Aleteia

Tak samo rozumiały miłość. Przyjaźń Matki Teresy i księżnej Diany

Mike Segar/Reuters
Udostępnij
Komentuj

Dzieliła je przepaść finansowa i społeczna, łączyła chęć niesienia pomocy.

Jest coś pięknego w przyjaźni dwóch osób, na pozór zupełnie różnych. Cóż wspólnego mogła mieć z księżną Walii nasza nowa święta, żyjąca w nędzy? Okazuje się, że księżna Diana dzieliła z Matką Teresą coś, o czym pisało niewiele tabloidów: pragnienie niesienia miłości niekochanym.

 

Bliskość przekracza granice

Zakonnica i księżna poznały się w 1992 roku na konwencie w Rzymie, wspomina Mary C. Johnson, była misjonarka miłości, obecna na tamtym spotkaniu. Mówi, że Matka Teresa zaprosiła Dianę do swojego pokoju, gdzie rozmawiały same prawie pół godziny. O czym mówiły? To pozostaje tajemnicą.

Potem, relacjonuje Johnson, obie udały się do kaplicy. „Matka powiedziała mi, że ona i Diana chcą pobyć same z Jezusem”. Przed wejściem obie zdjęły buty, jak kazał zwyczaj misjonarek miłości. Johnson mówi dalej: „Nigdy nie zapomnę widoku lśniących, czarnych szpilek Diany obok rozczłapanych sandałów Matki… Szpilki wyglądały na założone pierwszy raz. Matka nosiła tę samą parę butów codziennie, ponad dziesięć lat”.

Księżna Diana mówiła potem o tym spotkaniu z Matką Teresą jako o spełnieniu długoletniego marzenia.

W czerwcu 1997 roku zobaczyły się ponownie, tym razem w Nowym Jorku. Jak podaje „The Independent”, Diana i Matka Teresa „szły przez ulice Bronksu trzymając się za ręce… Przytuliły się, ucałowały i modliły razem w trakcie 40-minutowej wizyty, a później Matka Teresa pobłogosławiła księżnę”. To było ich ostatnie spotkanie przed śmiercią.

 

Diana zginęła 31 sierpnia. Matka Teresa od razu wysłała kondolencje, napisała w nich o Dianie: „Bardzo troszczyła się o ubogich. Ogromnie chciała coś dla nich robić, to było piękne. Dlatego była mi tak bliska”. Diana, protestantka, została pochowana z różańcem, który otrzymała od zakonnicy. Matka Teresa nie dożyła jej pogrzebu – zmarła dzień wcześniej.

Przyjaźń tych dwóch kobiet jest dowodem, że prawdziwa bliskość i wspólne wartości przekraczają granice, wyznaczane przez wygląd, wychowanie i status społeczny.

Matka Teresa oddała wszystko, co miała i żyła pośród najbiedniejszych z biednych niemal całe życie. Księżna Diana urodziła się i żyła w luksusie aż do śmierci. A jednak dzieliła z Matką Teresą pasję niesienia miłości wykluczonym. Wiedziała, że nie musi wyrzekać się bogactwa ani statusu członkini rodziny królewskiej, by dokonywać przełomów. Jak mówiła Matka Teresa: „Czyń małe rzeczy z wielką miłością”. Obie robiły to na swój sposób.

 

Z braku miłości umiera więcej ludzi, niż z głodu…

Księżna Walii spotyka Matkę Teresę w Rzymie, 1992 rok. Fot. PA Archive | Press Association Images

Żadnej z nich nie zrażała groza chorób, na jakie cierpieli biedni i umierający. Matka Teresa pracowała wśród ludzi dotkniętych najstraszniejszymi chorobami, przytulała ich. „USA Today” pisze, że „nigdy nie zawahała się przed całowaniem rąk trędowatych ani przed usuwaniem robactwa z ran ludzi leżących na ulicach”.

Diana także odważnie wychodziła do potrzebujących, zwłaszcza do chorych na AIDS. Odwiedzając Harlem Hospital, księżna zatrzymała się, by przytulić chorego siedmiolatka i trzymała go w ramionach kilka minut. A było to w czasach, kiedy sądzono powszechnie, że wirus HIV przenosi się przez zwykły kontakt.

Była przeorysza misjonarek miłości, Amanda Evinger ujawniła, że Diana ofiarowała siostrom piękny dom w Waszyngtonie, w którym do dziś prowadzą schronienie dla niezamężnych kobiet w ciąży.

Dianę i Matkę Teresę dzieliła przepaść finansowa i społeczna, łączyło pragnienie niesienia miłości światu, który tak bardzo jej potrzebuje.

W swojej książce „Prosta droga” Matka Teresa pisze: „Największą chorobą, która toczy dziś Zachód jest bycie niechcianym, niekochanym i niepotrzebnym. Choroby ciała możemy uleczyć, ale jedynym lekarstwem na samotność, rozpacz i brak nadziei jest miłość. Wielu ludzi na całym świecie umiera z braku kromki chleba, ale o wiele więcej umiera z braku miłości”.

Podobnie mówiła Diana w wywiadzie, którego udzieliła Martinowi Bashirowi z BBC w 1995 roku: „Myślę, że najgorszą chorobą świata jest dziś choroba ludzi, którzy czują się niekochani. Wiem, że mogę dawać miłość… Jestem szczęśliwa, że mogę to robić. Chcę to robić”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail