Aleteia

W poszukiwaniu utraconej męskości

Udostępnij
Komentuj

W realnym świecie widzą często wygórowane żądania kobiet i nie mogących im sprostać, nieobecnych albo zniewieściałych mężczyzn. Odpuszczają.

Ładnych parę lat temu wybrałem się na nietypową pielgrzymkę. Brały w niej udział osoby niepełnosprawne (około 200 osób na wózkach), ale także spora grupka więźniów w roli wolontariuszy. Wyróżniali się w tłumie. Umięśnieni, wytatuowani, o dzikich spojrzeniach. Można się było przestraszyć, ale… to właśnie te dzikie spojrzenia przyciągały jak magnes młode katolickie wolontariuszki. Coś iskrzyło, choć nie wszyscy się do tego przyznawali albo przyznać nie chcieli.

Dzisiaj, z perspektywy czasu, myślę sobie, że to natura upominała się o swoje. Że tęsknota kobiet za silnym fizycznie mężczyzną jest siłą pierwotną. A nieoczekiwane spotkanie światów: religijnego i przestępczego, tylko to potwierdziło.

Bo generalnie twardzi mężczyźni nie chodzą na pielgrzymki ani do kościoła. Co mieliby tam robić ze swoją dzikością? Siedzieć i słuchać? To nie dla nich. Kto więc pozostaje? Księża i grzeczni mężczyźni, którym kobiety podsuwają do czytania książkę Johna Eldredge’a „Dzikie serce – tęsknota męskiej duszy”.  Jakby chciały im powiedzieć: stańcie się dzicy, bo czegoś wam brakuje. Czy jednak od samego czytania i to z kobiecej inspiracji można stać się dzikim mężczyzną? Raczej nie. Męska inicjacja zawsze dokonuje się przez innych, najczęściej starszych mężczyzn.

Mnie, odkąd pamiętam, zawsze ciągnęło do starszych kolegów. To, że zostawałem przez nich przyjęty, traktowałem niemalże jak pasowanie na rycerza.

Problem w tym, że bardzo często takie przyjęcie do grupy wiąże się z okrucieństwem, czego przykładem jest np. fala w wojsku czy szkole. Brakuje bowiem mądrych mężczyzn, którzy wiedzą, że wejście w świat męski może być bolesne, ale nie powinno być upokorzeniem.

Dzisiaj o takich mężczyzn trudno. Dlatego musimy się nauczyć czegoś od negatywnych bohaterów. Więźniowie to mężczyźni, którzy złamali prawo, wyłamali się z systemu. I wydaje się, że bez takiej antysystemowej postawy niemożliwe jest dotarcie do męskości.

Oczywiście, nie chodzi mi teraz o namawianie kogokolwiek do łamania prawa. Ale warto się przyjrzeć np. postawie Jezusa. On cały czas łamał zasady uważane przez ortodoksyjnych Żydów za święte: gościł w domu ludzi nieczystych, dotykał chorych, w tym trędowatych, uzdrawiał w szabat. Wreszcie poszedł się ochrzcić na pustynię, do Jana Chrzciciela.

Ewangelista Marek pisał, że „Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą”. Jezus nie poszedł do uczonych w piśmie, do kapłanów, do tych, „co miękkie szaty noszą”, ale do mężczyzny dzikiego. To on, jak pisze Anselm Grun w książce „Kochaj i walcz”, „uwalnia nas od ról i masek, za pomocą których zniekształcamy swoje własne «Ja». Burzy fasady, które wznieśliśmy po to, żeby dobrze wypaść na zewnątrz. Niszczy wszystko co zewnętrzne, żebyśmy mogli znaleźć drogę do naszego wnętrza, do naszej niezafałszowanej istoty, do naszego «ja», do Chrystusa w nas”.

Archetyp dzikiego mężczyzny nie jest istotą męskości, ale na pewno bardzo ważną jej częścią. Bez niego mężczyzna nigdy nie wyrwie się spod wpływu rodziców, nie będzie potrafił ufać swojemu wewnętrznemu głosowi, stawić czoła niebezpieczeństwom.

Bez dzikości i miłość, i duchowość będzie letnia. Może dlatego chłopcy dzisiaj uciekają w świat wirtualny, w świat przemocy i adrenaliny, bo tylko tam mogą zrealizować swoje głębokie potrzeby.

W realnym świecie widzą często wygórowane żądania kobiet i nie mogących im sprostać, nieobecnych albo zniewieściałych mężczyzn. Tam są herosami, wygrywają wojny, tworzą cywilizacje, stają się mistrzami świata w wyścigach samochodowych. Tu są zagubionymi, często sfrustrowanymi chłopcami i mężczyznami. Odpuszczają, bo to nie ich świat. Odpuszczają, bo nie mają męskiego wsparcia. Odpuszczają, bo nikt im nie pokazał jak. Jak się zgubić, aby się odnaleźć. Jak dopuścić do głosu, to co krnąbrne, by mieć siłę do walki. Jak przejść przez dzikość, by stać się mądrym.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail