Aleteia

Zniechęcenie – ulubiony „gadżet” szatana

Udostępnij
Komentuj

„Zniechęcenie jest najgorszym wrogiem duszy, ponieważ trzyma z daleka od niej jedyną pomoc, Ciebie, naszego Boga” – modlił się św. Augustyn.

Diabły rozłożyły przed Lucyferem różne rzeczy, którymi kuszą ludzi, i kazały mu wybrać jedną ulubioną. Czegóż tam nie było! Nieczystość, bogactwo, władza, kariera i wiele innych nęcących błyskotek. Lucyfer wybrał coś małego, szarego i zwyczajnego. Cóż to takiego? – dziwiły się diabły. Było to zniechęcenie.

Święty ojciec Pio wiele razy mówił swoim penitentom, żeby tej pokusy strzegli się szczególnie. „Zniechęcenie jest najgorszym wrogiem duszy, ponieważ trzyma z daleka od niej jedyną pomoc, Ciebie, naszego Boga” – modlił się św. Augustyn.

Zniechęcenie może być groźniejsze niż grzechy śmiertelne. Paradoksalnie te drugie bywają łatwiejsze do przezwyciężenia. Jeśli zrozumiem swój błąd i postanowię go porzucić, wystarczy tylko decyzja. Natomiast zniechęcenie może mnie dopaść pod różnymi postaciami i na różnych etapach mojego wędrowania z Panem Bogiem. Raczej mogę być pewna, że do śmierci będą musiała się z nim zmagać.

Nie wygłupiaj się

Zniechęcenie może dotknąć wszystkich – i tytanów ducha, i osoby, którym tylko sporadycznie zdarza się pomyśleć o Panu Bogu. Trzeba się pomodlić? Przecież wczoraj się modliłam. Powinnam spokojnie, bez krzyku rozmawiać z dziećmi? Przecież to one mnie denerwują. Poza tym – tyle razy próbowałam… Warto by podjąć post w jakiejś intencji? Nie będę się wygłupiała, nikt tego nie robi. Znacie to? Ten stan poznali także apostołowie, którzy po śmierci Jezusa smutni rozeszli się do domów. „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” – powiedzieli dwaj z nich w drodze do Emaus.

Nużące i bez sensu

Wielu świętych zauważyło u siebie ten problem. Nazywali go często oschłością. Św. Ignacy Loyola pisał, że oschłość jest naturalnym etapem w życiu duchowym. Człowieka znajdującego się w tym stanie nie cieszy modlitwa ani dobre uczynki. Przeciwnie – wydają się one trudne, nużące i pozbawione sensu.

Jak to? Dlaczego Bóg, który mnie kocha i zachęca mnie do dobrego, dopuszcza, żebym źle się czuła wypełniając Jego wolę? Dlaczego zdaje się nie słuchać? Bo chce, żebym Go kochała nie z powodu radości, którą daje mi modlitwa, ani z powodu łask, które mogę wyprosić, tylko dla Niego samego.

Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj

Św. Ignacy radził, żeby w zniechęceniu nie zmieniać dobrych postanowień. Należy starać się opanować samo zniechęcenie. Środki do tego celu to: modlitwa ustna lub rozmyślanie, umartwienia i pilne badanie przyczyn zniechęcenia. Może to lenistwo? Brak wiary? A może – jak apostołowie Łukasz i Kleofas – „spodziewałam się” dla siebie czegoś całkiem innego i nie jestem przekonana, że Bóg wie lepiej, co jest dla mnie dobre?

Trzeba też często sobie przypominać, że zniechęcenie jest przejściowe i ma na celu wypróbowanie mojej wierności i pobożności. Na razie nie widzę sensu w wypełnianiu woli Bożej i nie rozumiem jej, ale jeśli będę się trzymała dobrych postanowień, to kiedyś zrozumiem. Mam to na piśmie (1 Kor 12, 13: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany”).

Kłamstwo

Bóg daje mi tylko pewną liczbę lat na ziemi. Chce, żebym je dobrze wykorzystała. To niekoniecznie znaczy, że mam zewangelizować miliony ludzi (A może tak? Nie należy zakładać z góry, że plan jest inny, tylko pytać Pana, co powinnam robić). Nawet najskromniejsze, najcichsze życie ma dla Niego olbrzymią wartość. W końcu to On mnie stworzył i za mnie umarł. Nie zrobił tego po to, żebym się przemykała przez kolejne dni i zajmowała głowę wyłącznie sprawami doczesnymi.

Jeśli ulegam zniechęceniu i mówię sobie: „I tak się nie uda!”, „To bez sensu”, sprzeciwiam się prawdzie. Pan chce, żebym walczyła, a nie żebym się poddawała. W mojej sytuacji wielką bitwą może być na przykład opanowanie irytacji w rozmowie z dziećmi.

Życzę Wam i sobie wielu wygranych (choć niekoniecznie spektakularnych) bitew ze zniechęceniem!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail