Aleteia

Żona i mama: jak pogodzić te role, gdy rodzi się pierwsze dziecko

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Pierwsze miesiące życia dziecka to trudny okres dla związku. Zapytaliśmy kilka mam, jak sobie z tym poradziły. Słowo klucz? Pobłażliwość.

Macierzyństwo wywraca życie kobiety do góry nogami… Jej męża również! Małżeństwo musi nauczyć się bycia razem we trójkę, z dzieckiem. Każdy musi znaleźć swoje miejsce w tym nowym schemacie rodzinnym, i to wcale nie jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać. Zapytaliśmy Émilie, Camille, Sarah et Amélie, cztery młode mamy, jak one sobie z tym poradziły. Oto ich rady.

Zaakceptuj, że narodziny dziecka wywracają wszystko do góry nogami

Tak, pomimo tylu przygotowań pojawienie się dziecka w rodzinie można porównać do przejścia tsunami, które poturbuje każdego. Dziecko pojawia się w związku skupionym dotąd na sobie, poświęcającemu czas wyłącznie sobie. Dla Sarah to były trudne tygodnie:

Nasze małżeństwo było dotąd bardzo stabilne. Przyjście na świat dziecka, kiedy przeszliśmy od bycia we dwoje do bycia we troje, kiedy przestaliśmy być wyłącznie parą, a staliśmy się rodzicami, wystawiło nasz związek na próbę. Po ciąży, którą spędziłam w łóżku i bardzo trudnym porodzie, mieliśmy problem, by się odnaleźć. Zarwane noce, moje niedomagania, trudności z zajmowaniem się noworodkiem i to, że dziecko spało w naszej sypialni – to wszystko sprawiło, że nasze małżeńskie życie zostało jakby wzięte w nawias.

Nowy członek rodziny budzi was co noc o drugiej albo trzeciej, domaga się przytulenia, mleka i pieszczot. To naprawdę jest zmiana, do której trzeba się przygotować, by móc się przystosować do nowego rytmu.

Nasze życie we dwoje też zostało wywrócone do góry nogami, gdy urodziło się pierwsze dziecko – opowiada Camille. – Nie spodziewaliśmy się, że będziemy tak zmęczeni, że noce będą ciągle zarwane. Czas spędzany we dwoje nagle skurczył się: mieliśmy problem, żeby razem zjeść posiłek. Karmiłam i usypiałam małą w momencie, kiedy mąż szedł spać. Trzeba było dwóch miesięcy, żebym mogła kłaść się o tej samej porze co mąż. Jak to się przedłużało!

Niektórym małżeństwom udaje się przed ten okres przejść znacznie łagodniej. Emilie, której mąż bardzo pomagał, ma dobre wspomnienia z pierwszych tygodni z dzieckiem. Często przyjście na świat drugiego i trzeciego dziecka już nie jest tak trudne dla małżeństwa, wszystko wydaje się prostsze, bo role ojca i mamy są już „opanowane” i „przećwiczone”.

Nie być tylko samą z dzieckiem i codziennie angażować tatę

Rada do zapamiętania: uważajcie, by nie wykluczać męża i włączać go jak najbardziej w relację z dzieckiem. Ale nie jest to tak proste, jak się wydaje. Rzeczywiście, więź pomiędzy mamą a dzieckiem zawiązuje się instynktownie i w sposób naturalny, co może być trudne do przyjęcia dla męża, pozbawionego radości i cieni ciąży, karmienia itd. Angażujcie więc mężów w opiekę nad pierwszym dzieckiem. To przyniesie wam ulgę, on będzie się czuł użyteczny i oboje na tym zyskacie.

Dla niektórych mężczyzn relacja ojciec/dziecko nie jest oczywista od pierwszych miesięcy. Trudno im znaleźć odpowiednie gesty, zwłaszcza w kontakcie z noworodkiem. Trzeba być cierpliwym. Dlaczego nie zaproponować mężowi na przykład, by zajął się kąpielą malucha w weekendy? Tylko on… Będzie miał okazję do „sam na sam” z dzieckiem, a Ty zyskasz chwilę wolnego czasu. Ojciec może podać dziecku butelkę z mlekiem, zmienić pieluchę, zaśpiewać kołysankę (męskie głosy uspokajają często szybciej!). Daj mężowi konkretne zadanie i nie oczekuj, że sam się domyśli czy instynktownie odgadnie, co mógłby zrobić.

 

Nie mów wyłącznie „dziecko”

Camille radzi mądrze, by nie skupiać się wyłącznie na dziecku.

Po kilku tygodniach, a zwłaszcza po powrocie taty z pracy, odkrywamy, że mąż ma swoje życie poza duetem mama/dziecko i że ważne jest, by poświęcić mu uwagę. Kiedy wraca, pytaj: „Jak minął dzień? Jak się pracowało? Zadowolony z siebie?”. Wtedy odrywasz się od dziecka i włączasz w życie męża.

Organizujcie razem wspólną podróż – nawet daleką albo planujcie jakiś inny wspólny projekt (przeprowadzka, remont…), które nie dotyczą bezpośrednio dziecka. To dostarczy wam tematów do rozmów i pozwoli się oderwać myślami od dziecka, być sam na sam z mężem. Camille radzi także, by przewidzieć „randkę”, czas tylko we dwoje, nawet jeśli to kwestia odległa.

Gdy urodziła się Élisabeth zaczęłam planować czterodniowy wyjazd z mężem do Londynu, na przyszły rok. Tak na zasadzie zaworu bezpieczeństwa, i choć nic nie eksplodowało, na myśl o podróży zawsze mogłam się uśmiechnąć wyobrażając sobie naszą podróż zakochanych!

Znajdź też coś specjalnie dla Ciebie. Zawsze marzyłaś, by grać na jakimś instrumencie? Napisać książkę? Prowadzić bloga? To jest właśnie ten moment, by zacząć się uczyć czegoś nowego. (Chociaż, może poczekaj, aż dziecko zacznie przesypiać noce:).

 

Bądź pobłażliwa dla siebie, miej dla siebie czas

Pierwsze tygodnie i miesiące po porodzie to czas wyczerpujący fizycznie i psychicznie, dlatego ważne jest, by mieć czas dla siebie.

Dopiero po trzech miesiącach poczułam się lepiej. Czekałam aż stanę na nogi, by zacząć o siebie dbać, próbować odzyskać formę, lepiej się ubierać, być piękniejszą… – mówi Camille.

Ciało po ciąży i porodzie nie jest już idealne i to nas przygnębia. „Odnotowuje” to przejście z etapu młodej kobiety do etapu matki, psychika również.

Ważne, by mówić o swoim zmęczeniu i emocjach mężowi, przyjaciółkom, rodzinie… Tak, by nie załamać się i przekonać, że wiele kobiet przez to samo przechodziło. Na szczęście, Camille nigdy nie miała kompleksów z powodu swojego ciała.

Nie o to chodzi, że straciłam wszystkie zbędne kilogramy ot tak i odzyskałam szybko figurę, ale mój mąż zawsze uważał, że jestem ładna i nie przestawał mi tego powtarzać. I to jest bardzo ważne!

Radzi odpuścić i przede wszystkim „nie panikować porównując swoje życie po porodzie do tego sprzed. Wszystko szybko się zmienia!”.

Zadbaj o siebie. To dobre na morale!

Amélie bardzo o siebie dba, jest kobieca, a jednak po porodzie odkryła, że dbanie o urodę nie jest dla niej proste:

Lakier na paznokciach to najmniejsze z moich zmartwień, a makijaż ograniczył się do minimum…

Pomiędzy karmieniem co trzy godziny, pieluchami, zakupami, praniem, kolkami na koniec dnia… Nic dziwnego, ale nie poddawaj się. Chodź z dzieckiem do fryzjera i kosmetyczki… To bardzo podnosi morale (i jest mniej kaloryczne niż czekolada).

Emilie nie czekała długo, by się za siebie wziąć.

Gdy tylko mogłam poszłam do fryzjera, po pięciu miesiącach spędzonych w łóżku w ciąży to było konieczne dla poprawy mojego zdrowia psychicznego – śmieje się.

Podobnie Camille:

Szybko, po dwóch albo trzech tygodniach poczułam taką potrzebę, by coś dla siebie zrobić. Kupiłam kilka ładnych ubrań, dobre szampony i mydła… Drobne rzeczy, a tak zmieniają życie młodej mamy. A poza tym mąż był mile zaskoczony, widząc mnie znowu w formie i to działa!

Czytaj także: Piękno domowego porodu

Nowa fryzura, nowe ubrania… Wydają Ci się zbyteczne? O nie, to ważne dla twojej kobiecości, byś nie zagubiła jej pomiędzy pieluchami i karmieniem. Pamiętaj, dbając o siebie, dbasz o męża.

 

Spędzaj czas we dwoje, bez dziecka… Jak dawniej

Sarah to wie. Nie mieli życia intymnego z mężem przez długi okres ciąży i wiele miesięcy po porodzie. To był ciężki czas dla jej męża.

To, co nam pomogło, to wspólne wyjścia tylko we dwoje. Zaczęliśmy wychodzić, gdy dziecko miało miesiąc. Wyjście we dwoje pozwala żyć nie tylko tym, co związane z dzieckiem, odświeża porozumienie, odnawia więź i buduje nowe wspomnienia we dwoje. Niedawno zrobiliśmy sobie weekend zakochanych i to było wspaniałe.

Jak mówi Camille:

Od kiedy znów mamy dla siebie kilka wieczorów, to jest magiczne: korzystamy z nich bardziej niż przed narodzinami dzieci.

Zaakceptować swój nowy status: mamy, nie zapominając o tym – małżonki

Dziś moje życie mamy i żony jest w miarę zrównoważone, ale dlatego, że poświęcam temu dużo uwagi – mówi Sarah. Pierwsze miesiące wiele mnie nauczyły, powiedziałam sobie, że nie chciałabym „stracić” męża wraz z narodzinami dziecka. Jeśli oboje małżonkowie zdają sobie sprawę, że trzeba dbać o związek, można odnaleźć w tym wszystkim równowagę.

Trzeba zaakceptować tę nową sytuację i korzystać z pomocy męża. To „ćwiczenie” powtarzamy z każdym razem, gdy przez nasze życie przetacza się „tsunami” (przeprowadzka, choroba, nowe dziecko… albo dwa w tym samym czasie). Tak jak nie ma idealnej matki, nie istnieje idealna żona. Nie ma na to „złotej recepty”… Ważne, byśmy umiały po prostu być pokorne i prosić Boga o pomoc, by sprostać obowiązkom i znaleźć w wypełnianiu ich radość.

 

Tekst pochodzi z francuskiej edycji portalu Aleteia

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail