Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
niedziela 01/11/2020 |
Uroczystość Wszystkich Świętych
home iconKultura
line break icon

„Poszłam z Panem Bogiem na kawę”. Niezwykła opowieść o Ani Przybylskiej

ANNA PRZYBYLSKA

EAST NEWS

Marta Brzezińska-Waleszczyk - publikacja 28.09.17

Zapamiętamy ją jako policjantkę ze „Złotopolskich”. Ale rolą jej życia było bycie mamą drastycznie przerwane przez chorobę. Nieznane oblicze Przybylskiej przedstawiają autorzy jej biografii „Ania”.

Książka Grzegorza Kubickiego i Macieja Drzewieckiego „Ania” mogłaby zawierać adnotację, że wrażliwsi czytelnicy powinni przerwać lekturę jakieś 50 stron przed końcem. Wszystko dlatego, że z typowej opowieści o americam dream w polskich realiach, bez ostrzeżenia przenoszą akcję (może nie tyle oni, co samo życie) na szpitalne łóżko. A tu nawet najtwardsze serce zaczyna się kruszyć z każdą kolejną linijką. Mimo to, dotrwałam do zakończenia – i chcę Wam o nim napisać, bo to najmocniejszy punkt książki.

Marylka ze „Złotopolskich”

„Ania” to pierwsza oficjalna biografia Przybylskiej, aktorki, którą połowa Polski zapamięta z roli Marylki w „Złotopolskich”. Ale zanim zagrała sympatyczną policjantkę, trafiła na plan „Ciemnej strony Wenus” do Radosława Piwowarskiego. Reżyser, który właśnie miał lata świetności, odkrył talent Przybylskiej. Dzięki niemu dziewczyna z Gdyni wypłynęła na szerokie wody.

Z Piwowarskim zresztą połączą ją nie tylko role w kolejnych filmach, ale także nić wyjątkowej sympatii. W jednej z ostatnich sesji zdjęciowych dla „Gali” Przybylska godzi się wystąpić pod jednym warunkiem – tylko z reżyserem u boku. Piwowarski docenił ten gest, był już wtedy, jak sam mówi outsiderem, a ona wyciągnęła do niego rękę.

Pierwsza część książki, opowieść o tym, jak z agencji modelek Przybylska trafia na plan filmowy, a następnie pokazuje się u boku takich gwiazd, jak Cezary Pazura, Olaf Lubaszenko, gra u Bogusława Lindy to dla mnie, jako kogoś, kto nigdy nie był wielkim fanem aktorki, najmniej interesująca część biografii. Co nie zmienia faktu, że jest to książka świetnie udokumentowana, zawierająca wiele cytatów z udzielonych przez Przybylską wywiadów, wypowiedzi rodziny i przyjaciół (szkoda, że zabrakło rozmowy z mężem czy siostrą) i pięknie wydana (masa fotografii).


MAŁGORZATA OSTROWSKA-KRÓLIKOWSKA

Czytaj także:
Ostrowska-Królikowska dla Aletei: Nie zazdroszczę mężczyznom

Rodzina najważniejsza

Znacznie ciekawiej jest, kiedy autorzy uchylają rąbka tajemnicy o Przybylskiej prywatnie. Oczywiście, wiedziałam, że była żoną i matką, ale nigdy nie miałam pojęcia, że była niezwykle oddaną rodzinie kobietą, marzącą o dużej gromadce dzieci, cierpiącą z powodu dwóch poronień (jedno w piątym miesiącu ciąży), zawsze stawiającą dzieci i męża na pierwszym miejscu (hen przed wszystkimi mega propozycjami i intratnymi kontraktami).

Nie znaczy to jednak, że Przybylska zamieniła się w kurę domową – a gdzie tam! Owszem, na czas ciąży rezygnowała z grania, ale krótko po porodzie pojawiała się na planie filmowym, często z maleńkim dzieckiem przy piersi. Właściwie tam, gdzie się dało, zabierała ze sobą dzieci, bywało, że maluchy pojawiały się na konferencji prasowej, bo przytulenie się do mamy po prostu nie mogło poczekać.

Umiejętnie łączyła rolę wielkiej gwiazdy z byciem żoną i mamą trójki dzieci. Właściwie, gwiazdą to ona była tylko na planach filmowych (i nielicznych galach, na których się pojawiała). Za progiem domu zamieniała się w pedantkę (anegdotki o jej zamiłowaniu do sprzątania to opowieści na długie godziny), wybitną kucharkę (która taśmowo lepiła pierogi i robiła genialne śledzie w oleju lnianym) i troskliwą, czułą mamę. A także lwicę strzegącą domowego ogniska.


SELENA GOMEZ W SZPITALU

Czytaj także:
Selena Gomez przeszła przeszczep. Kto uratował jej życie?

Na wojnie z paparazzimi

Przybylska była jedną z pierwszych ofiar tabloidów, która szczególnie mocno doświadczyła ich wścibstwa. Tym mocniej, im bardziej chroniła swoją prywatność, nie pozwalała na fotografowanie dzieci i wystawanie pod ich przedszkolem. Legendą są kłótnie, w jakie zdarzało się jej wdawać z nieszanującymi prywatności dziennikarzami (mające finał nawet na komisariacie policji).

Na szczególne tory wojnę wprowadziła choroba Ani, a apogeum stał się wyścig plotkarskich portali o to, kto pierwszy poda informację o śmierci aktorki. Po takim fake newsiePrzybylska odebrała telefon od jednego ze zdziwionych dziennikarzy, przekazując mu „pozdrowienia z zaświatów”. Bo taka była – potrafiła powiedzieć dosadnie, a nawet zakląć jak szewc. A jednocześnie, jak wynika z obficie cytowanych opisów przyjaciół, była niezwykle krucha i delikatna. I bardzo bała się śmierci.

Choroba uczy pokory

W jednym z wywiadów wyznała:

„Boję się umierania… Bardzo się boję. Wiem, że śmierć jest nieunikniona, całe życie się z nią oswajamy. Ale może dlatego, że mam rodzinę, nie potrafię pogodzić się z myślą, że ktoś będzie po mnie płakał. Ja umieram i mam święty spokój, ale po mnie zostaje żal matki czy rozpacz dziecka. To jest irracjonalne, ale często myślę o tym, jak bardzo skaleczyłabym swoje dzieci, gdybym przedwcześnie umarła. One już nigdy nie byłyby tymi samymi beztroskimi, pogodnymi dziećmi co teraz. Czuję się wtedy strasznie”.

Mocno zaangażowała się w pomoc chorym, zarejestrowała się w fundacji DKMS jako potencjalny dawca szpiku:

„Człowiek zdrowy nie myśli o chorobach, nie chce zastanawiać się nad nieszczęściem, uważając, że to go nigdy nie dotknie. Ale choroby, niestety, też są dla ludzi. Obcowanie z cierpiącymi, zwłaszcza dziećmi, uczy pokory wobec życia”.

Ania wiedziała, że odchodzi. Podejmowała leczenie, szukała terapii za granicą, ale kiedy kolejne środki nie przynosiły skutku, szykowała się na ostateczność. A jednocześnie, nadal miała nadzieję. Krzysztofowi Jaroszyńskiemu, który pisał dla niej monodram, powiedziała: „Jak tylko wyzdrowieję, będę do Twojej dyspozycji, ale teraz nie. Błagajmy oboje Boga, żeby wszystko było dobrze”.




Czytaj także:
Jak córka z matką, czyli intymna opowieść o Annie Seniuk

Chciałabym się jeszcze pomęczyć

W ostatnich miesiącach życia zaczęła regularnie chodzić do kościoła. Kiedy nie miała siły, prosiła, by zawieźć ją na wózku. Od elżbietanek z orłowskiego klasztoru uczyła się odmawiania różańca. W domu postawiła krzyż i zdjęcie zmarłego taty, którego prosiła, by jeszcze jej nie zabierał, bo nie jest gotowa.

Spotkała się z zaprzyjaźnionym z rodziną księdzem, wyspowiadała. W jednym z ostatnich wywiadów przyznała, że „poszła z Panem Bogiem na kawę”. Swojej mamie z ulgą wyznała, że Dominik (pierwszy maż, wzięli rozwód), jako wdowiec, będzie mógł wziąć ślub kościelny. Martwiła się, co będzie z jej dziećmi, kiedy umrze. „Pewnie ludzie będą mówili: Przynajmniej się już nie męczy. A wiesz, ja bym chciała się jeszcze pomęczyć, byle tylko żyć…” – wyznała przyjaciółce.

Odeszła cichutko i spokojnie, przy mężu, mamie i siostrze. Krystyna Przybylska tak to wspomina: „Jeszcze wstałam, wzięłam ją za rączkę i szepnęłam: Dziecko nic się nie martw, wszystko będzie dobrze. Już nie odpowiedziała, tylko spod powiek popłynęły jej dwie łzy. Może mnie jeszcze usłyszała?”. Mama Ani po śmierci córki znalazła jej złoty notes, w którym zapisywała wszystkie piękne miejsca w Polsce, których nie widziała, a które chciała pokazać dzieciom. W miarę możliwości zabiera tam wnuki.

G. Kubicki, M. Drzewiecki, Ania, Wydawnictwo Agora 2017

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
aktorkabiografiachoroba
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
ABORCJA
Michał Lubowicki
Twoja wiara nie ma nic do rzeczy w kwestii ab...
Theresa Aletheia Noble
Dobra spowiedź. 10 cennych rad od księży
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
PAPIEŻ PRZYTULA CHOREGO MĘŻCZYZNĘ
Marine Soreau
„Papież nie bał się mnie objąć”. Opowieść czł...
ST JOSEPH,THE WORKER CARPENTER, JESUS,CHILDHOOD OF CHRIST
Philip Kosloski
Ta starożytna modlitwa do św. Józefa podobno ...
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś [28 paździe...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail