Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Adwokat diabła”. Nie tylko Keanu Reeves – to stanowisko istniało w Kościele naprawdę

ADWOKAT DIABŁA
COLLECTION CHRISTOPHEL/EAST NEWS
Kadr z filmu "Adwokat Diabła"
Udostępnij

20 lat filmu kontra ponad 2000 lat historii…

Równe 20 lat temu wszedł na ekrany amerykańskich kin Adwokat diabła” – film, w którym, po raz pierwszy zdaniem wielu krytyków, postać Księcia Ciemności zarysowana została tak sugestywnie i przekonywająco. Niewątpliwa w tym zasługa wcielającego się w szatańską rolę Ala Pacino.

Ale choć w przypadku filmu tytuł diabelskiego adwokata traktować należy całkowicie dosłownie, nie każdy pewnie wie, iż stanowisko” tak określane we wspólnocie Kościoła katolickiego rzeczywiście funkcjonuje (wspominaliśmy o tym nawet w jednej z katopedii). Nie ma jednak wiele wspólnego z obroną samego Szatana (choć zdarzały się i próby postawienia go przed ziemskim sądem).

 

Adwokat diabła czyli Promotor Wiary, czyli Promotor Sprawiedliwości

„Adwokatem diabła”, a właściwie Promotorem Wiary nazywany jest urzędnik kościelny, którego zadaniem pozostaje doszukiwanie się przyczyn, dla których kandydat na błogosławionego lub świętego nie zasługuje na ten zaszczyt (swoją drogą – zauważyliście, że w naszych czasach rolę tę chętnie biorą na siebie niektóre media? ;-)). Powołanie urzędu Promotora Wiary (określanego teraz częściej mianem Promotora Sprawiedliwości) przypisywane jest powszechnie szesnastowiecznemu papieżowi Sykstusowi V, aczkolwiek pełniący funkcję „adwokatów diabła” asystenci pojawiali się już w procesach kanonizacyjnych w okresie tzw. niewoli awiniońskiej (1309-1377).

Rzeczywiście, jednak to Sykstus V, zapisany w historii Kościoła jako autor gruntownej reformy administracyjnej Kurii Rzymskiej, określił jednolite normy prawne, którymi od tej pory miała się kierować przy kanonizacjach nowo powołana Kongregacja Obrzędów. Sykstus nie bez powodu nazywany był przy tym żelaznym papieżem” – prócz reformy zasłynął on bowiem szczególnie gorliwą walką z rozsiewanym przez niektórych wiernych, ale i samych duchownych, zgorszeniem.

Elementem takiej „polityki” było również nasilenie troski o to, aby wszyscy darzeni przez lud kultem święci byli rzeczywiście tego kultu godni. Innymi słowy chodziło o to, by wykluczyć możliwość, że wyniesionemu na ołtarze delikwentowi wyciągnie ktoś w przyszłości jakiekolwiek podważające jego świętość „brudy”. Mogłoby to nie tylko osłabić gorliwość i zaangażowanie religijne wiernych, ale też spowodować szereg problemów natury, rzeklibyśmy, technicznej (cóż bowiem uczynić np. ze świątyniami oddanymi pod wezwanie pohańbionego „świętego”?). Dlatego też do Promotora Wiary, który „brudy” te wyciągać miał zawczasu, przylgnęło określenie „adwokata diabła”.

 

Procedura wyklarowana za pontyfikatu Sykstusa V funkcjonowała bez znaczących zmian przez niemal 400 lat (zainicjowana przez niego reforma Kolegium Kardynalskiego też zresztą przetrwała do XX wieku). Promotor Wiary był w niej zaledwie częścią większej machiny, której celem było krytyczne badanie życiorysu i spuścizny kandydata na ołtarze. Wcześniej bowiem wnikliwej analizie ze strony tzw. cenzorów podlegały np. pisma kandydata (również prywatne), które badano pod kątem prawowierności (ortodoksyjności doktrynalnej). Przedstawiciele wydzielonej w 1969 r. z Kongregacji Obrzędów Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych przyznawali niejednokrotnie, że większość wstrzymanych postępowań kanonizacyjnych utknęła właśnie na tym etapie.

Dopiero zatwierdzenie prawowierności pism i wprowadzony w 1940 r. nihil obstat (czyli potwierdzenie, że żadna z watykańskich kongregacji nie pozostaje w posiadaniu materiałów nt. kandydata, które podważałyby opinie o jego świętości) przenosiły sprawę do tzw. „fazy rzymskiej”, gdzie do akcji wkraczał ów niesławny „adwokat diabła”, czyli Promotor Wiary. Rozpoczynał on pisemny (i czasem wieloletni) dialog z „obrońcą”, wskazując na możliwe zastrzeżenia co do świętości, prawowierności czy heroiczności cnót kandydata. Gdy wszelkie wątpliwości udawało się rozwiać, argumenty obu stron przedstawiane były członkom kongregacji w formie drukowanego tomu, zwanego positio. W kolejnym etapie procesu rolą Promotora Wiary pozostawało m.in. sformułowanie listy konkretnych pytań przekazywanych do diecezji miejscowej kandydata na ołtarze, gdzie powoływany na potrzeby procesu specjalny trybunał stawiał je przesłuchiwanym w sprawie świadkom.

 

Jan Paweł II i koniec adwokatów

Dość gruntowne zmiany w procedurze przyniosła dopiero konstytucja apostolska Divinus perfectionis Magister wydana przez Jana Pawła II 25 stycznia 1983 r., dzięki której proces wynoszenia kandydata na ołtarze został znacząco uproszczony. Podwójny proces kanoniczny (zwyczajny i apostolski) zastąpiony został jednym, nadzorowanym przez biskupa miejsca. Procedurę prawnego dialogu z obrońcą, która pozostawała główną domeną Promotora Wiary, zamieniono zaś na kolegialny proces badawczy mianowanych przez Promotora relatorów (konsultorów teologicznych). Funkcja „adwokata diabła” w dawnym swoim rozumieniu została zniesiona.

Co ciekawe, po śmierci Jana Pawła II znaleźli się i tacy medialni „adwokaci diabła” zarzucający mu zbytnie uproszczenie procedury wynoszenia kandydatów na ołtarze, która od roku 1983 ma charakter mniej prawniczy, a bardziej naukowo-badawczy.

Warto przy tym pamiętać, że urząd Promotora Sprawiedliwości, choć z innymi kompetencjami, istnieje również przy każdej diecezji, gdzie Promotor bierze udział m.in. w sprawach o stwierdzenie nieważności małżeństwa. W ustawie o ustroju sądowniczym Państwa Miasta Watykan funkcja Promotora Sprawiedliwości (niezbyt poprawnie utożsamiana dziś z rolą „adwokata diabła”) odnosi się zaś do urzędu naczelnego watykańskiego prokuratora (i ma on co w tym minipaństewku robić).

A diabeł? Cóż, na nic zdałyby się oratorskie talenty jego obrońców, wobec nieodwoływalnego braku skruchy samego zainteresowanego

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail