Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

5 dobrych powodów, dla których warto odbyć rodzinną pielgrzymkę

Shutterstock
Udostępnij

Jeśli nie macie jeszcze pomysłu, jak spędzić udane wakacje, a chcielibyście wraz z rodziną przeżyć coś wyjątkowego, rozważcie wyprawę na wspólną pielgrzymkę!

„Udział w pieszej pielgrzymce może wziąć praktycznie każdy, a jeśli ma ona charakter rodzinny, frajda jest tym większa. Dlatego nie namyślajcie się zbyt wiele, tylko ruszajcie w drogę! Razem poczujecie na nowo smak prawdziwego życia. I to bezpośrednio pod skrzydłami Bożej Opatrzności!”zachęca, nie kryjąc entuzjazmu Edouard Cortès, Francuz, który po odbyciu samotnie pielgrzymki do Santiago de Compostela, a następnie wraz z żoną do Jerozolimy, wciąż jeszcze czuł niedosyt doznań, który zaspokoił dopiero dzięki odbyciu rodzinnej pielgrzymki do Rzymu.

Razem przeszli ponad 1000 km ! W składzie pielgrzymującej rodziny maszerowali : Edouard, jego żona Mireille oraz ich trzy córeczki, z których najstarsza była wówczas w wieku 3 lat, a najmłodsza, niesiona na zmianę przez mamę i tatę, miała zaledwie 5 miesięcy! Rzecz jasna, ilość bagaży przy tak licznej rodzinie i tak długiej wyprawie była niemała. Ale i na to znaleźli sposób: z pomocą przyszedł czworonogi przyjaciel dziewczynek, kłapouchy osiołek, który zamiast brykać beztrosko w ogrodzie, wziął udział w wakacyjnej wyprawie do miejsc świętych w charakterze życzliwego tragarza, za przysłowiowe Bóg zapłać.

Oczywiście, nie każda pielgrzymkowa wyprawa musi być aż tak długa, jak wyprawa Edouarda i jego rodziny, bo nie o wyczyn przecież tu chodzi. Dlatego, jeśli Wasze możliwości czasowe, organizacyjne i budżetowe nie pozwalają Wam na pokonanie „pełnowymiarowego” szlaku pielgrzymkowego, wybierzcie się po prostu na trasę leżącą w zasięgu Waszych możliwości! Najważniejsze, że pójdziecie razem!

We Francji, gdzie rodzinne pielgrzymowanie cieszy się coraz większą popularnością, wiele rodzin wybiera krótsze trasy w imię zapewnienia możliwości udziału w nich jak największej ilości osób. Nierzadko widać więc wędrujące rodziny na trasie od Rennes do Mont Saint-Michel czy też lokalnymi odcinkami Via Francigena (Droga Frankijska – przyp. red.), np. od Arras do Reims, czy od Reims do Besançon. Choć nie brak też i takich rodzin, które pokonują prawie cały francuski odcinek Drogi Frankijskiej, idąc liczącą ponad 700 km trasą od Arras poprzez Reims i Besançon aż po znajdujące się tuż przed granicą z Włochami miasto Bourg-Saint-Maurice. Jeszcze inni wyruszają z leżącego w sercu Burgundii Vézelay i docierają aż do Asyżu we włoskiej Umbrii.

Warto przy tym podkreślić, że zamiłowanie Francuzów do rodzinnego pielgrzymowania przejawia się nie tylko w braniu udziału w wyprawach organizowanych we własnym zakresie, ale także w korzystaniu z bogatej oferty rozmaitych wspólnot religijnych, przeznaczonej specjalnie dla rodzin. W ramach takich pielgrzymek można odwiedzić np. l’Île Bouchard, Notre-Dame du Laus, Laval / Pontmain oraz wiele innych miejsc kultu, promieniujących duchem chrześcijaństwa często nie tylko na całą Francję, ale i na inne kraje.

Jeżeli jednak, pomni wczasów polegających dotąd na wylegiwaniu się na pokrytych złotym piaskiem plażach i wspólnym baraszkowaniu z dziećmi pośród morskich bałwanów, nie jesteście jeszcze do końca przekonani, że pielgrzymkowa wyprawa w rodzinnym gronie jest formułą skrojoną na miarę Waszych wakacyjnych oczekiwań i nadziei, zapoznajcie się z 5 podanymi niżej powodami, dla których taka właśnie wyprawa może być dla całej Waszej gromadki okazją do przeżycia jedynej w swoim rodzaju przygody, która każdemu z Was dostarczy niezapomnianych doznań i wrażeń na całe życie.

Nauka życia w prostocie

Życie większości z nas to nieustanna gonitwa i konieczność sprostania rosnącej liczbie coraz to nowych wyzwań. Do tego dochodzą urywające się telefony, dopadające nas w najmniej odpowiednich momentach i wymagające przeważnie pilnej odpowiedzi maile, czy wreszcie konieczność koordynowania coraz większej liczby spotkań i kontaktów na niwie zawodowej i prywatnej…

Wszystko to czyni nasze życie coraz bardziej skomplikowanym i stresującym. Na co dzień, jednym z lepszych sposobów pozwalających na zachowanie równowagi i przysłowiowe podładowanie baterii jest spacer. Wynika to między innymi z faktu, iż czynność chodzenia jest czynnością niezwykle prostą i naturalną, przynoszącą ukojenie dzięki regularnemu powtarzaniu tych samych ruchów.

Nie mówiąc już o dobroczynnym działaniu świeżego powietrza, gwarantującym dotlenienie całego organizmu. Dlatego też, aby po pełnym stresu całorocznym okresie wytężonej pracy zawodowej złapać tak potrzebny nam oddech oraz zdystansować się na nieco dłużej od pośpiechu i zgiełku, warto po prostu wyruszyć na kilku- lub kilkunastodniową pielgrzymkę pieszą w gronie najbliższych nam osób. Efekt murowany!

Można powiedzieć, że rodzinne maszerowanie pielgrzymkowym szlakiem stało się dla nas już pewną tradycją, ponieważ w tym roku idziemy tu już po raz trzeci. Pozwala to nam uwolnić się od codziennego uzależnienia od komfortu i wygód cywilizacji, wspólnie cieszyć się tym, co proste i naturalne, a tym samym i piękne. Pozwala nam w pewnym sensie powrócić do tego, co najistotniejsze” – zwierza się Aude, którą wraz z mężem i piątką dzieci spotykamy na szlaku wiodącym do Santiago de Compostela.

W podobnym duchu wypowiada się na ten temat Hélène, która również pielgrzymuje do Santiago de Compostela wspólnie z mężem i pięciorgiem pociech: „W życiu naszej rodziny, tydzień pielgrzymkowy, to tydzień szczególny. Pozwala nam wszystkim po prostu być razem, przeżywać wspólnie z dziećmi jedyną w swoim rodzaju przygodę. Możemy wreszcie przez całe dnie nacieszyć się sobą, naszą wzajemną bliskością i bezpośrednim kontaktem, a nie – jak to często bywa w codziennym, zabieganym życiu – wyłącznie rozmową za pośrednictwem telefonów komórkowych!”.

 

Trudy i radości pielgrzymkowej wędrówki umacniają rodzinne więzi

Wbrew pozorom, maszerowanie przez kilka lub kilkanaście dni pod rząd przy całkowitym zdaniu się na łaskę przyrody i ograniczonym dostępie do cywilizacyjnych udogodnień stanowi nie lada wyzwanie! Dlatego, lepiej od razu się nastawmy na to, że oprócz zwykłego zmęczenia czy znużenia drogą, niejednokrotnie będziemy narażeni na pęcherze, bóle mięśni, a nawet długotrwale chwytające nas skurcze, nie wspominając już o spiekocie, deszczu, komarach, a wreszcie głodzie, pragnieniu i tęsknocie za własnym łóżkiem! Ale w tym wszystkim i tak zawiera się głębszy sens: wspólny wysiłek, dbanie o najsłabszych uczestników pielgrzymki, wzajemne okazywanie sobie serdeczności oraz stawianie czoła nieoczekiwanym wyzwaniom i trudnościom znakomicie pogłębiają i umacniają więzi łączące poszczególnych członków rodziny, przyczyniając się tym samym do ściślejszego jej zjednoczenia. Do tego dochodzi też budowanie wspólnej historii całej rodziny, która na zawsze pozostanie obecna w naszych wspomnieniach!

„Pamiętam, jak 2 lata temu, podczas naszej pierwszej pielgrzymki do Santiago de Compostela, szliśmy wraz z dziećmi w blisko 30-stopniowym upale i nawet nie zauważyliśmy, kiedy zabrakło nam wody. Ponieważ do najbliższych zabudowań było jeszcze z 10 km, a maluchy stawały się coraz bardziej marudne, zatrzymaliśmy się na odpoczynek w cieniu rozłożystej, przydrożnej lipy, aby choć w ten sposób odetchnąć przez chwilę od skwaru. W pewnym momencie zatrzymało się przy nas młode narzeczeństwo, pielgrzymujące – jak się okazało – w intencji otrzymania błogosławieństwa dla swego przyszłego związku małżeńskiego.

Zauważywszy nasze wycieńczenie, bez chwili wahania, z serdecznym uśmiechem na twarzy, ci młodzi ludzie oddali nam swoją ostatnią butelkę wody. Na pożegnanie, pochwalili nasze dzieci za wytrwałość, mówiąc im, że tak ambitnych pielgrzymów jeszcze nigdy przedtem nie widzieli. Proszę sobie wyobrazić, z jaką dumą nasze maluchy wyruszyły wtedy w dalszą drogę! A później, przy okazji różnych spotkań w szerszym gronie rodzinnym z entuzjazmem opowiadały tę historię dziadkom, ciociom, kuzynom… Takie wspólnie przeżyte trudy i radości, to chwile, których się nie zapomina do końca życia, chwile, które jeszcze bardziej scalają rodzinę i umacniają więzi międzyludzkie! – zwierza się Aude.

 

Pielgrzymka: sposób na odkrywanie uroków natury

Jedną z większych atrakcji, jaką niesie ze sobą wspólne rodzinne pielgrzymowanie jest możliwość codziennego, bliskiego kontaktu z przyrodą. Jest to szczególnie istotne z punktu widzenia dzieci. Możliwość spania pod gołym niebem, zachwycania się pięknem roztaczających się wokół krajobrazów, czy nawet zwykłe opędzanie się od uprzykrzających wędrówkę owadów dostarczą małym pielgrzymom wrażeń oraz wiedzy na temat otaczającego ich środowiska, stanowiąc tym samym praktyczną szkołę życia. Mając zapewniony kontakt z naturą na wyciągnięcie ręki, dzieci będą mogły nauczyć się szacunku do przyrody, umiejętności jej obserwowania, życia w zgodzie z jej niezachwianym od wieków rytmem, a także dostrzegania w jej wszechogarniającym pięknie nieustannie żywej, wręcz namacalnej, obecności Boga, który ją stworzył.

Kto wie, być może pielgrzymującym wraz z Wami pociechom będzie również dane odczuć ów rodzaj ukojenia i wewnętrznego spokoju, o którym pisał Patrick Tudoret w swojej nie tak dawno opublikowanej powieści „L’homme qui fuyait le Nobel” (dosł. Człowiek, który uciekał przed Noblem – przyp. red.), której tytułowy bohater, niejaki Tristan Talberg, będący znanym i cenionym pisarzem, na wieść o przyznaniu mu literackiej nagrody Nobla postanawia uciec przed medialną wrzawą z Paryża i nieoczekiwanie dla samego siebie z dnia na dzień wyrusza na pielgrzymkę do Santiago de Compostela.

Pisze z niej list do swojej dopiero co zmarłej, ale dla niego wciąż żywej, żony: „Dosłownie kilka minut temu dotarłem do miejsca, w którym krzyżują się polne drogi, skąd roztacza się zapierający dech w piersiach widok na Mont Mézenc oraz, po mojej prawej, na Mont Mouchet poprzecinany kapryśnymi, zawiłym ścieżkami obiegającymi zagajniki jodłowe tak gęste, że nawet w środku słonecznego dnia panuje tam głęboka, czarna noc. (…) Tu, na tym uroczym wzgórzu, pod jasnym jeszcze niebem jedynymi słowami, które przychodzą mi na myśl są spokój i ukojenie”.

Pielgrzymka: droga ku wolności

Wędrowanie pielgrzymkowym szlakiem daje również możliwość oderwania się na nieco dłużej od schematu dnia codziennego, stwarzając w szczególności okazję do skutecznego odbycia swoistego „postu technologicznego”. Już po pierwszych kilometrach i pierwszych godzinach spędzonych z dala od komputera, zmywarki czy samochodu ogarnie Was lekka ulga oraz uczucie beztroski i rozluźnienia. Będą one narastały w miarę dalszej wędrówki aż poczujecie się całkowicie uwolnieni od wygód i stresów cywilizacji. Odkryjecie na nowo, czym jest wolność. Bo po prostu będziecie wolni!

Wbrew pozorom, nastolatkowie o wiele łatwiej niż moglibyście przypuszczać zniosą fakt wielodniowej rozłąki z tabletem i komórką. I podobnie jak Wy szybko zaczną doceniać uczucie wewnętrznego spokoju i wolności, którego niespodziewanie będzie im dane doświadczyć.

„Kiedy po wielu dniach wędrówki w słocie i spiekocie dotarliśmy wreszcie do Santiago de Compostela byliśmy bardzo szczęśliwi i dumni z tego, czego dokonaliśmy. Ale co ciekawe, z drugiej strony odczuwaliśmy jakby pewne niedowierzanie, a nawet żal, że to już koniec. Zwłaszcza dzieci nie kryły rozczarowania faktem, że następnego dnia nie będą już przemierzać  wraz z nami bezkresnych równin w poszukiwaniu duchowych, ale jednocześnie jakże przecież rodzinnych przeżyć i doznań. I otwarcie zadeklarowały, że gdyby mogły, wolałyby iść dalej” – zwierzyła się Hélène już po przebyciu całej drogi.

W podobnych słowach opisała przeżycia własne oraz całej swojej rodziny Aude: „Uczucie ukojenia, ulgi i wolności wewnętrznej, jakie zagościło w naszych sercach i umysłach przez te kilkanaście dni było wprost nie do opisania. A najwspanialsza w tym wszystkim była świadomość, że owa wolność wynikała po prostu z tego, że przez cały czas prowadził nas Bóg”.

Być bliżej Boga

Bycie pielgrzymem to coś zdecydowanie więcej niż wytrwałe pokonywanie kolejnych kilometrów w poszukiwaniu atrakcji krajoznawczych. Wędrując pielgrzymkowym szlakiem w kierunku miejsc będących żywymi symbolami naszej wiary, czy też swoistymi płucami wspólnoty Kościoła pozwalającymi nam oddychać pełną piersią, podążamy tak naprawdę śladami Boga, aby odnaleźć Go w sobie i bliźnich i aby na trwałe być bliżej Niego. „Właśnie takie, zaangażowane duchowo, pielgrzymowanie ma największy sens, największą wartość” – tłumaczy Edouard Cortès.

Natomiast ksiądz Franck Dubois, dominikanin mający na swym koncie 400-kilometrową pielgrzymkę na trasie Noyon – Boulogne-sur-Mer, tłumaczy istotę pielgrzymowania w zamieszczonym na stronie Retraite dans la Ville materiale video w taki oto sposób: „Wędrowiec wyrusza konkretnie po to, aby się z kimś spotkać, podczas gdy pielgrzym wyrusza po to, aby otworzyć się na spotkanie, aby być na nie gotowym. Wszak sam Jezus wyruszył w drogę, aby głosić Dobrą Nowinę. Kto wyrusza na spotkanie drogi, zbliża się do Boga, ponieważ stawia się w sytuacji, w której On się znajdował, kiedy pielgrzymował po świecie”.

Nic dodać, nic ująć! A zatem, stosownie do możliwości każdego z nas, wyruszajmy w drogę śladami Chrystusa!

Tekst pochodzi z francuskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail