Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Choroba synka to najgorsze i najpiękniejsze, co mnie w życiu spotkało

RĄCZKA DZIECKA
Udostępnij
Komentuj

Ja już wiem, że każdy dzień może być ostatnim. To wiedza bardzo cenna, a większość ludzi niestety jej nie posiada.

Każdy dzień może być ostatnim

„O rety! Ale jesteś dzielna!” – wypowiedziała nowo poznana koleżanka. Spytała, co robię w życiu. Więc jej w skrócie opowiedziałam.

„Nie dzielna, tylko świadoma” – pomyślałam. Bo ja już wiem, że każdy dzień może być ostatnim. To wiedza bardzo cenna, a większość ludzi niestety jej nie posiada.

Scenka miała miejsce kilka miesięcy temu, kiedy większość swojego czasu spędzałam przy łóżku umierającego synka. Szukałam wtedy odpowiedzi na pytania, po co jest cierpienie na świecie. Czy te nieszczęścia to celowy zabieg Stwórcy, czy efekt jakiegoś niedopatrzenia. I czy choroba może mieć jakiś sens? Zwłaszcza ta zupełnie niezrozumiała, która dotyka małe, niewinne dzieci…?

 

Choroba to nie błogosławieństwo

Irytują mnie mocno powtarzane frazesy, że choroba to błogosławieństwo. Jeśli tak uważasz, to pójdź do matki siedzącej na siódmym piętrze Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie jej pociecha bez włosków na głowie i z sińcami pod oczami zmaga się ze strasznym przeciwnikiem i powiedz jej, że ten rak jest dla niej i jej dziecka ogromnym życiowym szczęściem.

Wierz mi, każda z tych matek prędzej zacytuje księdza Tishnera. A ten, kiedy był już mocno schorowany i nawet nie mógł mówić napisał na karteczce: „Cierpienie nie uszlachetnia. Nie ono dźwiga. Cierpienie zawsze niszczy. Tym, co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest miłość”.

Irytuje mnie też postawa traktująca chorobę jako karę. Co nabroił mój nienarodzony synek, że jeszcze w życiu płodowym jego ciałko nie funkcjonowało tak, jak powinno? Nie przekonują mnie opowieści o tym, że kogo Pan Bóg kocha, tego też doświadcza. Przecież On jest kochającym Ojcem, który jak się Go prosi o chleb, nie daje nam kamienia. A Sam przyszedł na świat, żeby Owce miały życie i miały je w obfitości…

 

Zatem czym jest choroba?

Ciągle nie wiem. Ale w czasie walki mojego synka przeszłam wiele etapów.

Były okresy wielkiego optymizmu i wiary – chłonęłam wtedy wszystkie historie o cudach, jakich dokonywał Pan Jezus na kartach Ewangelii. A słowa: On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby, były długo balsamem na moje serce. Głęboko wierzyłam, że tak jak w Piśmie Świętym, nie mamy ani jednej historii, gdzie Pan Jezus odmówił uzdrowienia, tak samo współcześnie cuda się zdarzają, wszystko tylko kwestia naszej wiary.

Razem z mężem uczestniczyliśmy w wielu modlitwach o uzdrowienie, a nad naszym chorym synkiem modlili się zarówno świeccy charyzmatycy, jak i znani duchowni tego świata – z papieżem Franciszkiem na czele. Była Nowenna Pompejańska odmawiana zarówno przez nas, jak i wielu członków naszej rodziny, modlitwy do wszystkich świętych od spraw beznadziejnych – od świętego Szarbela po świętą Ritę, westchnienia do Sług Bożych czekających na cud za wstawiennictwem. A potem również spora liczba małych relikwii, które w czasie swojej choroby nasz mały Królewicz miał zawsze pod poduszką.

Były też dni ciemne, pełne łez i buntu. Poczucia beznadziei i opuszczenia. Złości i żalu. Powracających pytań o sens, bo jedyne co widzieliśmy, to bezsens całej sytuacji. Był to czas, kiedy słowa Jezu Ufam Tobie nie przechodziły przez gardło. Jedyne, co się cisnęło, to refren: Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił…

Aż wreszcie nastał czas, kiedy mimo braku wyczekiwanego cudu, zagościł pokój. Kiedy przestaliśmy pytać o sens, powiedzieliśmy TAK sytuacji, której tak bardzo nie rozumieliśmy. Akceptacja tego, co było tak trudne, przyniosła niesamowitą ulgę.

 

Choroba – wielka tajemnica

Doszło do nas, że choroba to przede wszystkim wielka TAJEMNICA. Sekretna relacja między cierpiącym człowiekiem, a Umierającym na Krzyżu Chrystusem. Że jej sens może poznamy dopiero tam w Niebie. Że cierpienie naszego dziecka może być ważnym elementem w puzzlach naszego życia. Tylko my ciągle nie wiemy, co ten obraz przedstawia. I że jest tak, jak pisze św. Paweł w liście do Koryntian:

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.

Choroba Maciusia to najgorsze, co mnie w życiu spotkało. Czas wielkiej niemocy. Próba dla mojej rodziny. Życie w ciągłym stresie. I trauma, z którą muszę się ciągle zmagać, bo nawet najmniejszy katar wydaje mi się objawem co najmniej jakiegoś nowotworu.

Choroba Maciusia to najpiękniejsze, co mnie w życiu spotkało. Wielka lekcja, że najważniejsze jest tu i teraz, bo jutra może nie być. Że kiedy Pan Bóg zamyka drzwi, to zawsze pozostawia szeroko otwarte okno. Że nigdy nie zostawia nas samych, bo wysyła armię Aniołów, którzy mają konkretne imiona i bardzo realnie nam pomagają. I że trudne historie bardzo jednoczą rodzinę.

Dziś, w kolejny Światowy Dzień Chorego, łączę się ze wszystkimi, którzy zmagają się ze swoją tajemnicą choroby. Nie powiem Wam nic mądrego, bo wiem, że tego nie potrzebujecie. Chciałabym po prostu obok Was posiedzieć i wspólnie wypić ciepłą herbatę. Bo tak, jak mawiał ksiądz Krzysztof Grzywocz, człowiek, który cierpi, najbardziej potrzebuje czułej obecności drugiej osoby.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail