Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bóg lubi modlitewnych narwańców [sobotnia Ewangelia przy kawie]

EWANGELIA PRZY KAWIE
Shutterstock
Udostępnij

Ks. Przemek KAWA Kawecki: Kobieta z Ewangelii, która robi raban pod drzwiami sędziego, walczy o swoją godność. Widzę tu waleczną, dojrzałą kobietę, która wie, czego chce od życia.

Katarzyna Szkarpetowska: Jezus opowiada uczniom przypowieść o wdowie, która przychodziła do sędziego, aby ten wziął ją w obronę. W Ewangelii czytamy, że kobieta naprzykrzała się urzędnikowi. Bycie natrętnym to może i skuteczny sposób, by uzyskać to, na czym nam zależy, ale czy elegancki?

Ks. Przemek KAWA Kawecki: Przypowieść o natrętnej wdowie to nie jest podręcznik savoir vivre’u, ale opowieść o tym, jacy mamy być na modlitwie: natarczywi, nieustępliwi, gorliwi, wytrwali. Najwyraźniej Bóg lubi narwańców.

Z drugiej strony, wdowa musiała być w takim położeniu, była tak zdesperowana, że nie miała już nic do stracenia. Dotknęło ją coś tak trudnego, że przestało ją obchodzić, co pomyślą ludzie – postanowiła walczyć do końca. Przestała dbać o pozory.

 

My na co dzień lubimy dbać o pozory?

W życiu często koncentrujemy się na pozorach, na tym, co zewnętrzne, a nie widzimy lub nie chcemy widzieć tego, co naprawdę ważne. To trochę jak ze słuchaniem rapu – wiele osób słyszy tam tylko wulgaryzmy, ale nie jest w stanie usłyszeć prawdziwego przekazu, jaki wysyła artysta. Mam nadzieję, że Pan Bóg zwraca bardziej uwagę na to, co chcemy Mu powiedzieć, niż na formę, w jakiej to robimy.

Kiedy czytam dzisiejszą Ewangelię, to w pierwszej kolejności myślę o godności tej kobiety, o tym, jak się czuła. Sytuacja, w której się znalazła, była dla niej bardzo trudna. Kobieta nie miała w nikim oparcia, do tego musiała pokonać wstyd, ukorzyć się, przyznać, że jest bezradna. Czy bycie bezradnym, proszącym, a w końcu konieczność bycia nachalnym ze względu na trudne życiowe położenie, nie pozbawia człowieka godności?

W pierwszym odruchu odpowiedź wydaje się jasna, ale z drugiej strony mam wrażenie, że kobieta, która robi raban pod drzwiami sędziego, walczy właśnie o swoją godność – chce zmienić swoje położenie.

Egzegeci mają różne pomysły, o co mogła tak usilnie walczyć. Być może chciała, aby sędzia potwierdził jej prawa do spadku po mężu. Może chciała, aby ktoś zmusił opornego szwagra do wypełnienia prawa lewiratu. A może w końcu powód był jeszcze inny. Generalnie jednak w tej przypowieści nie widzę osoby słabej, bezradnej… Widzę waleczną, dojrzałą kobietę, która wie, czego chce od życia.

Świadomość, że jesteśmy słabi, bezradni nie zawsze musi być porażką. To często początek drogi do lepszego, nowego życia – pod warunkiem, że wiemy, kogo prosić o pomoc.

A jeśli nie wiemy i trafimy pod niewłaściwy adres?

No to mamy kilka kłopotów więcej. Współczesne tempo życia sprawia, że wielu ludzi czuje, że nie daje rady. Że brakuje im tchu, aby wyrobić normy, spełnić oczekiwania managera, pracodawcy, żony, męża…

Ulegając temu szaleństwu, dopiero odczujemy, co to znaczy być upokorzonym. Ostatnio jedna z moich znajomych, dwudziestokilkuletnia dziewczyna, wylądowała w szpitalu i po kilku godzinach badań oraz obserwacji otrzymała od lekarza, oprócz kroplówki na wzmocnienie, zasadniczą poradę: musi pani trochę więcej odpoczywać.

Zastanawiam się, gdzie leży granica. Czy każdy człowiek ma własną? Do którego momentu warto prosić? Po czym poznać, kiedy odpuścić?

Z doświadczenia wiem, że jeśli chodzi o Pana Boga, to nie warto odpuszczać nigdy! Natomiast jeśli chodzi o nasze ludzkie relacje, to są takie sytuacje i okoliczności, poza którymi kończy się szacunek do samego siebie. Więc czy zawsze warto prosić? Nie zawsze, ale o co warto prosić, jak i kiedy, to już musi wiedzieć każdy z nas.

Sędzia wziął wdowę w obronę, żeby „nie przychodziła bez końca”, żeby dała mu w końcu spokój. A z jakich powodów Bóg bierze nas w obronę?

Sędzia wziął wdowę w obronę, bo miał dosyć cyrków, jakie robiła mu pod drzwiami. Poza tym podobno grecki oryginał sugeruje, iż obawiał się, że kobieta podbije mu oko (śmiech). Jezus miał naprawdę fajne poczucie humoru, skoro opowiadał tak zwariowane i paradoksalne przykłady.

Przypowieść nie podaje jednak precyzyjnego powodu, dlaczego sędzia wziął wdowę w obronę. Można by odpowiedzieć: pomógł, bo mógł. Bo miał taką możliwość, taką moc. A z jakich Bóg bierze nas w obronę? Z takich samych, z jakich ojciec broni dzieci.

 

Ewangelia na sobotę: Łk 18, 1-8

„Sobotnia Ewangelia przy kawie” to przygotowany dla Aletei cykl rozmów Katarzyny Szkarpetowskiej z ks. Przemkiem KAWĄ Kaweckim SDB. Nasi rozmówcy co tydzień dzielą się z nami ciekawymi i nieoczywistymi myślami inspirowanymi fragmentem Ewangelii przeznaczonym w liturgii Kościoła na każdą sobotę.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail