Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Marzycielka vs. rzeczywistość. Jak żyć z głową w chmurach?

MARZYCIELKA
Jordan Health/Unsplash | CC0
Udostępnij

Obraz naszego życia, choć złożony z małych, pozornie niepasujących do siebie elementów, tworzy piękne dzieło zrealizowanych marzeń. Zatem nie bójcie się marzyć, nie bójcie się realizować swoich marzeń, nawet gdyby miało to trwać latami!

Marzycielka w szybkim świecie

Jestem typem marzycielki, poszukiwaczki przygód, wyzwań. Człowiekiem, który jak tlenu potrzebuje realizacji swoich marzeń poprzez nieustanny rozwój. Długo wydawało mi się, że tylko ja tak mam i przez to spotykam się z dużym niezrozumieniem przede wszystkim ze strony rodziny.

„Po co ci kolejny kurs? Mało w życiu się uczyłaś?” albo „zajmij się wreszcie czymś konkretnym, a nie ciągle wymyślasz coś nowego”. Bolało, bo stereotypy na temat przykładnego życia kobiety były we mnie mocno zakorzenione. Od pokoleń przecież trzeba było znaleźć męża, dobrą pracę i urodzić dzieci, poświęcić się ich wychowaniu. To nie jest złe, to piękne, ale mi nie wystarczało. Na szczęście moja natura nie pozwoliła do końca włożyć się w taką ramkę. Być może dlatego, że na swojej drodze zaczęłam spotykać coraz więcej kobiet, które tak jak ja nie tylko marzyły, ale realizowały swoje pragnienia.

Nie działo się to jak od pstryknięcia palcami czy machnięcia magiczną różdżką. Ważną kwestią jest tu waga naszego marzenia, ale teraz jestem pewna, że nawet te największe udaje się spełniać. Często nawet nie wiemy kiedy.

 

Marzenia do spełnienia

Kasia marzyła o śpiewaniu w chórze. Wcale nie dlatego, że miała cudowny głos i potrafiła to robić. Marzenie to narodziło się w jej sercu i coraz mocniej zmuszało ją do poszukiwania drogi do jego realizacji. Prosiła Boga o możliwość spełnienia tego głębokiego pragnienia. Nie od razu jednak trafiła do chóru i nauczyła się śpiewać. Zaczęła jednak szukać różnego rodzaju warsztatów, rekolekcji związanych z muzyką, spotkań, na których profesjonaliści przekazywali swoją wiedzę. Nie zawsze było kolorowo. Niektóre z warsztatów okazały się po prostu porażką. Jednak ostatecznie, po roku, po przesłuchaniach i także takich udanych warsztatach, Kasia trafiła do chóru i tam realizowała swoją pasję.

Od dziecka siedziałam pod stołem ze stosem kartek i kredek. Kochałam rysować, ale ciągle nie mogłam się w tym względzie rozwijać. To były trochę inne czasy. Nie było internetu, na zajęcia plastyczne rodziców nie było stać. Rysowałam więc ile mogłam w domu. Jednocześnie moja nieokiełznana wyobraźnia kazała mi przelewać wszystko na papier także w formie pisanej. Pisałam opowiadania, powieści, co tylko mogłam i gdzie dało się coś ukradkiem zapisać. W pudełku na strychu leżą jeszcze notatniki z tamtych czasów.

Sprawiało mi to radość i uwalniało mnie od natłoku myśli. Mogąc pisać i rysować, czułam się szczęśliwa. Gdy zaczęłam dorastać i myśleć o przyszłości, kiełkowało we mnie marzenie o mundurze, o tym, że bardzo chciałabym służyć swojej Ojczyźnie. Bóg pielęgnował to pragnienie. Przez wiele lat służyłam jako harcerka, wolontariuszka Muzeum Powstania Warszawskiego, pochłaniałam wiedzę na temat wojska, bezpieczeństwa kraju.

 

Wszystko ma sens

Ciągle te moje pasje przenikały się. Każdą z umiejętności wykorzystywałam w życiu tak, aby pomagały mi w realizacji innych celów, np. zawodowych. Jeszcze na studiach współorganizowałam konferencję o tym, jak pisać o bezpieczeństwie narodowym. Cały czas malowałam i trafiłam na promotora, który pochłonięty był sztuką. Później zrobiłam studia podyplomowe z bezpieczeństwa narodowego i gdy już straciłam nadzieję na zostanie żołnierzem, przypomniałam sobie pewien cytat. To Walt Disney mówiąc: „Jeżeli potrafisz o czymś marzyć, to oznacza, że potrafisz także tego dokonać!” zmotywował mnie do podjęcia ostatecznej próby. Udało się!

Przy okazji spotkania z Kasią, o której tu napisałam, uświadomiłam sobie kolejny raz, że wszystko, co w naszym życiu się wydarza, ma sens i cel. Bóg daje nam różne doświadczenia, stawia przed nami różnych ludzi i daruje nam wiele talentów i marzeń, abyśmy wykorzystując wszystkie mogli realizować jakieś inne, jeszcze większe aspiracje.

Początkowo wygląda to tak, jakby nic nie składało się w logiczną całość i ten abstrakcyjny obraz naszego życia, zaledwie wycinek, widzą najczęściej nasi znajomi i rodzina. Na jego podstawie często powiedzą coś, co nas demotywuje.

Jednak Bóg jest w nas, a Jego moc z nami, to od nas i naszej relacji z Nim zależy, jak daleko pozwolimy sobie wyjść w realizacji naszych pragnień serca. Tylko Bóg i my sami ostatecznie widzimy cały obraz naszego życia, który choć złożony z małych, pozornie niepasujących do siebie elementów, tworzy piękne dzieło zrealizowanych marzeń! Zatem nie bójcie się marzyć, nie bójcie się realizować swoich marzeń, nawet gdyby miało to trwać latami!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail