśnięcie Wieczności

Ta prośba również nieczęsto była wypełniana. Kiedy papież umierał w 2005 r., chyba cały świat chrześcijański był przekonany, że odchodzi człowiek święty, który już wkrótce będzie oglądał Boga twarzą w twarz. Dlatego po jego śmierci wiele osób modliło się raczej przez jego pośrednictwo, a nie za niego. Kościół szybko potwierdził zasadność tych praktyk beatyfikacją i kanonizacją. W tym powszechnym przekonaniu o świętości Jana Pawła II było coś poruszającego i pięknego – jakby muśnięcie Wieczności. Człowiek, którego jeszcze niedawno widziałam w telewizji i którego wielu moich znajomych spotkało osobiście (ja niestety nie), był już w niebie.

Prywatne beatyfikacje

Trochę mnie jednak martwi to, że takie przyspieszone, prywatne beatyfikacje spotyka się teraz bardzo często. Kiedy ktoś umrze, rodzina, a czasem nawet ksiądz na pogrzebie, mówią, że „odszedł do domu Ojca” albo „patrzy na nas z góry”. Szczerze każdemu i sobie samej życzę, żebyśmy od razu po śmierci patrzyli z góry, i często się o to modlę, ale nie odważyłabym się autorytatywnie stwierdzić, że ktoś już jest w niebie.

A co, jeśli…

Oczywiście rozumiem, jakie emocje prowadzą ludzi do takich stwierdzeń. Kiedy rodzina ponosi dotkliwą stratę (a strata jest olbrzymia także wtedy, gdy ktoś odchodzi „syty lat” albo po ciężkiej chorobie), pojawia się naturalna potrzeba uhonorowania i upamiętnienia zmarłego. Chcemy mówić o nim wyłącznie dobre rzeczy i podkreślać jego zalety i zasługi. Rozumiem też przerażenie, jakie ogarnia bliskich zmarłego na myśl o innej ewentualności – że nie poszedł on prosto do nieba. W takim razie co się z nim dzieje? Gdzie teraz jest? – takie pytania cisną się do głowy. Ekspresowa, prywatna beatyfikacja może się wtedy wydawać pocieszeniem. Niestety, wtedy tracimy szansę na coś niesłychanie cennego, czyli modlitwę za tę osobę.

Prawdziwa pomoc

Jeśli czeka ona w czyśćcu na spotkanie z Bogiem, możemy jej pomóc. Kościół serdecznie poleca nam modlitwę za zmarłych. Niektórzy ludzie (np. św. Faustyna, św. o. Pio, św. Małgorzata Maria Alacoque), już za życia mieli możliwość oglądania tego miejsca i skutków modlitwy za dusze, które w nim przebywają. Istnieją całe zakony, których powołaniem jest modlitwa za zmarłych. Możemy mieć pewność – to działa!

Absolutnie nie możemy orzec, że osoba, która źle żyła, krzywdziła innych czy dawała wyraz swojej nienawiści do Boga, poszła do piekła lub do czyśćca. Nie do nas należy sąd. Choćby z tego powodu, że nie wiemy, jak naprawdę wyglądały jej rozrachunki z Panem Bogiem i ostatnie chwile. Za takich ludzi też (a może – szczególnie) trzeba się modlić. Ale nie można też beztrosko udawać, że po śmierci nie istnieje inna opcja niż ekspresowa winda do nieba.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail