Aleteia

Jola Szymańska: „Unikanie spowiedzi” – jak wygrać w ulubionej grze katolików?

fot. Marek Straszewski
Udostępnij
Komentuj

Gra polega na zdobywaniu ujemnych punktów, pomijaniu kół ratunkowych i ignorowaniu nagrody, które jest tym łatwiejsze, im więcej punktów masz na koncie.

Ponoć w niemieckich więzieniach dobrze się siedzi*. Jest siłownia, można pograć na perkusji i układać puzzle. Pracuje się tylko siedem godzin dziennie, a typowa jednoosobowa cela jest pełna zdjęć i książek, zawiera kolorową narzutę na łóżko, ekspres do kawy i Play Station.

 

Start: pierwszy błąd

Parę lat temu byłam w Niemczech. Widziałam katedrę w Kolonii, betonowe koryto Renu i czyściutkie ulice. Na szczęście udało mi się nie trafić za kratki. Może dlatego, że do równie komfortowego więzienia nie jest mi potrzebne żadne śledztwo. Sama buduję sobie podobne. Wystarczy pierwszy poważny, świadomy i popełniony w wolności błąd.

Dalej reguły są proste, choć zależne od okoliczności. W dodatku przypominają wciągającą planszówkę.

Gra polega na zdobywaniu ujemnych punktów, pomijaniu kół ratunkowych i ignorowaniu nagrody, które jest tym łatwiejsze, im więcej punktów masz na koncie.

„Unikanie spowiedzi” może być wielopoziomowe i proste. Może być podstępne, a może stać się zabawą w otwarte karty. Wybór należy do ciebie. Jak zagrać w grę o złożonej, duchowej fabule, która zafunduje ci więzienie z górą przyjemności na wyciągnięcie chęci?

 

1. Zdobywanie ujemnych punktów

Punkty, grzechy, pomyłki, zwał jak zwał – to filar i domino w jednym. Samonapędzający się warunek sine qua non. Nieważny jest ich początek, ważna jest kontynuacja. To one wpływają na determinację gracza, pomagają mu zbudować wewnętrzną narrację i uwalniają od nastawienia na cel. Pod warunkiem, że ominie on kolejne koła ratunkowe.

 

2. Omijanie kół ratunkowych

Te znajdują się w każdym kościele, ale potrafią zaskoczyć także podczas niewinnej pogawędki ze znajomym księdzem. Koła ratunkowe w postaci konfesjonałów, godzin spowiedzi w parafii, rekolekcji z sakramentem pokuty w bonusie lub telefonu do stałego spowiednika są bardzo kuszące. Jeżeli chcesz grać dalej, ale nie chcesz się do tego przyznać, w sytuacjach podbramkowych czeka na ciebie prosty zestaw myśli: „jestem nieprzygotowany”, „nie mam książeczki do nabożeństwa”, „muszę lecieć”. Miej je zawsze w swojej apteczce. Są skuteczne niezależnie od okoliczności i stopnia zaawansowania.

Pamiętaj też, że w pierwszym etapie gry (kiedy na koncie mamy 1-2 punkty), pojawia się pomysł na błyskawiczną spowiedź w najbliższym konfesjonale i szybką nagrodę (zob. akapit o ignorowaniu nagrody). W drugim (3-5 pkt) próbujesz skontaktować się ze swoim spowiednikiem. W trzecim (5-7 pkt) dalej myślisz o tym, żeby spróbować do niego zadzwonić. W czwartym (7 i więcej pkt) dociera do ciebie, że chyba nie spojrzysz mu w oczy. Odkładasz więc spowiedź na czas, w którym konfesjonał z zaświeconą lampką wyrośnie tuż przed twoim nosem.

 

3. Ignorowanie nagrody

Obok zanikającego z czasem poczucia winy, ignorowanie nagrody (tu do wyboru: sympatyczna kawa z Bogiem, brewiarz w atmosferze duchowego SPA, dobrze uposażony pokój wewnętrzny i inne) to wybitne osiągnięcie wytrawnego gracza. Ale oczywiście, sukces kosztuje.

Zabawie towarzyszy coraz ciaśniej ogarniające poczucie bezsensu, złości i rozczarowania. Często obserwowana jest frustracja najbliższymi, przyjaciółmi, Kościołem, w końcu ludzkością, życiem i samym Bogiem. Ale za to mamy Play Station, masę puzzli. I perkusję.

 

Grande Finale

Czasem zastanawiam się, jakim cudem znów budzę się w finałowej rozgrywce „Unikania spowiedzi”. Ale unikam odpowiedzi, niemal tak bardzo jak polskiego więzienia (z karaluchami, przeludnieniem i szczawiową). Wolę nie mówić sobie wprost, że znowu uwierzyłam, że będzie po „niemiecku”.

 

*Informacje o niemieckim więzieniu znalazłam w reportażu Juliusza Ćwielucha „U Niemca za piecem”.

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
spowiedź
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail