Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Roman Bosski z Firmy: Bóg jest jak Don Vito Corleone

ROMAN BOSSKI
EAST NEWS
Udostępnij

Roman Bosski, raper z legendarnej Firmy, dziś prezes Drużyny Mistrzów opowiada o zdrowiu fizycznym i duchowym, pracy z trudną młodzieżą i o tym, kim dla niego jest Bóg.

Roman Bosski, polski raper, niegdyś członek jednego z najbardziej ekstremalnych zespołów polskiej sceny muzycznej – Firma. Aktualnie prezes fundacji Drużyna Mistrzów zajmującej się profilaktyką uzależnień, promowaniem pozytywnych wartości i szeroko pojętym wzmacnianiem młodych ludzi. Na co dzień mąż i ojciec trójki dziewczyn opowiada o Bogu Ojcu, który jest jak Don Vito Corleone i wylądowaniu na ulicy, które dziś pomaga mu lepiej zrozumieć ludzi, do których mówi.

 

Ks. Przemysław KAWA Kawecki SDB: Co dla Ciebie znaczy powiedzenie: „W zdrowym ciele, zdrowy duch”?

Roman Bosski: Mój rozwój fizyczny polega na nieustannym trzymaniu dyscypliny i pokonywaniu lenistwa, dzięki czemu moje ciało jest w miarę zdrowe i rozruszane. Jeśli duch ma być zdrowy, to też trzeba go rozruszać, stosując pewne praktyki, które również wymagają rozwoju, dojrzewania. Stagnacja, pozorny komfort,  inercja nie służy ani ciału, ani duchowi.

Kiedy odkryłeś, że rozwój duchowy jest równie ważny jak fizyczny?

Od dawna miałem tendencję do poszukiwania, filozofowania, do szukania ontologicznego sensu bycia (śmiech). Rozwój duchowy był dla mnie zawsze ważniejszy niż fizyczny. Powiem więcej, rozwojem fizycznym zajmuję się znacznie krócej. Po szkole średniej trafiłem nawet na Uniwersytet Jagielloński na filozofię, a zaraz potem na religioznawstwo. W mojej głowie zawsze krążyły myśli: jaki jest sens życia, czemu istnieję, po co to wszystko. Czuję, że jestem istotą, która ma wbudowaną potrzebę rozwijania się duchowo.

 

Roman Bosski: My to mrówki, a Bóg to makler

Życie duchowe prowadzi wprost do pojęcia Boga. Kim On jest dla Ciebie?

Czasami używam takiego – może nie do końca fortunnego – porównania, ale mam wrażenie, że my jesteśmy jak mrówki, a Bóg jest maklerem, który ma nam wyjaśnić zasady działania giełdy i może dlatego tak ciężko zrozumieć Jego istotę. Po latach poszukiwań, przejścia przez różne schematy myślowe i poznawcze na temat Boga, dzisiaj staram się szukać Go w modlitwie. Siadam, próbuję się wyciszyć, wsłuchuję się w siebie i zadaję Mu to pytanie: kim jestem ja i kim jesteś Ty?

Na ile przekonuje Cię koncepcja Boga, który jest Ojcem?

Jestem przekonany na 100% – JP na 100% (śmiech) Myślę, że Bóg jest Ojcem, którego chyba nigdy tak naprawdę nie miałem, a którego chciałbym mieć. Taki ktoś, kto jest nade mną, opiekuje się mną, ale czasem, jak Don Vito Corleone, potrafi postawić prostym gestem do pionu. W filmie „Ojciec Chrzestny” jest taka scena,  kiedy do Don Corleone przychodzi jego chrześniak, który chciał być gwiazdą. Rozpłakał się, bo nie dostał angażu do filmu. Wtedy Ojciec Chrzestny złapał go za ramię i powiedział: „Nie płacz, nie maziaj się, jak ty wyglądasz! Jesteś facetem! Weź się w garść!”. Mam wrażenie, że Bóg zachowuje się tak czasami wobec mnie. Ilekroć się modlę, ilekroć jestem czynny w praktyce duchowej, mam poczucie, że Bóg zsyła na mnie spokój. Pojawia się jakiś taki niewidzialny głos w mojej głowie, który mówi: nie przejmuj się kłodami, wszystko jest dobrze. Mam plan wobec ciebie, więc się nie bój i trwaj! Wszystko idzie w dobrym kierunku. Czasami coś będzie bolało, ale to element gry, w ogólnym rozdaniu wyjdzie ci na dobre.

 

Firma i królowie ulicznego rapu

Gdzie był Bóg, kiedy przez kilka lat, wraz z kolegami z Firmy, byłeś królem ulicznego rapu?

Z perspektywy minionych lat widzę, że na ulicę wpadłem z braku ojca, ale ważną rolę odegrała również – jak w życiu każdego młodego człowieka – chęć akceptacji. Kiedy byłem nastolatkiem, bycie na ulicy oznaczało niesamowity prestiż i szacunek ludzi wokół. A ja zawsze żyłem po to, aby ludzie mnie dostrzegali i akceptowali. To było dla mnie najważniejsze. Ale nawet wtedy, kiedy zdarzało mi się zrobić coś złego, miałem wewnętrzne odczucie ponurej energii, której pozwoliłem wejść do mojego serca. Wiedziałem, że to nie jest dobre. Czułem, że Bóg może nie jest mną zawiedziony, ale patrzy na mnie i myśli sobie: wyposażyłem cię w dary, talenty, a ty odwalasz takie akcje. Dzisiaj czuję, że musiałem przebyć taką drogą, aby po kilku latach wiedzieć, jak ważne jest ratowanie innych dusz, aby nie wpadły w te same sidła.

Dziś sam jesteś ojcem, jesteś wychowawcą. Jak doświadczenie bycia na ulicy pomaga Ci w prowadzeniu Drużyny Mistrzów?

Moje bycie w Firmie jest, paradoksalnie, błogosławieństwem, bo ludzie widzą pewną zmianę, która dokonała się w moim życiu. Wielu młodych, oglądając moje klipy, słuchając mojej muzyki, spotykając się ze mną na koncertach czy zajęciach profilaktycznych, może sobie pomyśleć: On szedł tą drogą, którą ja idę, a teraz z jakiegoś powodu idzie inną drogą. Nie sprzedał się, nie postradał zmysłów, ale z jakichś przyczyn zmienił szlak na inny. Dlaczego? Mam teraz szesnaście, siedemnaście, dwadzieścia lat, on ma trzydzieści pięć. To może wezmę z niego przykład? Może coś w tym moim życiu jest nie tak, bo skoro on zmienił szlak, to coś musiało być nie tak.

Oczywiście, ja nigdy nie wszedłem na level totalnego zdemoralizowania i całkowitej anihilacji dobra w swoim sercu (śmiech). Wylądowałem tam, gdzie wylądowałem, ale cały czas była to trochę taka psychiczna męczarnia. Z jednej strony wiedziałem, że pracuję na szacunek u ludzi, że wyrabiam jakąś pozycję, ale z drugiej strony nie czułem się z tym dobrze. Ciągle czułem tę ponurą energię w sobie. W pewnym momencie powiedziałem: dosyć, już nie mogę dłużej tak żyć! Powiedziałem: STOP! Wielu ludzi nie mówi stop i kończy źle. Mnie udało się wyhamować. Dzisiaj to doświadczenie pomaga mi na wielu płaszczyznach. Mogę pojechać wszędzie: zakład karny, poprawczak, szkoła. Znam wszystkie rejony występowania różnych patologii i umiem się do nich odnieść, bo znam kontekst ich powstania i funkcjonowania. Oczywiście, w szkole będę zachowywał się inaczej niż w więzieniu czy poprawczaku, ale wiem, jak rozmawiać z ludźmi w każdym z wymienionych środowisk.

Po drugie, mam wrażenie, że ludzie są w stanie szybko uwierzyć w prawdę tego, co mówię. W mój autorytet, bo wiedzą, że ja też liznąłem takiego życia. Nie jestem teoretykiem. Znam ten schemat i mogę bardzo szybko i w prosty sposób wytłumaczyć wszystkim dzieciakom, dlaczego coś jest złe, dlaczego nie warto w to brnąć, gdzie tu Achilles ma swoją piętę.

Kiedyś myślałem, że moje uliczne życie może być w przyszłości kulą u nogi. Dzisiaj uważam, że jest to plus, bezcenne doświadczenie, o ile mogę je wykorzystać dla dobra innych.

Mówisz, że zmienił się szlak. Dokąd dzisiaj prowadzi droga?

Nie wypada mi mówić, że chciałbym zacząć myśleć tak, jak Bóg, ale jeżeli mógłbym być nieskromny, to chciałbym dojść do momentu, kiedy będę umiał patrzeć oczami Boga na życie wokół siebie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail