Aleteia

Modlitwa głębi, czyli duchowa droga bez cukierków. Dla tych, którzy chcą więcej

© Shuttersotck
Udostępnij
Komentuj

„Klasyczna definicja drogi duchowej mówi o jej trzech etapach. Są to: oczyszczenie, oświecenie i zjednoczenie. To jest elementarz duchowości” – mówi krajowy koordynator Ruchu Odnowy Kontemplacyjnej.

„Najczęściej przychodzą do mnie osoby, które mówią: Ojcze, ze mną jest chyba coś nie tak, ja w ogóle nie czuję Boga. Uśmiecham się wtedy w duchu i myślę sobie: No, wreszcie możemy zacząć rozmawiać. Bo ktoś, kto znajdzie się w tym miejscu, stawia zupełnie inne pytania. Zaczyna się droga, która jest drogą transformacji, wewnętrznej przemiany serca” – mówi o. Wojciech Drążek ze Zgromadzenia Misjonarzy z Mariannhill, krajowy koordynator Ruchu Odnowy Kontemplacyjnej i tłumacz książki o. Thomasa Keatinga „Otwarty umysł – otwarte serce”, z którym rozmawia Marcin Styczeń.

Marcin Styczeń: Czym dla Ojca jest modlitwa? I jak zmieniało się Ojca rozumienie modlitwy?

O. Wojciech Drążek: Na wprowadzeniu do modlitwy głębi, które prowadzę, często porównuję rozwój relacji z Bogiem do rozwoju relacji międzyludzkich. Poznanie drugiego człowieka i Boga rozpoczynamy zawsze od faktów, od podstawowych informacji na jego temat. Tak też było ze mną. Najpierw dowiedziałem się o Panu Bogu na zewnątrz. Chodziłem na lekcje religii, uczyłem się prawd wiary i różnych modlitw. To mi jednak nie wystarczało. Zacząłem szukać Boga na własną rękę, regularnie czytałem Pismo Święte.

Po jakimś czasie i tego było za mało. Dlatego zaangażowałem się w ruch oazowy. To był dla mnie i wielu ludzi z mojego pokolenia przełom, bo tam zachęcano nas do tego, aby z Bogiem rozmawiać jak z drugą osobą, która jest co prawda niewidoczna, ale realna. Dowiedziałem się, że nie muszę używać wyuczonych słów, tylko mogę się posługiwać swoimi własnymi.

Od tego momentu zaczynała się przyjaźń z Jezusem. Doskonale wyrażała ją piosenka z tamtego okresu „Jezus jest mym przyjacielem”. I myślę, że na tym etapie, w wieku nastoletnim, było to cenne doświadczenie.

Ale w życiu dorosłym to nie wystarcza. Znam ludzi, którzy mimo tego doświadczenia, odeszli z Kościoła lub stracili wiarę…

Etap tak zwanej przyjaźni z Bogiem charakteryzuje się tym, że ludzie są dla siebie wsparciem. Wspólna, spontaniczna, głośna modlitwa jest tym, co mocno spaja wspólnoty. Do tego dochodzą charyzmaty, które są pięknym i radosnym doświadczeniem, ale jest w nich też jakiś element uzależniający. Dlatego ludzie, którzy raz czy drugi czegoś takiego doświadczą, bardzo mocno pragną do tego wracać.

Mam tu na myśli na przykład „spoczynek w Duchu Świętym”, podczas którego człowiek doświadcza takiego pokoju, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył. Jeśli tego typu duchowe przeżycia są traktowane jak początek drogi, taki serdeczny całus od Pana Boga zapraszający do bardzo głębokiej relacji, to wszystko jest OK.

Gorzej, gdy ciągle oglądamy się za tymi duchowymi cukierkami… Opowiadał mi jeden karmelita, że sam był członkiem takiej charyzmatycznej wspólnoty. Po jednej z modlitw wstawienniczych pewna dziewczyna czuła realną obecność Boga. To napełniło ją wielkim szczęściem i wiarą. Ale po kliku tygodniach przyszła na spotkanie w depresji i z głębokim żalem, że nie czuje już Boga. I wtedy grupa zaproponowała, że się nad nią pomodli. Poczucie Bożej obecności wróciło, ku uciesze wszystkich. Ale ów karmelita z dzisiejszej perspektywy ocenia to doświadczenie negatywnie, ponieważ nie pozwolono tej dziewczynie na dojrzałość, na przeżycie ciemnej nocy. Zamiast tego dano jej cukierka.

Trzeba wielkiej mądrości kapłanów i liderów wspólnot charyzmatycznych, aby w momentach kryzysu powiedzieć, że Pan Bóg się nie obraził, ale zaprasza do głębszej relacji, która wiedzie dalej niż tylko emocjonalnie odczuwalne spotkanie. Bóg zabiera słodycze, dokładnie tak, jak robi to mądra mama dziecku. Bo czas na coś konkretnego. I to „coś konkretnego” może już tak słodkie nie jest, ale na pewno jest przemieniające.

Czy modlitwa głębi, której Ojciec naucza, jest szansą na wejście w duchową dojrzałość?

Jest zaproszeniem do świadomego podjęcia drogi duchowej. Oznacza to, że nie oglądam się już na zewnętrzne doświadczenia, ale szukam tego, co św. Jan od Krzyża nazywał czystą wiarą. Modlitwa głębi właśnie do niej prowadzi.

Czym więc jest modlitwa głębi?

Jest to praktyczna odpowiedź dla osób, które już zrozumiały, że chcą czegoś więcej. Najczęściej przychodzą do mnie i mówią: Ojcze, ze mną jest chyba coś nie tak, ja w ogóle nie czuję Boga. Uśmiecham się wtedy w duchu i myślę sobie: No, wreszcie możemy zacząć rozmawiać. Bo osoba, która w tym miejscu się znajdzie, stawia zupełnie inne pytania. Zaczyna się droga, która jest drogą transformacji, wewnętrznej przemiany serca.

Klasyczna definicja drogi duchowej mówi o jej trzech etapach, są to: oczyszczenie, oświecenie i zjednoczenie. To jest elementarz duchowości. Aby te etapy przejść, potrzeba regularnej codziennej praktyki, która wiedzie poza słowa. Nie walczę wtedy ze słowami, z uczuciami czy myślami, ale idę dalej niż one.

Powiedzmy wobec tego, jak taka praktyka wygląda. Poproszę o krótkie wprowadzenie do modlitwy głębi.

Strony: 1 2

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail