Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Czego lepiej nie mówić kobiecie w ciąży!

Paul Bradbury/Getty Images
Udostępnij

Ciężarna na horyzoncie? Lepiej ugryź się w język, zanim wygłosisz którąś z poniższych kwestii. Chyba, że lubisz ekstremalne przygody. Mimo wszystko, nie polecam.

To oczywiście dość subiektywny ranking 10. najbardziej irytujących tekstów, jakie można wygłosić pod adresem ciężarnej, który jest wypadkową doświadczeń moich własnych z tego wyjątkowego czasu noszenia pod serduchem Franuszki, doświadczeń moich bliskich i przyjaciółek oraz podobnych ostrzeżeń, które można co jakiś czas znaleźć na wszelkich portalach parentingowych.

 

1. Nie za dużo przytyłaś?

Rosnący brzuszek jest oczywiście sexy, ale w ciąży zaokrągla się nie tylko on. Także biust, pupa, biodra. Do tego puchną nogi i stopy. Niektóre z nas tyją jedynie tyle, ile waży dziecko (plus wody, łożysko i inne takie), a pożerają tyle, ile kompania wojska. Inne z kolei dość restrykcyjnie przestrzegają diety, starają się zdrowo odżywiać, a wskazówka wagi leci w górę niczym prędkościomierz wciskającego gaz do dechy kierowcy ferrari. Dlatego nigdy, ale to przenigdy nie pytaj ciężarnej, ile przytyła i czy aby nie za dużo. Uwierz mi, dla większości kobiet zawsze jest za dużo.

 

2. Ale szczupło wyglądasz!

Tak, wiem, chcesz być wyjątkowo miła/y i docenić ładną – mimo wszystko – sylwetkę ciężarnej. Jasne, są mamy-fit, którym w ciąży wyrósł jedynie zgrabny brzuszek wielkości melona, ale… Opowiadanie o SZCZUPŁYM wyglądzie kobiecie, która przytyła naście kilogramów, nie mieści się już nie tylko w swoje ubrania, ale i T-shirty męża, nie może zapiąć butów na spuchniętych łydkach, a w dodatku – ma lustro, jest najprostszą drogą do tego, by ją zdenerwować. Serio. Chcesz docenić wygląd mamy? Po prostu powiedz jej, że wygląda ładnie/promiennie/radośnie, a nawet sexy.

 

3. Mam nadzieję, że uda ci się wrócić do sylwetki „sprzed”…

Po pierwsze, a co cię to w ogóle obchodzi? Wróci, nie wróci – jej sprawa. Poza tym, nie dokładaj swoich paru groszy do presji, którą i tak już wywiera na ciężarną wszystko wokół i co pchnie ją, już kilka dni po wyjściu ze szpitala, na siłownię i do wcierania mazi na rozstępy. Temat sylwetki „sprzed” jest drażliwy. Jedne mamy uporają się z nadprogramowymi kilogramami szybciej, innym zajmie to lata, a jeszcze inne będą już tylko przybywać na wadze wraz z kolejnymi ciążami. Poza tym nie do końca chodzi o to, żeby „po” wciąż wyglądać jak licealistka. Raczej o to, by poczuć się znowu dobrze w swoim ciele. Ciąża, poród, czy chcemy czy nie, zostawia w nas trwałe ślady, które zamiast zwalczać i nienawidzić, lepiej pokochać. To w końcu ślady miłości.

 

4. Nie wolno ci tego jeść!

Większość Polaków to certyfikowani specjaliści od diety ciężarnej. Matka, babcia, dziadek, ciocia, wujek, pani z okienka na poczcie, pan ze spożywczaka, a nawet barista czy sprzedawca popcornu w kinie. Wszyscy oni czują się zobowiązani, by ostrzec ciężarną przed złem czyhającym w jedzeniu. Litania rzeczy, których pod groźbą słownej chłosty NIE MOŻE jeść mama jest tak długa, jak Mur Chiński. Co więcej, argumenty są dość infantylne jak na XXI wiek, np.: „Nie pij coli/kawy, bo dziecko będzie miało ciemną skórę”. Podobnie zresztą jak długa jest litania produktów, które absolutnie MUSISZ jeść, by dostarczyć dziecku wszystkich niezbędnych witamin, mikroelementów i wartości odżywczych. Eat or not to eat, that is the question!

 

5. Już wiesz, co to?

Arbuz. Ewentualnie może jakaś myszka. Ja odpowiadałam, że kosmita. No pewnie, że dziecko, a co ma rosnąć w brzuchu. A, że jaka płeć? To stawiaj konkretniej pytania! Ale tak w ogóle, to o płeć też lepiej nie pytaj. To po prostu irytujące. Zwłaszcza, kiedy ludzie zaczynają je zadawać od pierwszych tygodni, kiedy nie ma najmniejszych szans na ustalenie płci. Później też nie jest wcale tak łatwo, bo malcy w maminych brzuszkach lubią płatać figle i podczas badania USG wypinać lekarzowi słodkie tyłeczki. Poza tym, zapewniam cię, największym zmartwieniem ciężarnej nie jest wcale to, czy ma przygotować małemu outfit na różowo czy niebiesko, ale po prostu to, czy dzieciątko rozwija się prawidłowo i jest zdrowe.

 

3. To na pewno dziewczynka, bo „zbrzydłaś”!

Z płcią dziecka wiąże się jeszcze jedna zakazana kwestia na miarę mistrza pisania dialogów do tanich filmów. „W ciąży wyglądasz brzydziej, więc to dziewczynka” (podobno „odbiera” mamie urodę). „Wyglądasz piękniej, to chłopak” („dodaje” seksapilu). Really? Wygląd mamy ma niewiele wspólnego z płcią. A takie prognozy zwykle się sprawdzają, ale na opak.

 

7. No, najwyższy czas!

To oczywiście wspaniałe, że cieszysz się z ciąży siostry, koleżanki z pracy, krewnej. Ale radość nie oznacza prawa do komentowania decyzji o zajściu w ciążę, która dla postronnego obserwatora zawsze może wydawać się zbyt wcześnie lub za późno. Czas, w którym kobieta jest w ciąży jest czasem najwłaściwszym. Dla niej najwłaściwszym. Dlatego tym bardziej ugryź się w język, jeśli korci cię zadanie pytania, czy dziecko było planowane. Lepiej zajmij się grafikiem sprowadzania na świat własnych dzieci.

 

8. Uprawiacie jeszcze seks?

Tak, na zapas. Bo jak już urodzi się dziecko, to wiadomo, że z igraszkami koniec. Najpierw połóg, no a później to już proza życia, przewijanie, ząbkowanie, nieprzespane noce. Przynajmniej ja tak odpowiadałam, kiedy ktoś raczył pochylić się z troską nad moim życiem seksualnym w ciąży. Swoją drogą, to też przedziwne pytanie, bo innych osób, na innych etapach ich życia, nikt jakoś specjalnie nie pyta, czy „jeszcze” (z naciskiem na „jeszcze”) współżyją. Aaaa, bo wielki brzuch niby przeszkadza w seksie? I ma się wrażenie, jakby robiło się to we trójkę? Nie, nie ma się.

 

9. Wyśpij się na zapas

To tak jak z tym seksem, punkt wyżej. Na zapas to sobie można co najwyżej zachomikować nieco zapasów do domowej spiżarni na zimę. To taki tekst niby wynikający z troski, ale podszyty straszeniem ciężarnej, że jak już urodzi, jej życie, zarówno seksualne, jak i na każdej innej płaszczyźnie, legnie w gruzach. Ileż to ja razy słyszałam, że „teraz to już się skończy”, ewentualnie „zacznie” w zależności od wygłaszanej teorii. Tymczasem ze snem „po” dziecku jest dokładnie tak, jak z seksem. Pewnie, że jest. I to jaki!

 

10. A kiedy następne?

Cóż… Jeśli jeszcze nie dostałeś z tzw. liścia od ciężarnej na ostatnich nogach, która czeka odejścia wód niczym cudownego objawienia, to pewnie tylko dlatego, że nie miała już siły. Jednym słowem, daj kobiecie urodzić to dziecko, które już ma w brzuchu. A zamiast interesowania się czyjąś progeniturą, lepiej zacznij myśleć o własnej.

 

Jestem ciekawa, jakie „wspaniałe” kwestie mogłybyście dorzucić Wy, drogie Czytelniczki. Do litanii tekstów zakazanych należałoby dorzucić jeszcze jeden gest.

 

Nie dotykaj brzucha!

A już z pewnością, nie bez pytania. Tyle tylko, że to też jest zakazane pytanie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail