Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Baw się z dziećmi, gdy one chcą się z Tobą bawić!

DZIECKO Z OJCEM
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Gdy przegrywam jako inwestor, mogę stracić jakieś pieniądze i nieco dumy. Jednak gdy przegrywam jako ojciec, tracę miłość i wspólnie spędzany czas, czego nigdy nie uda się odrobić!”.

Zapytałem moją starszą córeczkę, co we mnie najbardziej lubi. Sześcioletnia Helen odpowiedziała bez zastanowienia: „Lubię się z tobą bawić”. „A czego najbardziej nie lubisz w tatusiu?” zaryzykowałem kolejne pytanie. „Gdy dużo pracujesz i nie masz czasu, by się ze mną bawić”.

 

Żyj tak, jakby był to ostatni dzień twojego życia…

Zawsze dużo pracowałem, również nocami i w weekendy, nie z powodu samego obowiązku, lecz dlatego, że zawsze bardzo lubiłem (i nadal lubię) to, co robię. Jednak pojawienie się dwóch córek zmusiło mnie do ponownego przemyślenia, czym jest robienie tego, co się lubi.

W mojej karierze bardzo pomagał mi cytat Steva Jobsa:

 Gdy miałem 17 lat przeczytałem zdanie o takiej mniej więcej treści: Jeśli będę żył każdego dnia tak, jakby to miał być ostatni, pewnego dnia tak właśnie będzie. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie i przez kolejne 33 lata, każdego ranka patrzyłem w lustro i pytałem sam siebie: Jeśli dziś byłby mój ostatni dzień, czy chciałbym robić to, co właśnie dziś będę robił? A jeśli odpowiedź będzie negatywna przez wiele kolejnych dni, wiem, że muszę coś zmienić.

Ta logika pomogła mi robić to, co naprawdę chcę i lubię robić. I czułem się z tym szczęśliwy.

Jednak wraz z pojawieniem się pierwszej córki, a jeszcze silniej po narodzinach kolejnej, zdałem sobie sprawę, iż refleksja Steve’a Jobsa jest zbyt indywidualistyczna. I chociaż Jobs jako przedsiębiorca był geniuszem, to jako ojciec poniósł klęskę.

 

Kochaj tak, jakby był to ostatni dzień twojego życia…

Wtedy natknąłem się na inny cytat, tym razem autorstwa Johna Doerra, jednego z głównych inwestorów w Dolinie Krzemowej, który, przez przypadek, był także jednym z mentorów interesów samego Steve’a Jobsa. Podczas wykładu dla studentów Rice University w 2007 roku Doerr powiedział:

Dziesięć lat temu nie stawiałem rodziny na pierwszym miejscu. Wiele podróżowałem. A każda praca była ważniejsza niż bycie z rodziną. Gdy zacząłem opuszczać niektóre domowe obiady i kolacje, łatwo było dać kolejny krok ku nieobecności wśród bliskich. Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że moja córka Esther już chodziła, a Mary była przedszkolakiem. Natomiast u mojej żony, Anny, zdiagnozowano raka (później udało się ją wyleczyć).

Wszystko się zmieniło. Ja się zmieniłem. Moja rodzina stała się dla mnie priorytetem. Podstawowym priorytetem stała się moja obecność w domu wieczorami. I nie chodziło tylko o samą obecność. Postanowiłem nie odpisywać na SMS-y między szóstą a dziesiątą wieczór. Wszystkie zebrania biznesowe, kolacje i podróże musiały przejść przez następujący test: Czy to jest ważniejsze od mojej obecności dziś wieczorem w domu? Odkąd przyjąłem tę regułę, niemal każdego wieczoru jem kolacje w domu z rodziną. Nie boję się porażki. Nie mogę jedynie zawalić w jednej sytuacji: w mojej rodzinie i z moimi córkami. Gdy przegrywam jako inwestor, mogę stracić jakieś pieniądze i nieco dumy. Jednak gdy przegrywam jako ojciec, tracę miłość i wspólnie spędzany czas, czego nigdy nie uda się odrobić!

To było najważniejsze świadectwo mojego życia. Od tego czasu staram się spędzać o wiele więcej czasu z moimi córkami. Teraz, gdy każdego ranka patrzę na siebie w lustrze, pytam sam siebie: Czy robię to, co chcę i co lubię; czy jestem dobrym i „obecnym” ojcem? A jeśli przez wiele kolejnych dni odpowiedź będzie negatywna, wiem, że  trzeba coś zmienić.

 

Walt Disney – wzór ojcostwa

Stąd mój coraz większy podziw dla przedsiębiorców, którzy nie tylko zbudowali potężne interesy (niezależnie od osiągniętych rozmiarów), lecz także starali się być wspaniałymi ojcami.

Z nich wszystkich za ikoniczny przykład należało by uznać Walta Disneya. Nie tylko dlatego, że stworzył „przedsiębiorstwo”, które stymuluje rodzinną rozrywkę, lecz również dlatego, że „gwiazdorstwo” zostawiał za drzwiami swojego domu. „Człowiek nigdy nie powinien zaniedbywać rodziny na rzecz interesów” – mawiał. Disney był zawsze dumny z tego, że jest ojcem obecnym i kochającym i że chronił swoje córki przed własną sławą. Na łonie rodziny był po prostu wesołym tatą, który przepadał za opowiadaniem historyjek i zabawą z dziećmi na miejskich placach zabaw. Dopiero w wieku sześciu lat jego pierwsza córka, Diane, zorientowała się, że jej tato to „ten” Walt Disney. Poprosiła go wtedy o autograf…

I gdy teraz idę z moimi córkami pobawić się na placu zabaw, przypomina mi się zawsze, że wszyscy ojcowie mogą być Waltami Disneyami.

Tekst pochodzi z portugalskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail