Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Wielkanocny cud. Lekarze odłączyli chłopca od aparatury, a on „zmartwychwstał”

DYLAN ASKIN,COMA,EASTER
Udostępnij
Komentuj

„Nie jestem bardzo wierząca, ale jak inaczej spojrzeć na to, czego doświadczyliśmy, jak nie na wielkanocny cud?” – mówi matka chłopca.

Dwa lata temu nie dawano mu najmniejszych szans i chciano odłączyć od aparatury podtrzymującej życie. Dzisiaj Dylan jest zdrowy, a mama nazywa go „wielkanocnym cudem”.

 

Nie miał prawa przeżyć

Według lekarzy Dylan Askin nie miał prawa przeżyć. Organizm dwulatka zaatakował bardzo rzadki i zarazem agresywny rak. Diagnoza brzmiała – histiocytoza komórek Langerhansa. Cysty rakowe zżerały płuca. W piorunującym tempie się rozrastały, doprowadzając chłopca do całkowitej niewydolności oddechowej.

Nie był w stanie samodzielnie wziąć choćby najmniejszego oddechu. Przez kilka miesięcy był wentylowany. Organizm chłopca nie odpowiadał na żadną z wdrażanych terapii. Po badaniach przeprowadzonych w Queens Medical Hospital w Nottingham, gdzie Dylan był leczony, stwierdzono, że aż 80 proc. jego płuc zaatakowanych jest przez raka. Wdało się jeszcze bakteryjne zapalenie płuc powodujące kolejne powikłania w postaci bardzo wysokiej gorączki.

 

Odłączyć od aparatury

Lekarze stwierdzili, że dalsza terapia nie przyniesie polepszenia stanu zdrowia i zdecydowali o odłączeniu dziecka od aparatury podtrzymującej życie, uznając jego dalsze leczenie za uporczywą terapię. Po chwilach buntu zgodzili się na to także rodzice. 36-letni Mike i 29-letnia Kerry wyznali, że nie mogli już patrzeć na cierpienie swego synka. Postanowili go jednak pięknie pożegnać.

25 marca 2016 roku do szpitala przyjechała cała najbliższa rodzina i przyjaciele. Odbył się chrzest Dylana, podłączonego do skomplikowanej aparatury medycznej, plątaniny tub i rurek. Wzruszającej ceremonii towarzyszył miarowy szum respiratora. Nikt wówczas o tym nie myślał, ale był to Wielki Piątek.

 

Niedziela prawdziwego zmartwychwstania

Wyznaczono datę odłączenia Dylana od machinerii pomagającej mu oddychać. Przy jego łóżku stali rodzice, trzymając synka za ręce. Pielęgniarka zaczęła powoli podawać leki uśmierzające. Lekarz spoglądał na monitor pokazujący pracę serca i poziom saturacji. Na jego twarzy pojawił się szok, gdy nagle zaczął odczytywać totalnie inne parametry.

Dylan zaczął się budzić, jego serce normalnie pracować, a saturacja wróciła do normy zdrowego człowieka… Wstrzymano procedurę. Wszyscy byli w szoku. Matka płakała. Niespodziewane przez nikogo polepszenie stanu zdrowia okazało się zaskakujące, ale i trwałe. Była Niedziela Zmartwychwstania.

W ciągu następnych dni stan chłopca na tyle się poprawił, że 16 maja został wypisany ze szpitala i wrócił do domu. W kolejnych miesiącach przeszedł chemioterapię. Kilka dni temu brytyjscy lekarze autorytatywnie stwierdzili, że jest całkowicie zdrowy. Stąd dopiero teraz świat dowiedział się o tym wielkanocnym cudzie.

Tak to, co się wydarzyło, nazywa mama Dylana:

Nie jestem bardzo wierząca, ale jak inaczej spojrzeć na to, czego doświadczyliśmy, jak nie na wielkanocny cud – mówi wzruszona kobieta. – Starszemu z moich synów, Bryce’owi, powiedziałam, że Dylan zrobił to, co Jezus: po czasie męki i śmierci powstał z martwych.

Dla całej rodziny Askin Wielkanoc już na zawsze będzie oznaczała podwójne zmartwychwstanie. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail