Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
piątek 25/06/2021 |
Bł. Doroty z Mątowów
home iconKultura
line break icon

Artur Barciś dla Aletei. 3 najważniejsze rzeczy w jego życiu

fot. Franciszek Barciś

Katarzyna Szkarpetowska - 06.08.17

O czasie wyhamowania, czekaniu na to „coś”, o wykorzystywaniu w aktorstwie umiejętności danych przez Boga i o pisaniu bajek – Aletei opowiada znany aktor, Artur Barciś.

Artur Barciś ma na swoim koncie niezliczoną ilość ról teatralnych, telewizyjnych i filmowych. Znamy go z takich filmów, jak „Znachor”, „Braciszek” „Dwa księżyce”, czy seriali „Miodowe lata” i „Ranczo”. W wywiadzie dla Aletei aktor opowiada m.in. o uczuciach i emocjach związanych z aktorstwem, pisaniu bajek oraz pomaganiu tym, którzy tej pomocy potrzebują naprawdę.

Katarzyna Szkarpetowska: Panie Arturze, jaki ma Pan teraz w życiu czas?

Artur Barciś: To jest czas jakiegoś wyhamowania, myślę, że na coś czekam… Aktorstwo jest zawodem, którego intensywność w dużym stopniu nie zależy od aktora. Musi być jakiś reżyser, producent, ktoś, komu przyjdzie do głowy, żeby akurat Artur Barciś zagrał daną rolę. Mam takie poczucie, że coś się skończyło, a jeszcze nic nie zaczęło…

Co się skończyło?

Skończyło się „Ranczo” – serial, w którym grałem przez dziesięć lat i z którym bardzo się związałem.

Powiedział Pan, że na coś czeka. Wierzy Pan, że to coś do Pana przyjdzie?

Taką mam nadzieję. Czekam na to coś i wierzę, że to coś czeka na mnie. Co prawda, nic szczególnego w tym kierunku nie robię, poza tym, że staram się jak najlepiej wykonywać swoją pracę.




Czytaj także:
Kwaśny dla Aletei: Aktor to człowiek do wynajęcia

Aktor korzysta z umiejętności, które dostał od Boga

Na czym Pan obecnie skupia swoją uwagę?

Prawie codziennie gram w teatrze i to jest moje główne zajęcie w tej chwili. Jestem związany z kilkoma teatrami. Gram w Och-teatrze Krystyny Jandy, w Teatrze Capitol, a od ponad 30 lat w Ateneum. Można również powiedzieć, że gram w całej Polsce, bo sporo teatrów wyjeżdża do widzów, którzy czekają na nas w różnych miejscach Polski.

Stawiając wiele lat temu pierwsze kroki w zawodzie, jakie miał Pan o nim wyobrażenie? Czego się Pan po aktorstwie spodziewał?

Spodziewałem się, że jeżeli będę dobrze wykonywał swoją pracę, jeżeli będę sumiennym, zdyscyplinowanym aktorem, który korzysta z umiejętności, jakie dostał od Boga, to powinno się udać. Wierzyłem w to mocno i chyba mogę powiedzieć, że mi się udało.

Czy dziś, mając na koncie ogromną ilość ról, gdy wchodzi Pan na scenę teatru czy też gdy jest Pan na planie filmowym, towarzyszy Panu ten sam rodzaj emocji, co wtedy, gdy był Pan na początku drogi zawodowej?

Nie, te emocje są już inne. Na początku bazowałem głównie na swojej intuicji i na tym, czego nauczyłem się w szkole. Dziś jestem bogatszy o warsztat, o doświadczenie, na którym mogę się oprzeć – zatem jest inaczej. Niemniej jednak w dalszym ciągu mam taką samą tremę, kiedy stoję za kulisami, jak kiedyś.




Czytaj także:
Rak to czas próby. Wywiad z Barbarą i Jerzym Stuhrami

Artur Barciś – bajkopisarz

Jest Pan autorem wielu felietonów, ale pisał Pan też bajki dla dzieci. Skąd pomysł na ten rodzaj twórczości?

Rzeczywiście, do pewnego czasu byłem felietonistą i felietonów napisałem sporo. Bajki natomiast to moja sporadyczna działalność, do tej pory napisałem ich kilka. Zwrócono się do mnie z prośbą, żebym napisał bajkę do książki, która miała pomagać dzieciom w wychodzeniu z ich problemów. Bajka ukazała się w książce „Bajkoterapia”, która powstawała pod opieką psychologów. Napisałem bajkę „Rubinek”. Była to opowieść o kamieniu szlachetnym – rubinie – który przypadkowo znalazł się w pudełku z kamieniami nieszlachetnymi, który wstydził się bardzo, że jest inny, brzydki i z tego powodu się czerwienił (finalnie okazało się, że jest piękny). Bajka bardzo się spodobała. Po jakimś czasie zgłosiło się do mnie inne wydawnictwo, dla którego napisałem bajkę o pewnej mrówce, która miała na imię Antek i uważała, że nie musi pracować, gdyż pochodzi od angielskich lordów.

Znajdował Pan przyjemność w pisaniu bajek?

Tak, to była frajda. Nie miałem natomiast czasu, by napisać  tych utworów więcej – tak, żeby na przykład wydać książkę.

Może teraz znalazłby Pan na to czas? Byłaby to ogromna gratka dla Pańskich fanów.

Może tak zrobię, do tej pory o tym nie myślałem. Wie pani, mnie to trzeba przymusić (śmiech). Musiałoby zwrócić się do mnie jakieś wydawnictwo i powiedzieć: „Chcielibyśmy wydać pana bajki, proszę napisać ich dziesięć”. – A do kiedy? – Do końca sierpnia. – Tak szybko? – Tak. – No to już, siadam i piszę. A jak mnie nikt nie naciska, to sobie siedzę i uczę się roli do kolejnego spektaklu.


Mateusz Pospieszalski z saksofonem

Czytaj także:
Mateusz Pospieszalski: Nie wszystko trzeba mówić wprost

Życie przeżyć godnie… dla samego siebie

Włącza się Pan w różne akcje mające na celu niesienie pomocy innym. Pomaga Pan, bo uważa to za obowiązek, za powinność, to wypływa z potrzeby serca?

Myślę, że nie sposób tego rozdzielić – potrzeba serca może być przecież rodzajem moralnego obowiązku. Co roku na przykład pomagam Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy – za każdym razem oddając namalowany przez siebie obraz na aukcję. W tym roku byłem szczególnie szczęśliwy, bowiem mój obraz osiągnął zawrotną sumę 7 500 zł. Lubię bawić się w malowanie – mówię „bawić się”, bo przecież nie jestem profesjonalnym malarzem. Maluję tylko to, co umiem – na przykład aniołki w czapeczkach. Właśnie skończyłem malować obrazek dla mojego wnuka – Gustawa, którego chrzest odbędzie się w najbliższą sobotę.

Jak niosąc pomoc, zachować roztropność? Tak wiele słyszy się o nieuczciwości.

Jeżeli ktoś nie chce pomóc, zawsze znajdzie powód, usprawiedliwienie na swoją bierność. Zupełnie niedawno sam dałem się nabrać, uczestniczyłem w akcji „Boję się ciemności”, która miała ratować  dziecku wzrok. Zrobiłem sobie nawet zdjęcie, które opatrzyłem hasztagiem: #bojesieciemności. Byłem przekonany, że pomagam potrzebującemu dziecku. Okazało się, że ktoś postanowił wykorzystać ludzką dobroć i w nieuczciwy sposób zarobić pieniądze. Takie oszukańcze akcje jak ta powodują, że ci, którzy generalnie są sceptyczni, stają się sceptyczni jeszcze bardziej. Mimo to pomagać trzeba.

Kiedy tak Pan sobie myśli o życiu, o tym, co w nim najważniejsze, to do jakich wniosków Pan dochodzi?

Wie pani, to jest trudne pytanie. Myślę, że w życiu najważniejsze jest życie. Sam fakt, że istniejemy, że jesteśmy, a mogłoby nas nie być. I to jest cudowne, wspaniałe. To po pierwsze. Po drugie – ważne jest to, co z tym życiem zrobimy, jacy będziemy, co po sobie zostawimy: szacunek czy nienawiść… a może w ogóle nikt nie będzie o nas pamiętał? Po trzecie – istotne jest to, żeby życie przeżyć godnie dla samego siebie.

Czego mogę Panu życzyć?

Niech mi pani życzy zdrowia, ponieważ najbardziej szczęśliwy jestem wtedy, gdy mogę uprawiać zawód, który kocham, a aktor musi być zdrowy, sprawny.

Niech więc to zdrowie, ta sprawność towarzyszy Panu jak najdłużej.

Bardzo dziękuję.




Czytaj także:
Jan Grzegorczyk: Wątpliwości nie szkodzą wierze. One są jak szczepionka

Tags:
aktorfilm
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
EGZORCYZM
Karol Wojteczek
Co zrobić, by szatan nie miał do mnie dostępu? Rozmowa z egzorcys...
2
JESUS ST. PETER HEAVEN ROSARY
Redakcja
Przychodzi św. Piotr do Jezusa: Chyba mamy jakieś lewe wejście do...
3
MONASTYCZNE WSPÓLNOTY JEROZOLIMSKIE
Kamil Szumotalski
Monastyczne Wspólnoty Jerozolimskie: dzień z życia braci i sióstr...
4
KOSZMAR
Michał Lubowicki
Kiedy śnią się zmarli. Jak to interpretować? Przejmować się czy n...
5
SUTANNA
Ks. Mateusz Szerszeń CSMA
Ks. Mateusz: Nie chcę, żeby ludzie się mnie bali. Nie zależy mi n...
6
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś 21 czerwca
7
BABY
Annalisa Teggi
Aborcja się nie powiodła, mój syn urodził się żywy. I przez godzi...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail