Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Instagram vs. rzeczywistość. Wygraj tę rozgrywkę!

SELFIE NAD MORZEM
Pexels | CC0
Udostępnij

Awantura toczyła się o błahostki, ale ich słowa były przepełnione agresją i wulgaryzmami. Po chwili nastała cisza. Chłopak wyciągnął telefon i zaczął nagrywać filmik, na którym udawali, że świetnie się bawią.

Ty to masz super życie!

Żyjemy w czasach, w których media społecznościowe są nieodłącznym elementem naszej codzienności. Obserwujemy konta naszych koleżanek, kolegów, ulubionych blogerek, znanych aktorów czy sportowców. Lubimy podglądać czyjeś życie.

Ostatnio jedna z moich koleżanek napisała: „Beata! Ty to masz super życie. Zazdroszczę Ci!”. Kiedy zapytałam, na jakiej podstawie wysunęła takie wnioski, odpowiedziała, że wystarczy zajrzeć na moje konto na Instagramie. Bardzo mnie to rozbawiło. Niestety to, co widzimy na Instagramie nie jest wyznacznikiem spełnienia, sukcesu, szczęścia, „super życia”.

Często zapominamy, że media społecznościowe nie odzwierciedlają w stu procentach rzeczywistości. Instagram jest tylko urywkiem naszego życia, w którym zwykle dzielimy się najpiękniejszymi momentami. Bo nie wypada sfotografować brudnego talerza, wyciągniętego dresu czy bałaganu w pokoju.

 

Z jak najlepszej perspektywy

Z jednej strony to naturalne, że chcemy pokazać się z jak najlepszej perspektywy, ale czasami dochodzi do niebezpiecznej sytuacji, w której zaczynamy udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Przebywając ostatnio na Bali, spotkałam przy wodospadzie znajomo wyglądające twarze. Po chwili zorientowałam się, że to jedna z najsławniejszych par na Instagramie.

W sieci pokazują zdjęcia z najcudowniejszych zakątków świata. Słońce, palmy, ekskluzywne hotele, nieskazitelne ciała, markowe ubrania, promienne twarze. Życie idealne. Tym razem poznałam ich z innej strony… Krzyczeli na siebie jak oszalali, wprowadzając w osłupienie wszystkich przechodniów. Awantura toczyła się o błahostki, ale ich słowa były przepełnione agresją i wulgaryzmami. Po chwili nastała cisza. Chłopak wyciągnął telefon i zaczął nagrywać filmik, na którym udawali, że świetnie się bawią. Relacja wylądowała na ich Insta Stories, a po jej obejrzeniu straciłam resztki wiary w autentyczność Instagramowych kont.

 

Szczęście czy samotność?

Innym razem podróżowałam z dziewczyną, która ma kilkadziesiąt tysięcy fanów na całym świecie. Mimo że na zdjęciach wyglądała na szczęśliwą i spełnioną osobę, jej serce było przepełnione smutkiem i samotnością. Większość obserwatorów to zupełnie obcy jej ludzie, a znajomi i przyjaciele odwrócili się od niej twierdząc, że to co robi jest śmieszne i nie zaakceptowali jej pasji do fotografii i mody.

Takie sytuacje otwierają mi oczy na kilka problemów. Po pierwsze, Instagram potrafi źle wpływać na naszą psychikę i poczucie wartości. Wyobraź sobie deszczowy poranek. Zaspałaś. Chwytasz w biegu filiżankę kawy, która w jednej sekundzie ląduje na twojej ulubionej białej koszuli. Wybiegasz z domu w pogniecionej sukience. Wsiadasz do auta, po czym uświadamiasz sobie, że nie zdążyłaś nawet uczesać włosów. Jakby tego było mało, już na pierwszych światłach utknęłaś w korku. Bierzesz do ręki telefon, klikasz ikonkę Instagram i co widzisz? Nienaganne sylwetki, piękne makijaże wpisujące się w najnowsze trendy, ekskluzywne sukienki, palmy, słońce, plaża. Założę się, że twoja frustracja rośnie jeszcze bardziej. W takich sytuacjach ciężko powstrzymać się od porównywania do czyjegoś życia. A dobrze wiemy, że ta droga prowadzi donikąd.

 

Ile osób mnie obserwuje?

Miarą szczęścia nie jest też liczba obserwatorów na Instagramie. Znacznie łatwiej zdobyć ich w wirtualnym świecie niż zawrzeć prawdziwe przyjaźnie w realnym życiu. O kontakty z ludźmi trzeba zabiegać i jest to bardzo czasochłonny proces. Przyjaźnie należy pielęgnować, poświęcić im czas, zaakceptować czyjeś wady, gorszy nastrój. A to jest zdecydowanie trudniejsze niż kliknięcie dwa razy w zdjęcie czy przycisk „Obserwuj”.

Miałam taki moment, w którym irytował mnie fakt, że moje konto na Instagramie nie rozwija się w tempie, w jakim bym sobie życzyła. Teraz się z tego śmieję. Przecież to nie ludzie, którzy mają tysiące, a nawet miliony obserwatorów na Instagramie, są szczęściarzami. To ja nią jestem. Jestem szczęściarą. Mam przyjaciół, z którymi mogę porozmawiać, wypić kawę, zadzwonić, kiedy wali mi się grunt pod nogami, którym mogę wypłakać się w rękaw, podzielić małe radości czy zapytać o radę. I to jest szczęście.

Nie piszę tego wszystkiego, żeby zniechęcić cię do korzystania z tej aplikacji. Instagram to piękne miejsce, pełne wielu inspiracji i niezwykłych ludzi. To tam poznałam wspaniałych podróżników i fotografów. Ale warto pamiętać, że ta aplikacja może być tak samo pożyteczna, co destrukcyjna. Tak jak ze wszystkim, najważniejszy jest umiar. I świadomość tego, że media społecznościowe nie są odzwierciedleniem rzeczywistości. Prawdziwe życie toczy się na ulicy, w pracy, w naszych domach, a nie za szklanym ekranem telefonu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail