Aleteia

Nie pamiętam, kiedy byłem w swoim kościele parafialnym. A może warto wrócić?

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Ważne są intencje serca i głos własnego proboszcza, który oczywiście siłą nas nie powstrzyma, ale warto z nim porozmawiać. A może chodzić raz tu, raz tu?

W wakacje mamy nie raz okazję być na mszy świętej w innych niż zwykle kościołach, podpatrzeć specyfikę innych parafii, posłuchać imion innych niż zwykle biskupów i generalnie poczuć się trochę nieswojo podczas mszy świętej. Zawsze jednak w końcu lądujemy z powrotem u siebie.

Gdzie jest moja parafia?

Kiedy po urlopie osiadłem w swoich domowych pieleszach i przy swoim pracowniczym biurku, uświadomiłem sobie, że po nadmorskich wojażach wracam też do „swojej” parafii, która de facto w rozumieniu kościelnej administracji wcale nie jest „swoja”.

Co niedziela, a czasami częściej, chodzimy z żoną i córkami do kameralnego kościoła, w którym uczestniczyliśmy dawno temu w formacji Szkoły Nowej Ewangelizacji, a dziś spotykamy się co miesiąc w grupie małżeństw. Tak mocno już przyzwyczailiśmy się do tego miejsca, że czasami wręcz zapominamy, że przy tej samej ulicy co nasz blok stoi równie kameralny nasz kościół parafialny…

Warto pójść do proboszcza

Nie piszę tego tekstu po to, by kogokolwiek przekonywać do szukania w okolicy kościoła dla siebie, gdy cokolwiek w naszej parafii nam się nie podoba. Sytuacje są różne. My do „naszego” kościoła chodziliśmy jeszcze na studiach i tam zostaliśmy mimo kilku zmian lokalowych najpierw w związku ze ślubem, a potem już w trakcie małżeństwa. Terytorialnie mieszkaliśmy w tym czasie bodaj w czterech parafiach i w żadnej się nie zakotwiczyliśmy, bo mieliśmy „swoją” parafię.

Czy to źle? Myślę, że nie da się tu postawić jasnych granic. Żaden z naszych proboszczów nie robił nam problemów i to chyba powinien być jasny wyznacznik. Warto pójść do kancelarii, zgłosić swoją obecność pod skrzydłami parafii i poinformować o swojej chęci uczęszczania w mszach gdzie indziej. Jeśli proboszcz się sprzeciwia, warto się zastanowić i może na przykład chodzić raz tu, raz tu?

Argumenty są mocne

A co takiego jest w tej „naszej” parafii, do której chce nam się przemierzać całe miasto samochodem, zamiast iść piechotką do kościoła za rogiem? Pierwszy powód, który przychodzi mi na myśl jest banalnie prosty: zawsze siedzimy. Może kogoś zgorszę jego prozaicznością, ale bądź co bądź ma to znaczenie zwłaszcza przy małych dzieciach.

Drugi powód, również prozaiczny, to „infrastruktura”. Mamy pokój, tudzież korytarzyk, do którego można wyjść z wrzeszczącą pociechą czy nakarmić swobodnie niemowlaka, nie rozpraszając innych wiernych. Wiernych, których niemal wszystkich znamy osobiście – to także, chcąc nie chcąc, ma wpływ na przeżywanie Eucharystii.

Te przyziemne sprawy mają jednak mniejsze znaczenie przy pozostałych. Zawsze fascynowało nas, że w „naszej” parafii księża za każdym razem z takim samym nabożeństwem, delikatnością, a jednocześnie prostotą podchodzą do tajemnic, które sprawują. Są skupieni, nie ziewają, nie odprawiają mszy świętej jakby im się gdzieś spieszyło. Nie wiem, jak to robią, bo każdego może dopaść rutyna.

Kolejny powód to piękno liturgicznego śpiewu i dobór pieśni. Siostra, która za to odpowiada ma w sobie tyle samo talentu co pokory. Wychodzi z tego fenomenalna muzyczna oprawa. No i ostatni powód, jaki przychodzi mi na myśl, jakoś szczególnie dla mnie istotny to fakt, który swego czasu mocno mnie zastanowił i aż poszedłem do proboszcza z pytaniem: „Dlaczego nigdy nie czyta ksiądz zamiast kazania listów Episkopatu?”. Na co ksiądz odpowiedział krótko i treściwie: „Szkoda Słowa Bożego”. Rozwiał moje wątpliwości w pył.

Prymat Słowa Bożego

Nie mam nic przeciwko Episkopatowi i jego listom. Ale budzi się w mym sercu pewien zawód, gdy już nie mogę doczekać się wyjaśnienia Słowa Bożego, a zamiast homilii słyszę list pasterski, który z tym Słowem nie ma nic wspólnego. Oczywiście, list też może otworzyć nam na coś oczy, ale czy to jest to miejsce?

Każdy ma swoją wrażliwość i warto zachować zdrowy umiar, gdy myślimy nad wybieraniem kościoła, gdy coś w naszym nam się nie podoba lub mamy inny, do którego się już przyzwyczailiśmy, ewentualnie kiedy gdzie indziej jest nasza wspólnota. Ważne są intencje serca i głos własnego proboszcza, który oczywiście siłą nas nie powstrzyma, ale w imię posłuszeństwa komuś, kto de facto zastępuje nam na parafii biskupa, warto wziąć jego zdanie pod uwagę.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail