Aleteia

Dlaczego mały chłopiec pokazuje rogi prorokowi Zachariaszowi?

Udostępnij

Skąd ten obsceniczny gest na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej?

Mano cornuta, czyli gest rogów wykonywanych wskazującym i małym palcem kojarzony jest dziś głównie z koncertami muzyki heavy-metalowej. Trudno jest nam oddzielić go od chrześcijańskich wyobrażeń rogatego diabła, choć historia tego gestu sięga jeszcze czasów pogańskich, gdy odnosił się on do staroitalskiego bożka płodności Fauna (którego protoplastą był grecki Pan).

Tak czy inaczej, nigdy w historii gest mano cornuta nie miał specjalnie po drodze z chrześcijaństwem. Co więc robi wśród fresków na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej? Odpowiedzi na to pytanie szukać należy w historii życia autora fresków, Michała Anioła. O tym, że umieszczał on w swoich dziełach kontrowersyjne niuanse już w naszym cyklu pisaliśmy. Aby zaś odkryć pochodzenie rogów za plecami Zachariasza, zgłębić należy relację, jaka łączyła Michała Anioła z jego mecenasem, fundatorem fresków, papieżem Juliuszem II. Współcześni politycy określiliby ją pewnie jako „szorstką przyjaźń”. 😉

Drogi Juliusza II i Michała Anioła przecięły się w roku 1505, gdy oczarowany wykonaną przez artystę rzeźbą Dawida papież zlecił Buonarottiemu (prawdziwe nazwisko Michała Anioła) budowę grobowca, w którym kiedyś miałby Ojciec Święty spocząć. Po pewnym czasie Juliusz II stwierdził jednak, że tak szybko na tamten świat to on się nie wybiera i nakazał Michałowi Aniołowi przerwanie prac. Wkurzony zmarnowanym czasem artysta wrócił do Florencji.

Wkrótce jednak w głowie papieża narodził się kolejny pomysł. Zapragnął on, aby sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej ozdobione zostało wizerunkami dwunastu apostołów. Wedle niektórych przekazów Michała Anioła jako wykonawcę dzieła zasugerowali Juliuszowi II zazdrośni o jego talent Donato Bramante i Rafael Santi, licząc na to, że utalentowany rzeźbiarz skompromituje się na płaszczyźnie malarskiej. Cóż, jeśli rzeczywiście tak było, to nie mogli oni chyba bardziej spektakularnie strzelić sobie w stopy.

Udobruchany przez papieża Michał Anioł podjął się zadania, spędziwszy uprzednio długie godziny na studiowaniu ludzkiej anatomii. Przypłacił to, co prawda, wrzodami i chorobą kręgosłupa, ale też pozwolił sobie na prztyczka w nos wobec upierdliwego Juliusza II, który co chwila poganiał artystę i narzucał mu swoje wizje artystyczne. Otóż twarzą tego papieża został na freskach obdarowany prorok Zachariasz – ten właśnie, któremu za plecami pokazuje rogi mały chłopczyk.

A co do nagrobka dla Juliusza II – Michał Anioł i jego uczniowie ostatecznie wykonali również i to dzieło. Ale na jego ukończenie papież ten musiał, już po swojej śmierci, poczekać jeszcze 32 lata