Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Wodospady Iguazu – tego nie da się opisać słowami!

fot. Stefan Czerniecki
Udostępnij

Kompleks wodospadów Iguazu położony jest między Argentyną i Brazylią. Na wschodnim skrawku prowincji Misiones. Odwiedzany przez miliony turystów rocznie.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Kilkaset kaskad spienionej wody na tle wiecznie zielonego lasu deszczowego tworzy niezapomniany pejzaż. Opisanie tego miejsca komuś, kto nigdy go nie widział, jest zadaniem wręcz niewykonalnym. Beznadziejnym. Bo Iguazu opisać słowami nie sposób.

Bardzo lubię wyobrażać sobie ten moment. Tę chwilę. Głęboka, nieprzejednana dżungla. Żadnych ścieżek, żadnych łąk, żadnych przestrzeni. Żołnierze idą gęsiego. Jeden za drugim.

Co i rusz ktoś ogląda się za siebie, bo oto usłyszał jakiś syk. Patrzą uważnie pod nogi. Nikt nie chce nastąpić na schowanego pod jakimś konarem bądź kamieniem węża czy jadowitego pająka. Słońce słabo oświetla twarze. Drzewa rzucają zbyt duży cień. Idą więc w półmroku, chociaż nad nimi – wysoko ponad konarami przeogromnych drzew – rozciąga się piękne błękitne niebo. Idący przed kapitanem wyprawy indiański chłopiec trzyma go za rękę. Jest podniecony.

Czytaj także: Ptasi raj! Wiemy, gdzie możecie go zobaczyć!

Chce iść szybciej, ale biali przybysze nie są w stanie. Co pewien czas zatem przystają i czekają na resztę. Aż wreszcie muzykę lasu zagłusza nowy odgłos. Do tej pory niesłyszalny. Wielki, wprowadzający w zakłopotanie szum. Z początku jest jak syk dochodzący z ulatniającego się gdzieś gazu.

Z czasem syk zamienia się w wyraźny i głośny szelest. Są coraz bliżej. Nadal jednak nic nie widać. Dżungla skutecznie broni dostępu do swego skarbca. Gdyby nie odgłosy, nikt by się nie domyślał, że oto za chwilę ma nastąpić jakaś zmiana pejzażu. Że ta dżungla ma mieć w ogóle jakikolwiek koniec.

Nazywał się Álvar Núñez Cabeza de Vaca. Facet, który przeżył naprawdę wiele. Jako odkrywca przewędrował Florydę. Handlował muszlami wśród Indian. Jako pionier, odkrywca i eksplorator stawiał pierwsze kroki białego człowieka na nieznanym zupełnie Hiszpanom lądzie. Przepłynął wraz z towarzyszami Zatokę Meksykańską na tratwie. Ratował siebie i ludzi. Napisał też pierwsze dzieło, które jest dziś uznawane za pierwszy w historii przewodnik turystyczny.

Czytaj także: Chcesz zobaczyć Argentynę bez komercyjnej otoczki? Uwaga! Może być niebezpiecznie!

To właśnie on zobaczył wodospady jako pierwszy. Ujrzał je na ukochanym kontynencie, na który wrócił w 1542 roku, dobijając na wyspę Santa Catarina. Stąd na czele 250 muszkieterów wspomaganych 26 końmi wyruszył na wyprawę w poprzek brazylijskiego interioru. Doświadczony Álvar wraz z całym oddziałem przeszedł dziewiczą puszczę, nie tracąc spośród powierzonych mu ludzi ani jednego.

Aż nadszedł ten dzień… Opisany wyżej we wstępie. Moment, gdy Álvar jako pierwszy biały zobaczył chyba najpiękniejszy wodospadowy kompleks na świecie. Dziś oglądany zresztą w zupełnie podobny sposób.

Zaczyna się niewinnie. Delikatny zefirek. Spoglądamy w górę. Palmy już rozkołysane. Subtelne poskrzypywanie pni. Uroczy dźwięk. Muzyka puszczy. W powietrzu czuć poranną wilgoć budzącej się do życia dżungli. Gdzieniegdzie coś piszczy, syczy. Jazgot cykad. Wygrzewająca się na pobliskim kamieniu jaszczurka leniwie mruży oczy.

Kilka ostronosów buszuje w pobliskim koszu na śmieci. Gdzieś nad głową słychać papugę. Słoneczny dzień otuliny lasu deszczowego w pełni. Zewsząd otaczają nas grubopienne drzewa. Od zieleni aż kręci się w głowie. Idziemy już kilka minut.

Czytaj także: La Boca – pędząca wizytówka Buenos Aires. Tu nie zaznasz maniany!

Po pewnym czasie nad wszechotaczającą melodyjną aurą puszczy zaczyna dominować ledwie wyczuwalny szmer. Płynnie tężeje. Z każdym krokiem staje się coraz bardziej wyraźny. Koncentrujący uwagę. Wprowadzający mimowolny niepokój. I nagle…

Przeraźliwy szum! To już nie jest szmer przewalającej się wodnej masy! To wodna wrzawa! Niewiarygodne. Jeszcze przed chwilą schowani w cieniu zielonego dachu puszczy podążaliśmy wzdłuż ledwie snujących się wód szerokiej rzeki Iguazu. Teraz ta sama woda momentalnie nabiera niezwykłej prędkości.

Obija wystające z dna koryta skały. Zaczyna się pienić. Spokojną i senną rzeczkę Iguazu zastępuje ryczący i szalony w swym pędzie żywioł. W pewnym momencie woda swobodnie spada z 80-metrowego progu w tzw. Gardziel Diabła. Tworzy w ten sposób największą z 275 kaskad parku narodowego Iguazu. Imponujące. Park Narodowy Iguazu. Północno-wschodnie rubieże Argentyny.

Kompleks wodospadów Iguazu położony jest między Argentyną i Bazylią. Na wschodnim skrawku prowincji Misiones. Odwiedzany przez miliony turystów rocznie. Zielona połać puszczy. Śpiew ptaków. Kolorowe łuki tęczy. Wszechobecny huk wody. Wspomniane już 275 kaskad, z których każda ma oddzielne imię. Pióropusz spienionej wody, którego próg osiąga 2,5 km szerokości (!). A wysokość większości wodospadów przekracza kilkaset metrów. Czy ktoś zdoła się oprzeć?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail