Aleteia

Alkoholizm – choroba iluzji. „Tylko takie życie ma sens”

itakdalee/Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Alkoholizm jest chorobą równie groźną, jak rak, i podobnie nieuleczalną. Kluczem do zapanowania nad nią jest przyznanie się do niej i chęć zmiany sytuacji. Taki jest alkoholizm.

Terapeuci nazywają alkoholizm chorobą iluzji i zaprzeczeń – dlatego tak trudno z niego wyjść. Osoby uzależnione od alkoholu ukrywają swoje uzależnienie przed innymi nie tylko po to, żeby ich okłamać, ale także dlatego, by oszukać samych siebie i utwierdzić się w przekonaniu, że nic złego się nie dzieje.

Psychologowie porównują uzależnienie od alkoholu do wirusa, który drąży umysł. Chory nie wie, kiedy myśli racjonalnie, a kiedy wirus uruchamia w jego głowie program uzależnienia. Dlatego osoby uzależnione same nie widzą potrzeby leczenia się, chociaż ich życie obraca się w ruinę.

Mechanizm uzależnienia, który wytwarza się w mózgu, podpowiada, że tylko takie życie ma sens. Wtedy człowiek wpada w pułapkę, która wydaje się bez wyjścia. To jak u pijaka z „Małego Księcia” Antoine’a de Saint Exupery’ego, który konstatuje: wstydzę się, że piję, a piję, bo się wstydzę.

Nasz mózg do funkcjonowania potrzebuje glukozy i tlenu. Nie alkoholu. Jeśli jednak regularnie podajemy mu etanol, przyzwyczaja się do niego. Wzrasta tolerancja na alkohol. Potrzebujemy go w coraz większej ilości, żeby uzyskać oczekiwany efekt, czyli rozluźnienie, poprawę nastroju.

W końcu sięgamy po mocniejszy trunek i tracimy kontrolę nad ilością, w jakiej go spożywamy. Mam pacjentów, którzy wypijali 20 puszek piwa w ciągu jednego „posiedzenia”. Jeden spożywał tyle, pijąc piwo wyłącznie w piątki. Dwadzieścia puszek to wiadro. Koń pije tyle wody. Tak silna jest potrzeba picia alkoholu u osób, które nie umieją bez niego żyć.

Stopniowo zaczynamy sięgać po niego coraz częściej i wpadamy w schemat, który powtarzamy. Wówczas nasze życie staje się monotonne. Żeby dodać mu koloru, znów sięgamy po alkohol. Jednak monotonia naszego zachowania powoduje, że uzyskujemy tylko czerń i biel – mówi Jacek Znamierowski, terapeuta uzależnień.

A to nie wystarczy osobom uzależnionym od alkoholu, ponieważ przyzwyczaiły się do silnych emocji. Codzienne życie im ich nie dostarcza, nie dlatego, że nic się nie dzieje, ale dlatego, że zobojętnieli na to, co dzieje się z ich najbliższymi, nie cieszą ich sukcesy dzieci w szkole, nie interesuje ich otoczenie. Tylko kolejny łyk alkoholu pozwala im odzyskać smak życia. Jest on złudny, ale w zafałszowanej przez alkoholika rzeczywistości wydaje się najlepszym ratunkiem.

 

Skąd się bierze alkoholizm?

Z matni alkoholik może się wyrwać jedynie wtedy, kiedy dostrzeże swój problem. I to jest najtrudniejsze. Prawdziwa przyczyna alkoholizmu najczęściej bowiem leży w głębi duszy człowieka, zazwyczaj jest ukryta i nieuświadomiona. Najczęściej jej źródłem jest brak kontaktu z samym sobą. Osoby, które wpadają w uzależnienie najprawdopodobniej nigdy nie poznały siebie i nie były ze sobą szczere. Mają mnóstwo niespełnionych pragnień, bo zamiast działać, marzyły. Z tego powodu ich psychika jest pełna ran.

W efekcie problemy życiowe, nad którymi inne osoby przechodzą do porządku dziennego, im zaburzają życie do tego stopnia, że nie znajdują innego sposobu na ukojenie bólu, jak tylko ucieczka – ucieczka w uzależnienie. Jacek Racięcki, który prowadzi program „Wreszcie żyć – 12 kroków ku pełni życia”, przeznaczonego m.in. dla osób uzależnionych od alkoholu, wyjaśnia, że w uzależnienia popadamy wtedy, kiedy w procesie dorastania nie pozwoliliśmy dorosnąć naszemu wewnętrznemu dziecku. Mimo tego, że dorośliśmy metrykalnie, nasze wewnętrzne dziecko jest skarlałe, jego emocje są nienasycone.

Tak się dzieje wtedy, kiedy mamy deficyty miłości z dzieciństwa, a potem nie przeżyliśmy po nich żałoby, czyli nie uświadomiliśmy sobie ich i nie pogodziliśmy się z nimi. W konsekwencji sami nie jesteśmy w stanie zaopiekować się swoimi potrzebami – mówi specjalista.

Problem uzależnienia od alkoholu dotyczy wszystkich, niezależnie od wykształcenia, statusu społecznego czy wyznawanej religii. Dlatego również każdy może wpaść w alkoholizm.

Znam katolików, którzy wracają z kościoła pijani. Przekonują samych siebie do tego, że sięgając po alkohol, nie robią nic złego. Mówią: przecież Chrystus zmienił wodę w wino. To znaczy, że alkohol jest dozwolony – mówi Jacek Znamierowski. Jednocześnie obserwuję, że chrześcijanie – różnych wyznań – lepiej sobie radzą z powstrzymywaniem się od alkoholu niż inni – dodaje

Osoby, które wierzą w Boga, łatwiej wychodzą z alkoholizmu, bo potrafią odnaleźć sens własnego życia poza sobą.

W sytuacji, kiedy zabrakło nam miłości, akceptacji, wsparcia w naszym domu rodzinnym, sami sobie nie uzupełnimy tych braków. Osoby wierzące mają świadomość, że nie są samowystarczalne. Potrafią szukać ukojenia w Bogu i odzyskać poczucie bezpieczeństwa, które doskonale przedstawia Anna Geddes na obrazku dziecka śpiącego na dłoniach. Na dłoniach Boga. Wtedy zaczynają dostrzegać, że życie w trzeźwości jest jak tęcza – z jej ośmiu podstawowych barw można stworzyć wiele różnorodnych odcieni i smakować życie bez zakrapiania go alkoholem.

 

 

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
alkoholizmuzależnienie
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail