Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Pojechać do Mamy. Tak bez okazji

REPORTER
Udostępnij

Kto z kobiecej perspektywy powie nam więcej o naszej męskości niż ta, która za męża miała św. Józefa, a za syna samego Jezusa?

Pracując kiedyś jako handlowiec, obsługiwałem klientów na dość nietypowo rozłożonym terenie. Dojeżdżałem z Kielc do firm w świętokrzyskiem, na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Miałem też kilka punktów we wschodniej Małopolsce i na południowym Mazowszu. Nie lubiłem tej pracy z wzajemnością. Niespecjalnie się do niej nadawałem. Jednym z nielicznych plusów było to, co czyniło mój teren nietypowym – do dość spójnie skonstruowanego rejonu południowo-wschodniej Polski dołożono mi jedno, nienaturalnie wychylone na zachód miasto – Częstochowę.

Na początku zupełnie nie doceniałem tej sposobności comiesięcznych, jednodniowych wypadów pod Jasną Górę. Zamiast uderzać najpierw do Matki Bożej, skupiałem się na tym, by w porę obskoczyć wszystkich kontrahentów. Gdy po kilku wyjazdach się wdrożyłem, znalazłem wreszcie czas, by zajrzeć do najważniejszej „obywatelki” tego miasta i można chyba powiedzieć, że zapałałem na nowo miłością do Jasnej Góry.

Pierwszy raz byłem tam tuż po Pierwszej Komunii Świętej. Już wtedy poczułem się w „duchowej stolicy Polski” jak w domu i długo wspominałem ten wyjazd obiecując sobie, że na pewno tu wrócę. Wróciłem jako student wraz z paroma ogólnopolskimi pielgrzymkami akademickimi i idąc dwa razy pieszo. Był to jednak czas, gdy Jasna Góra bardziej niż z kochającą mamą kojarzyła mi się z napiętym terminarzem, w którym występowali i pewnie nadal występują bankowcy, rolnicy, sybiracy, krótkofalowcy czy służby celne i skarbowe…

To skojarzenie było oczywiście wzbogacone o specyfikę polskiej pobożności maryjnej – tradycyjnej i pięknej, która jednak wyrwana z kontekstu może wydać się bardzo płytka i stwarzać wrażenie, że to Maryja jest najważniejsza, a Pan Jezus to jedynie synek na kolanach.

Był w moim spojrzeniu pełen zachwyt Jasną Górą, niezwykłym klimatem tego miejsca, pięknem pieśni „Chwalcie łąki umajone”, ale nie było żadnej osobistej relacji z Maryją. A ona przecież odegrała w planie zbawienia niezwykłą, jedyną w swoim rodzaju rolę. Wypełniała ją u styku Starego i Nowego Testamentu.

To biblijne spojrzenie na Matkę Bożą stworzyło w moim sercu fundament, by patrzeć na nią w zdrowy sposób i zapragnąć osobistej z nią relacji, która pozwala mi jeszcze pełniej widzieć Jezusa. I kiedy przez ten pryzmat spojrzałem na całe zastępy jasnogórskich pielgrzymów z różnych miejscowości, stowarzyszeń czy zawodów oraz na całą specyfikę naszej maryjnej pobożności, dopiero wtedy dostrzegłem jak wielkim jest to bogactwem.

Jak taką osobistą relację z Maryją nawiązać? Zapewne można to zrobić w domowym zaciszu, przyglądając się Matce Bożej w biblijnych historiach z jej udziałem i modląc się przez jej wstawiennictwo. U mnie pewien przełom nastąpił, gdy jako ten rozeznany w częstochowskim terenie handlowiec zacząłem wstępować na Jasną Górę. Tak bez okazji.

Przyjazdy do Częstochowy wśród tłoczących się na jasnogórskim parkingu autokarów czy w tłumie pątników, mogę porównać do rodzinnych uroczystości, gdy dzieci zjeżdżają się do mamy obchodzącej urodziny czy imieniny. Trudno sobie wyobrazić, by takie wizyty zaniedbywać, ale osobista relacja rodzi się raczej wtedy, gdy odwiedzamy mamę tak na co dzień, bez specjalnej okazji. Wtedy możemy na spokojnie powiedzieć o tym, co przeżywamy, jakie mamy radości i problemy. A ona wtedy wie, że jest dla nas szczególnie ważna.

Praca zawodowa dała mi ku temu świetną okazję. Gdy moja kariera handlowca dobiegła już końca, trudno pojawiać się co miesiąc. Przyzwoitość każe, by przyjechać z całą rodziną przynajmniej raz w roku. Bez okazji, tak po prostu. Te najpierw comiesięczne, a teraz nieco rzadsze spotkania z Maryją na Jasnej Górze to takie niezapowiedziane wizyty syna u mamy, po których odżywa gorliwość modlitwy przez jej wstawiennictwo i spada pewien ciężar patrzenia na problemy po ziemsku.

To chyba nie przypadek, że Jezus dał swój Kościół pod opiekę Maryi, stawiając obok niej młodego mężczyznę – św. Jana. Między nimi musiała być bardzo osobista relacja. Nam, facetom bardzo takiej relacji potrzeba. Kto z kobiecej perspektywy powie nam więcej o naszej męskości niż ta, której mężem był św. Józef, a synem sam Jezus?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail