Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
czwartek 15/04/2021 |
Świętych Anastazji i Bazylissy
home iconSztuka i podróże
line break icon

Szczęście w domku na palach

Stefan Czerniecki

Stefan Czerniecki - 21.04.17

Nikomu do głowy nie przyszłoby narzekać. To przecież niezwykle udany rok. Tego lata poziom wód nie przekroczył wysokości bali. Jezioro nie zabrało chaty.

Szum jeziora Tonle Sap, największego w całej Kambodży, majaczy się w głowie. Słońce świeci niemiłosiernie. Kto żyw, szuka cienia. Oczywiście, za wyjątkiem stęsknionych słońca białych turystów. Przyjechali tu z zimnej Europy. Dla nich ciepło i promienie niestraszne. Idą więc odważnie po otwartych kambodżańskich podwórkach mieszkańców wioski Phumi Chhma.

Od czasu do czasu przystają, aby zrobić zdjęcie. Czasem też, aby przepuścić mknący po jedynej asfaltowej ulicy wioski, motor. Także ten ciągnący za sobą długi wóz z położonymi nań drewnianymi drzewami. Lepiej się zatrzymać. Kierowca może po prostu nie zdążyć.

Phumi Chhma to wioska nad jeziorem. Wioska złożona z domków na palach. Jak łatwo się domyślić, postawionych, aby ustrzec lokatorów przed powodzią. Do większości domków od głównej ulicy wioski prowadzą niewielkie, chybotliwe mostki. Takie jak ten tutaj.

Pod mostkiem prowadzącym do jednej z chat widać wychudzonego starca. Pieczołowicie struga łódź. Jest tak pochłonięty pracą, że nie zauważa, jak jeden z turystów podchodzi blisko ze swoim zoomem. Chce ukraść tę chwilę dla potomnych.

Dwieście metrów za domkiem na palach widać ciągnącą się zieloną polanę. Nie, przepraszam. To jednak nie polana. To tarasy ryżowe. Z drewnianego mostka widać kilka osób pracujących przy zbiorach ryżu. Bardzo niewdzięczne, siermiężne i wykańczające zajęcie. Ale z czegoś przecież żyć trzeba.

Przez ulicę osady co i rusz przebiega jakiś malec. Bez obaw. Wprawdzie przed kilkoma chwilami przez jezdnię przemknął wspomniany transport drzewa, ale od tamtej pory już cisza. Czasem przejedzie tylko jakiś rowerzysta. Jeszcze rzadziej pojawi się tuk-tuk (hałaśliwy motorek przewożący turystów). Tego ostatniego słychać jednak już na dobre dwie minuty przed tym, jak się pojawi. Mama przebiegającego przez jezdnię malca może zatem dalej spokojnie drzemać. W hamaku rozwieszonym na werandzie jej usytuowanego na bambusowych palach domku.

Przyzwyczajony do okresowych standardów życiowych Europejczyk szybko by mnie poprawił: „Domku? Raczej jego imitacji”. Cóż… Tutaj to domek. Tak go nazywają. Mało tego. Nikomu do głowy nie przyszłoby narzekać. To przecież niezwykle udany rok. Tego lata poziom wód nie przekroczył wysokości bali. Jezioro nie zabrało chaty. Wybudowana przed dziesięcioma miesiącami konstrukcja posłuży przez minimum dwa lata. Jak na tutejsze standardy to i tak wyjątkowo długo.

Ta kambodżańska cykliczność pór deszczowej i suchej zawiera się w pewnego rodzaju paradoksie. Zmienny poziom wód i konieczność umiejętnego współegzystowania z sezonowością pory suchej bądź wilgotnej jest dla tutejszych mieszkańców wybawieniem, ale i przekleństwem zarazem. Wybawieniem, bo dzięki cyklicznym wylewom okoliczne pola rokrocznie dają obfity plon ryżu. Przekleństwem, bo gdyby nie pora deszczowa, te pale nie byłyby konieczne.

Spacer po wiosce Phumi Chhma pozwoli poznać codzienność mieszkańców. Pozwoli choćby rozkoszować się bitwą dwojga maluchów. Biją się o loda na patyku. Mała dziewczynka usiłuje wyrwać starszemu i wyższemu o dwie głowy bratu jego zdobycz. Nie ma szans sięgnąć. Przynajmniej jednak próbuje.

– Powiem mamie, zobaczysz – odgraża się po kolejnej nieudanej próbie.

Zaraz obok inna scenka. Prosto z sielankowej wsi Kambodży. Czterech chłopaków puszcza złożoną z jakiejś kolorowej gazety imitację latawca.

– Teraz ja, teraz ja! – przekrzykują się jeden przez drugiego.
– No, dobrze. Ale uważajcie… Postarajcie się wyrzucić go jak najmocniej w górę – instruuje pozostałych najstarszy z grupy.

To zdecydowanie nieco inny świat od tego pozostawionego w ojczyźnie. Początkowo obawiałem się. Wymuszania jałmużny, kradzieży, niebezpiecznych typków. O ile pierwsza obawa spełnia się w stu procentach, o tyle o pozostałych mogę zapomnieć.

– Halo, halo! Proszę pana! Zapraszamy, zapraszamy! – słyszę kobiecy głos. Dochodzi mnie z mijanej właśnie chaty.
– Ale… Ja nie mogę. Ja się bardzo spieszę – kłamię z braku wyrobionego poczucia asertywności. Tak koniecznego przy tego typu sytuacjach.

W końcu ulegam. Lądując we wnętrzu drewnianej werandy kambodżańskiej chaty. Wietrząca okazję mama prędko daje mi potrzymać malutkie, ledwie kilkumiesięczne dziecko. Czeka na moją reakcję. A ta nie może być przecież inna. Zanim zdążę się zorientować, pod moją piersią zobaczę czarne, zdziwione białym przybyszem oczka słodkiego maleństwa. Trudno pozostać obojętnym. O to chodziło matce dzidziusia.

– Panie… Na zupę dla niego. Dajcie chociaż kilka rieli… – wypala błagalnie.

Tags:
podróże
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
KSIĄDZ W KONFESJONALE
Ks. Mateusz Szerszeń CSMA
„Nigdy więcej!”. Ksiądz mówi, czego nie lubi w konfesjonale, gdy ...
2
MARIA DULCISSIMA HOFFMANN
Anna Gębalska-Berekets
Oddała własne oczy chłopcu, który stracił wzrok i słuch. Helena H...
3
Redakcja
Kilkudniowy chłopiec porzucony na lotnisku. Odnalazł swoją rodzin...
4
ŚMIERĆ KLINICZNA
Katarzyna Szkarpetowska
Świadectwa ludzi, którzy umierali, ale wrócili. Ks. Wiktor opowia...
5
Przemysław Radzyński
Co jest najważniejsze w Święcie Miłosierdzia?
6
FAUSTYNA KOWALSKA
Michał Lubowicki
Pisma s. Faustyny Watykan ocenił jako niezgodne z wiarą. Dlaczego...
7
GAVIN MABES AND CARTER
Cerith Gardiner
Jak mały gest dobroci zmienił urodziny autystycznego chłopca
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail