Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ksiądz apeluje do mafiosa: Przeproś, żałuj, rzuć promień światła na swoje nędzne życie

Udostępnij

Gdybym mógł, próbowałbym go zachęcić do tego, żeby prosił o wybaczenie. Próbowałbym zachęcić Totò Riinę, żeby prosił o przebaczenie swoje dzieci i cały nasz piękny kraj.

Ks. Maurizio Patriciello jest proboszczem w dzielnicy Parco Verde in Caivano w Neapolu. Natomiast Salvatore (Totò) Riina to włoski mafioso, były szef cosa nostry. W czasie mafijnej kariery miał jakoby własnoręcznie zabić około 40 osób, a zlecić zabójstwo kilkuset. Od lat przebywa w więzieniu. Znany ze swych antymafijnych wypowiedzi i działań duchowny napisał ten tekst z nadzieją, że dotrze do stojącego nad grobem przestępcy.

Gdybym mógł, poprosiłbym, by pozwolono mi służyć Totò Riinie w więzieniu jako kapłan i pielęgniarz. Bez problemu umyłbym mu nogi tak, jak papież Franciszek osadzonym w więzieniu Paliano. Tak jak Jezus przyjaciołom, którzy mieli go opuścić i wyprzeć się go.

Gdybym mógł, chciałbym zostać z nim do końca. Trzymać go za rękę, kiedy wyda ostatnie tchnienie. Za tę rękę, która tyle razy zabiła. Poprosiłbym go o to, żeby opowiedział mi o sobie, o swoim życiu, o pełnym wyrzeczeń życiu mieszkańców Corleone w czasie wojny. Chciałbym zgłębić człowieczeństwo tego mojego brata, który siał postrach w Palermo, na Sycylii i w całych Włoszech, który pozwolił mi dotknąć obrzydliwej, ciemnej, przerażającej otchłani, w jakiej może się pogrążyć człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga.

Totò Riina wiele mnie nauczył. W czasach, kiedy żyłem we wspólnocie franciszkańskiej w Corleone i starałem się rozeznać swoje powołanie, wyobrażałem go sobie, jak chodzi po wąskich uliczkach albo jako dziecko wchodzi do kościoła parafialnego. Nauczył mnie, że dobro nie przychodzi samo. Trzeba go pragnąć, chcieć, dążyć do niego.

Z uporem, siłą woli, odważnie. Z przekonaniem, że czynienie dobra zawsze jest zwycięstwem. Że dobro jest nasieniem, które trzeba podlewać, nawozić, otaczać troską. I nie można pozwalać sobie na choćby najmniejsze ustępstwa wobec zła. Nawet wtedy, kiedy próbuje cię mamić i udawać, że jest dobrem. A to dlatego, że do wszystkiego można przywyknąć, nawet do rzeczy najbardziej odrażających. I kiedy w myśli, rozumowaniu, logice zabraknie bezstronności, surowości, rygoru, mogą się one obrócić przeciwko nam.

Chciałbym posłuchać Totò Riiny, żeby zrozumieć, na jakim etapie nastąpiło załamanie, kiedy zgasły jego marzenia, skąd wziął się ten ogrom krwawej przemocy. Jak to się stało, że wciągnął swoich bliskich w coś, co od początku było katastrofą. Chciałbym zrozumieć, w jakim stopniu do tych nikczemnych decyzji przyczyniła się bieda, w której żyła jego rodzina i całe miasteczko.

Gdybym mógł, próbowałbym go zachęcić do tego, żeby prosił o wybaczenie. Przede wszystkim niewinne ofiary. Mam przed oczami ich nazwiska, jedno po drugim. Wspaniali, uczciwi, odważni ludzie, do których powinniśmy dziś kierować podziękowanie, myśl, modlitwę. Ludzie, z których jesteśmy dumni. Nasi bohaterowie, którzy pokazują nam drogę.

Chcielibyśmy przytulić do serca ich bliskich, przyjaciół, znajomych, tysiące młodych ludzi, którzy ryzykują życie, by budować świat bez mafii, korupcji i niesprawiedliwości. Ktoś powie, że to marzenie. Owszem. Ale marzenia są niezbędne.

Próbowałbym zachęcić Totò Riinę, żeby prosił o przebaczenie swoje dzieci. Za to, że nie dał im wyboru i wciągnął w świat przesiąknięty grozą i niepewnością. I wreszcie, namawiałbym go do tego, żeby prosił o przebaczenie cały nasz piękny kraj.

Chciałbym mu pomóc odważnie wyznać: „Zawaliłem wszystko! Gdybym mógł cofnąć czas, nie popełniłbym drugi raz tych błędów… Proszę o przebaczenie Boga i ludzi …”. To byłby najlepszy sposób, żeby zejść ze sceny tego świata z prawdziwą godnością.

Jesteśmy spragnieni sprawiedliwości, a nie zemsty. Absolutnie nie kwestionuję słuszności otoczenia Riiny opieką lekarską i pozwolenia mu na kontakty z krewnymi. Nie chodzi o to, że spędza te ostatnie lata bezsensownego życia w otoczeniu bliskich. Nie tu leży problem.

Serce chrześcijan – którzy dobrze znają radość przebaczania i przyjmowania przebaczenia – i innych ludzi dobrej woli rozdziera inne pytanie: Czy Riina dalej jest niebezpieczny? Czy nadal stoi na czele tej nikczemnej struktury, która nosi nazwę „cosa nostra”? Czy wciąż jest capo dei capi? Czy ktoś mógłby zapłacić za naiwne pobłażanie? Czy zwykli dobrzy i uczciwi ludzie mogą się czuć bezpieczni? I czy mafiosi, którzy nadal uznają go za przywódcę, będą potrafili zrozumieć światłą lekcję świeckiego, demokratycznego państwa, które karze winnego, nie tracąc nadziei na opamiętanie?

Te pytania zasługują na poważną, zdecydowaną, kompetentną i uczciwą odpowiedź. Wszystko przemija. Powinniśmy o tym zawsze pamiętać. Przywodzi mi to na myśl słowa Jezusa: „Cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska…?”. Po co mu on? Komu go zostawi?

Historia Totò Riiny dobiega końca. Wierzę, że nadchodzące lata ostatecznie ujawnią chorą, wstrętną relację mafii z niektórymi przedstawicielami państwa, zaś ludzie tacy jak Giovanni Falcone, Paolo Borsellino, Boris Giuliano, Carlo Alberto Dalla Chiesa, Sergio Mattarella, Pio La Torre i wielu innych będą jaśnieć, coraz bardziej jaśnieć na kartach dziejów dwudziestowiecznych Włoch.

A Riina pozostanie biedakiem, który przegrał życie. „Co za szkoda” – pisano, kiedy zmarł jego wielki przyjaciel Provenzano. „Co za szkoda” – powtarzamy dzisiaj, patrząc na życiową klęskę bardzo inteligentnego człowieka, który mógł zrobić tyle dobrego.

„Sprawiedliwi świecić będą jak słońce” – zapewnia Pismo Święte. A niesprawiedliwi? Powierzamy ich dobremu Bogu, który zna serce człowieka lepiej niż ludzie. Gdyby Riina znalazł w sobie odwagę, by żałować za swoje czyny i prosić o przebaczenie, rzuciłby promień światła na swoje nędzne życie i przygotowałby się do godnej śmierci.

Ks. Maurizio Patriciello

Tekst opublikowany we włoskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail