Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Szymcio Paluszek. W dniu narodzin ważył 400 gramów, teraz jest w domu

MAŁY SZYMEK
Udostępnij

– Dużo szczęścia, dużo pomocy i dużo wiary. Dziękujemy lekarzom, że podjęli się tego, że uratowali nas i żyjemy – mówi mama chłopczyka, Kamila Kleist.

Szymon był wyjątkowym pacjentem szpitala przy al. Powstańców Wielkopolskich w Szczecinie. W dniu urodzin (czyli pod koniec września) ważył zaledwie 400 gramów i – mierząc 30 cm – bez trudu mieścił się w dłoni. Teraz waży już 2,5 kilograma i w końcu mógł pojechać do domu, który od tak dawna na niego czekał.

 

Szymek. Najmniejszy pacjent

Ciąża Kamili Kleist przebiegała początkowo bez komplikacji. Ale w 25. tygodniu pojawiło się nadciśnienie, białkomocz i cukrzyca. Trafiła do szpitala i tam, niecały tydzień później, lekarze zdecydowali, że to ostatni moment na uratowanie pacjentki i jej synka.

On uratował mnie, później ja uratowałam jego i tak to się potoczyło. Dał mi siłę, żebym wytrzymała chorobę – mówi pani Kamila.

Maluch przez dwa miesiące leżał w inkubatorze. Jego mama, która na co dzień mieszka w Kołobrzegu, starała się przyjeżdżać do niego, kiedy tylko mogła. „Mama była przy nim bardzo często, dbała o to, żeby utrzymać laktację, a odżywianie takiego maluszka jest ogromnie ważne w jego powrocie do zdrowia” – w rozmowie z PAP podkreśliła dr Zdzisława Rosińska, pediatra.

Jak dodała w Radiu Szczecin: „po raz pierwszy w naszej klinice mieliśmy do czynienia z tak maleńkim pacjentem i nie ukrywam, że wzbudzało to ogromne emocje w całym zespole, który miał za zadanie opiekować się małym Szymonem”.

Chłopiec – jak wszystkie wcześniaki – będzie musiał zgłaszać się na badania przez najbliższy rok, ale pediatra twierdzi, że jest zdrowy.

„Jestem wdzięczna lekarzom, że podjęli taką decyzję, że trzeba go wyciągać i że po prostu go uratowali” – mówi pani Kamila.

„Zawsze się skupiamy na tym, żeby było jak najlepiej, żeby ratować życie. Nie skupiamy się na tym, co by było gdyby” – uśmiecha się na to położna Renata Koziak.

Źródła: Radio Szczecin, TVN24, PAP

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail