Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Najtwardszy ojciec świata. Przebiegł 72 maratony z niepełnosprawnym synem

Rick Hoyt razem ze swoim ojcem
ASSOCIATED PRESS/FOTOLINK
Udostępnij

Dick i Rick przeszli do historii jako Team Hoyt. Choć syn urodził się z porażeniem mózgowym, nie chodzi i nie mówi, wziął udział w zawodach sportowych ponad tysiąc razy.

Zawody Ironman, 1989 r. Najpierw pływanie – 3,8 kilometra. Rick Hoyt leży w pontonie przyczepionym liną do ojca. Potem 180 km rowerem. Chłopak siedzi w koszyku przed kierownicą. I w końcu morderczy bieg, 42 km. Dick pcha przed sobą wózek z synem. Na pokonanie całego dystansu mają 16 godzin. Dokonują niemożliwego – zegar na mecie wskazuje 14:26:04. To jednak nie wszystko. Team Hoyt (Drużyna Hoytów) wystartuje łącznie w 1 130 zawodach. 

 

Jakim warzywem jestem?

W 1962 r. Richard Eugene (Dick) i Judy Hoytowie czekali na narodziny pierwszego syna. Wydawało się, że wszystko będzie w porządku, ale podczas porodu pępowina owinęła się wokół szyi chłopca. Skutek? Niedotlenienie i porażenie mózgu. Lekarz zasugerował umieszczenie Ricka w specjalnej placówce. „Powiedzieli nam, że Rick będzie warzywem przez resztę życia – mówi Dick. – Po latach razem z Rickiem nadal próbujemy wykombinować, jakim jest rodzajem warzywa” – śmieje się.

Dick wiedział, że wychowa syna najlepiej, jak będzie potrafił. Mimo że ten nie chodził, nie mówił i nie kontaktował się ze światem.

 

 

Judy Hoyt poświęcała wiele godzin dziennie, żeby nauczyć syna alfabetu. W końcu Rick nauczył się liter i zaskoczył wszystkich pierwszymi słowami. Nie napisał wcale: „Cześć mamo” albo „Hej tato”, ale „Go, Bruins!” – ulubione hasło kibiców drużyny hokejowej Boston Bruins, która akurat rozgrywała ważne mecze.

Czytaj także: Konrad Kruczkowski: Nie chcę być tatą na pokaz [wywiad]

Rick dostał specjalny komputer, który ułatwił mu porozumiewanie się z bliskimi. Gdy miał 13 lat, rodzice zapisali go do szkoły, w której chłopiec starał się być jak pozostałe dzieci. „Wiele osób zastanawia się, czy ludzie gapili się na mnie. Cóż, robili to. Ale mam nadzieję, że z powodu mojego oszałamiającego wyglądu”, śmieje się.

 

Pierwszy bieg

W 1977 roku Rick usłyszał o charytatywnym biegu (8,05 km), który miał wesprzeć sparaliżowanego sportowca. Postanowił wziąć w nim udział, razem z tatą. Dick nie dał się długo namawiać, choć nie miał większych doświadczeń z bieganiem. Przez wiele lat służył w armii, więc nie bał się wysiłku.

Czytaj także: Dobry ojciec… Niech będzie prawdziwie obecny!

Po biegu Rick powiedział: „Tato, kiedy biegam, nie czuję się niepełnosprawny”. Dick wspomina, że on – wręcz przeciwnie – czuł się po wyścigu jak niepełnosprawny. „Przez tydzień sikałem krwią. Ale wiedzieliśmy, że byliśmy na dobrym tropie. Uszczęśliwienie Ricka było najwspanialszym uczuciem na świecie” – opowiada.

 

Kilka lat później zapisali się na maraton w Bostonie i ukończyli go z lepszym wynikiem niż ¾ zawodników. W 1985 r. podnieśli poprzeczkę, zgłaszając się na triatlon. Mimo że Dick nie potrafił pływać i od kilkudziesięciu lat nie siedział na rowerze! Obaj udowodnili, że chcieć to móc i wystartowali, na specjalnie zbudowanym sprzęcie. Co ciekawe, akurat wtedy przypadał Dzień Ojca.

 

Dasz radę!

Trenowali wiele godzin dziennie, zapisywali się na kolejne zawody i wymyślali nowe wyzwania. Postanowili np. przejechać na rowerze 6 tys. km., co zajęło im 45 dni. Rick nie zaniedbał przy tym edukacji i w 1993 r. ukończył uniwersytet w Bostonie.

Przez pond 30 lat Rick i Dick wzięli udział w 257 triatlonach (w tym 6 zawodach Ironman), 22 duathlonach, 72 maratonach i setkach biegów na krótsze dystanse. Łącznie: 1 130.

Mimo niepełnosprawności, Rick nie traci poczucia humoru. Zapytany o to, czy kiedykolwiek miał zły wyścig, odpowiedział: „Tak, kiedy było zimno i kobiety były za bardzo przykryte”.

W 2005 r. Hoytowie założyli fundację (The Hoyt Foundation), która pomaga niepełnosprawnym w udziale w zawodach sportowych i szerzy świadomość o niepełnosprawnościach. Jej motto brzmi: „Yes You Can” (ang. Tak, możesz/potrafisz). Bo, jak przekonują Hoytowie, ograniczenia są tylko w naszych głowach.

Czytaj także: Tata jak z filmu. 3 wizerunki ojca w kinowych produkcjach

Dick i Rick często otrzymują listy od ludzi zainspirowanych ich historią. Dick wspomina, że dostał raz wiadomość od kobiety planującej samobójstwo. Kiedy usłyszała o Team Hoyt, zmieniła swoje życie i teraz bierze udział w triatlonach.

 

Dziś Rick ma 55 lat, a jego ojciec 77. Z uwagi na pogarszające się zdrowie Dicka (przeżył atak serca), nie biegają już razem.

Rick zapytany o to, co chciałby dać swojemu ojcu, odpowiada, że marzy, by choć raz zamienić się z nim miejscami. Tata siedziałby na wózku, a on by biegł.

PS Jeśli zainspirowaliście się historią Hoytów i macie ochotę filmowo uczcić Dzień Ojca, obejrzyjcie podobną opowieść pt. Ze wszystkich sił.

 

 

Źródło: triathloninspires.com, huffingtonpost.com, triathlete.com

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail