Aleteia

Robi film o nawracaniu w średniowieczu i… sam się nawrócił. Bartosz Konopka o „Krwi Boga”

Fot. Bartosz Mrozowski/materiały promocyjne Kino Świat
Udostępnij
Komentuj

„Nawróciłem się i wiara odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu. Pod wpływem poszukiwań, zobaczyłem inny wymiar, który stał się dla mnie nową wartością” – mówi reżyser Bartosz Konopka.

W październiku 2017 r. rozpoczęły się zdjęcia do nowego filmu Bartosza Konopki, autora słynnego „Lęku wysokości”. „Krew Boga”, bo taki tytuł będzie nosić film, to opowieść o początkach oraz mechanizmach krzewienia wiary różnymi metodami – zarówno przy użyciu miecza, jak i pokojowo. Akcja filmu toczy się we wczesnym średniowieczu, a jego bohaterem jest Willibrord, rycerz, który dociera łódką na ostatnią pogańską wyspę, cudem uniknąwszy śmierci. Okrutnie doświadczony przez los, lecz twardo stąpający po ziemi wojownik, już dawno zginąłby, gdyby nie pomoc Bezimiennego – pełnego ideałów chłopaka, skrywającego przed światem prawdziwą tożsamość.

Pomimo różnic w światopoglądzie i podejściu do religii, mężczyźni zostają towarzyszami podróży. Kontynuują wędrówkę połączeni wspólnym celem – chcą odnaleźć i ochrzcić ukrytą w górach osadę pogan. Chociaż chrystianizacja mieszkańców to jedyny sposób, by uchronić ich przed zbliżającą się zagładą, misję bohaterów spróbują zatrzymać kapłan pogan oraz ich wódz, Geowold. Ich działania wystawiają poglądy obcych na wielką próbę. Jednak w ostatnim bastionie „starej wiary” Willibrord i Bezimienny mogą liczyć na nieoczekiwanego sojusznika. Jest nim Prahwe – charyzmatyczna córka Geowolda. Wkrótce miłość skonfrontuje się z nienawiścią, dialog z przemocą, szaleństwo z zasadami… Z reżyserem Bartoszem Konopką o nowym projekcie rozmawialiśmy przed rozpoczęciem zdjęć.

 

Krew Boga i chrześcijańscy misjonarze

Jolanta Tokarczyk: Film osadzony w średniowieczu i podejmujący temat początków chrześcijaństwa nie jest oczywistym tematem. Jakie były kulisy projektu?

Bartosz Konopka: Pomysł powstał w dość nietypowych okolicznościach, kiedy w 2011 roku na Festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty prezentowałem swój wcześniejszy film „Lęk wysokości”. Oglądałem wiele projekcji, między innymi „Valhalla Rising” Nicolasa Windinga Refna. Doszedłem do wniosku, że możliwe jest przeniesienie akcji w czasy średniowiecza i nakręcenie kameralnego obrazu z udziałem kilku/kilkunastu aktorów. Filmu, który z jednej strony byłby nieco abstrakcyjny, a z drugiej przedstawiałby zupełnie inny świat niż ten, w którym żyjemy obecnie.

Historia szerzenia chrześcijaństwa jest interesującym tematem dla filmowca? 

Historia pierwszych misjonarzy chrześcijańskich jest bardzo interesująca, a nie została dotąd kompleksowo przeniesiona na ekran. Podejmowano próby, jak ostatnio irlandzka „Pielgrzymka”, ale my prowadzimy temat inaczej, używamy innych mechanizmów, ponieważ przyglądamy się pierwszym pokojowym wojownikom i próbujemy odpowiedzieć na pytanie, jak przed wiekami mogło wyglądać szerzenie chrześcijaństwa. Interesują mnie pokojowi buntownicy, którzy proponują nowy ład, wnoszą nowy porządek w zastaną rzeczywistość i czynią to nie używając przemocy. Takimi bohaterami byli: Jezus Chrystus, Mahatma Gandhi, Martin Luter King i takiej postaci poszukiwałem do filmu.

„Krew Boga” to opowieść o dwóch różnych postawach, jaką reprezentują dwaj misjonarze Willibrord i Bezimienny. Pierwszy próbuje osiągnąć cel słowami, układaniem się z poganami oraz mieczem. Dąży do tego, aby zmanipulować tubylców. Drugi jest milczący, wycofany i jego postawa bardzo mnie fascynuje. Podejmuję swoisty protest przeciwko zagadaniu, które stało się symbolem współczesnego świata.

Fot. Bartosz Mrozowski/materiały promocyjne Kino Świat

 

Bartosz Konopka: Nawróciłem się

Jaki wydźwięk ma dla Ciebie osobiście ten film? 

Dla mnie to film o wierze i szukaniu kontaktu z Bogiem. Jest to również obraz, w którym polemizuję z niektórymi, wydawałoby się właściwymi, metodami postępowania. Jedną z głównych ról gra Krzysztof Pieczyński, który znany jest ze swoich poglądów i być może taka decyzja obsadowa będzie przez niektórych krytykowana. Krzysztof jest jednak niezwykle zaangażowany w swoją pracę, od wielu lat pasjonuje go temat rozwoju duchowego człowieka, choć wyraża go na swój sposób. Obsadzenie go w głównej roli było doskonałą alternatywą wobec perspektywy zaangażowania wyłącznie anglojęzycznych aktorów, o czym początkowo myślałem. On był po prostu najbardziej uduchowiony ze wszystkich.

Dość długo czekałem na ten film. Nawróciłem się i wiara odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu. Pod wpływem poszukiwań, słuchania różnych ludzi, również duchownych kaznodziejów, czytania książek zobaczyłem inny wymiar, który stał się dla mnie nową wartością. W filmie również pokazuję poszukiwanie kontaktu z Bogiem oraz kilka różnych form duchowości – indywidualną, instytucjonalną – reprezentowaną poprzez Kościół, wiarę pogańską…

Fot. Bartosz Mrozowski/materiały promocyjne Kino Świat

 

Nowy porządek

W jakiej relacji pozostaje ten projekt do naszego pędzącego, zagadanego świata? Czy ma skłonić do refleksji, może również do indywidualnych poszukiwań?

Film to przede wszystkim opowiadane obrazem, atmosferą, dlatego we „Krwi Boga” niewiele jest dialogów, za to pieczołowicie rysuję sytuację pogan, zanim na ich tereny dotarło chrześcijaństwo. Ludy pogańskie tworzyły odrębną społeczność, porozumiewały się zupełnie inaczej niż my, w mniejszym stopniu za pomocą słów, a częściej przez dotyk, obecność w grupie, kontakt pozawerbalny, współodczuwanie. Ta wspólnota funkcjonowała jak żywy organizm, w którym jeśli zachorował jeden z jej członków, reszta próbowała go wyleczyć poprzez bycie z nim. Pokazuję ten wątek wspólnotowy, który nasza kultura niestety zatraciła.

Na drugim biegunie tej kultury znaleźli się misjonarze, w szczególności Willibrord, który przychodzi ze świata racjonalnego i werbalnego. Poruszam też aspekt dominacji, narzucania swojej ideologii i manipulacji drugim człowiekiem, która zaczęła się dawno temu i stała się „podwaliną” całej cywilizacji. W filmie nie opowiadamy się po żadnej stronie, ale paradoks sytuacji polega na tym, że to główny bohater przybywa z cywilizowanego świata i siłą narzuca nowy porządek. Z jednej strony mamy więc opowieść o zaślepieniu doktryną i poświęceniu jednostki na rzecz ogółu, a z drugiej strony ten mnich kieruje się w swoim postępowaniu wiarą w Boga i pragnie dać ludziom wartościowe treści, chce im przekazać miłość.

Myśląc o początkach chrześcijaństwa mamy sprecyzowany pewien obraz życia w tamtych czasach. Jak Ty chcesz przedstawić je w filmie?

Nie będzie to klasyczny film o mnichach w habitach, choć rozmawiamy o wierze, poszukiwaniu Boga, ale często na własnych warunkach. Kiedy myślimy na ten temat uruchamiają się stereotypy. Jednak po obejrzeniu pierwszych materiałów można nabrać przekonanie, że jest to zupełnie inna historia – bardzo surowa, w której powracamy do korzeni chrześcijaństwa, odwołujemy się do bardzo wczesnego średniowiecza, choć sposób życia ludzi w tamtym czasie może nas szokować. Abstrakcyjne jest dla nas, przywykłych do stereotypów to, że główny bohater wygląda jak rycerz. Tworzymy pewną hybrydę, którą nazywamy historical fiction, ale nie opowiadamy o konkretnej historii misjonarza, tylko przekazujemy pewną probabilistykę, wskazując jak to wtedy mogło wyglądać. Zwracamy uwagę na to, że świat, który znamy dzisiaj, zawdzięczamy chrześcijaństwu. Fakt, że żyjemy w takiej kulturze, że mamy drogi, miasta, że odnosimy się do siebie, zachowując pewne konwenanse, zawdzięczamy ludziom, którzy szli przez pustkowia z krzyżem i próbowali zaprowadzić nowy ład. To jest fascynujące.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail