Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak zaoszczędzić na swoje marzenia? Podpowiada „Oszczędnicka”

OSZCZĘDZANIE PIENIĘDZY
Shutterstock
Udostępnij

Nie spełniamy marzeń nie dlatego, że ich nie mamy. Najczęściej mówimy, że nie stać nas na nasze marzenia. A gdyby tak wziąć się w garść i na nie zaoszczędzić? O efekcie latte, wymówkach, które niszczą nasze budżety oraz sposobach na to, by zaoszczędzić na dodatkowy budżet na marzenie w wywiadzie z Alicją Zalewską-Chomą, znaną jako Oszczędnicka.

Marlena Bessman-Paliwoda: Największym przeciwnikiem oszczędzania jest…

Alicja Zalewska-Choma*: Największym przeciwnikiem oszczędzania są wymówki. U każdego to może być coś innego, ale takie najbardziej popularne to: brak środków, brak czasu i brak umiejętności. Wszystkie są oczywiście zupełnie nieprawdziwe, a mimo to wiele osób codziennie się nimi posługuje.

Nie ma czegoś takiego jak brak środków. Problemem może być ewentualnie wysokość tych kwot, ale nie sam ich brak. (No dobrze, zdarzają się też zupełnie wyjątkowe sytuacje, ale powiedzmy, że ta reguła sprawdza się w 99% przypadków). Czasu też nie potrzeba wiele, żeby sprawnie zarządzać swoimi finansami. Gdyby prześledzić aktywność w ciągu dnia przeciętnej osoby, okaże się, że część „zajęć” jest zupełnie nieistotna, a jednak znajdujemy na to czas. Także 5-10 minut dziennie poświęcone na finanse, to nie jest jakaś abstrakcyjna sprawa. Jeśli chodzi o umiejętności, to wszystko na początku wydaje się trudne. Ale zajmowanie się swoimi finansami wcale takie skomplikowane nie jest.

 

Oszczędzanie kojarzy się negatywnie. To jakby odejmowanie sobie czegoś, inwestowanie w gorszą jakość, przeciwieństwo lekkości działania, jak będę oszczędzać, to w końcu będę sknerą. Jak pozbyć się takich myśli – przecież z takim bagażem mentalnym zaoszczędzimy całe nic.

O tak! Oszczędzanie niektórym nie kojarzy się zbyt dobrze, bo wyobrażają sobie karykaturę oszczędzania, sknerstwo, czyli oszczędzanie zawsze i na wszystkim, dla samego oszczędzania. A to przecież zupełnie nie o to chodzi.

Dlatego wolę określenie świadome zarządzanie swoimi finansami. Chodzi o to, żeby ograniczać wydatki w miejscach dla nas nieistotnych, a pieniądze przeznaczać na rzeczy, które są dla nas ważne. To my mamy rządzić naszymi pieniędzmi, a nie one nami.

 

Od czego zacząć oszczędzanie na swoje marzenia? 

Przykładowo, chciałabym zwiedzić razem ze swoją rodziną Madryt. W sumie to cztery osoby. Nie mam terminu na to marzenie, ale chciałabym je spełnić. Jak zaoszczędzić na to marzenie, by je spełnić? Od czego zacząć?

Jeśli mamy już taki sprecyzowany cel, to fajnie stworzyć sobie dedykowane konto, na które będziemy odkładać środki finansowe. Można nawet je nazwać np. „wycieczka do Madrytu”. Miejsce, w którym będziemy odkładać pieniądze na nasze marzenie już jest, to teraz musimy się zastanowić, skąd wziąć pieniądze na jego realizację.

Jednym ze sposobów jest włączenie „raty na wakacje” do funduszu wydatków nieregularnych (nie chodzi mi tu oczywiście o branie kredytu, a wydzielanie „raty” z naszego budżetu na nasze marzenie). Trzeba sobie oszacować, ile pieniędzy potrzebujemy na realizację danego marzenia i podzielić tę kwotę na liczbę miesięcy, które zostały do wydarzenia. Jeśli się okaże, że taka rata nie zmieści się w naszym budżecie, trzeba pomyśleć o przesunięciu wyjazdu lub zdobyciu dodatkowych środków.

 

Czyli określenie samego celu na początku okazuje się istotne. Kiedy już go mamy, co konkretnie mogę robić, by zaoszczędzić – na jakikolwiek cel?

Najlepiej traktować pieniądze przeznaczane na oszczędności jako kolejny „rachunek” i po prostu przelewać odpowiednią kwotę (np. na dedykowane konto) na początku miesiąca i po sprawie. Wiem jednak, że szczególnie na początku dla wielu osób to może być trudne. Na szczęście sposobów na bezbolesne oszczędzanie jest całkiem sporo. Można np. sobie postanowić, że część z każdych dodatkowych pieniędzy (premie, podwyżka, zwrot podatku etc.) będziemy przeznaczać na oszczędności. Można wrzucać każde 2 zł (lub inny nominał) do specjalnej skarbonki. Albo ustawić sobie automatyczne zaokrąglanie płatności w swoim banku (wszystkie nadwyżki lądują na dedykowanym koncie).

 

Lokata, konto czy przysłowiowa skarpetka…? 

Gdzie trzymać oszczędzane pieniądze – przysłowiowa skarpeta, lokata, konto?

Najważniejsze, żeby zacząć oszczędzać. Na samym początku można trzymać pieniądze nawet w tej przysłowiowej skarpecie czy zwykłym nieoprocentowanym koncie. Chodzi o to, żeby wyrobić w sobie nawyk oszczędzania, a nie skupiać się na nie wiadomo jakim pomnażaniu tych pieniędzy. Po jakimś czasie można pomyśleć o zwykłym koncie oszczędnościowym lub lokacie.

Wyjątkiem może być sytuacja, gdy ciężko nam się powstrzymać przed wydawaniem wszystkiego, co mamy (albo i jeszcze więcej). Wtedy lepiej od razu przelewać te kwoty (nawet najmniejsze) na trudniej dostępne konto.

Ogólnie dobrze przyjąć taką zasadę, że pieniądze przeznaczone na oszczędności typu fundusz awaryjny (czyli ok 1-2 tys. na niespodziewane wydatki), fundusz wydatków nieregularnych czy poduszka bezpieczeństwa (czyli mniej więcej wysokość 6-12 miesięcy naszych wydatków) przechowywać w bezpiecznych instrumentach typu konto oszczędnościowe, lokata, obligacje. Natomiast pieniądze przeznaczone na inwestycje to już zupełnie inna bajka.

 

Efekt latte, czyli koszty drobnostek

Na co najczęściej „wyrzucamy” nieświadomie pieniądze?

Na małe, z pozoru zupełnie nieistotne drobnostki. W literaturze fachowej nazywa się to efekt latte. To taki kilkuzłotowy wydatek, który często powtarzany sprawia, że z naszego portfela znikają dziesiątki (a czasem nawet setki czy tysiące złotych).

Oczywiście, nie ma nic złego w kupowaniu np. kawy na mieście, ale chodzi o to, żeby te wydatki były świadome i zaplanowane. Można wydawać nawet 300 czy 400 zł na tę przysłowiową kawę w miesiącu. Ale często jest tak, że wydajemy pieniądze na takie drobnostki, a pod koniec miesiąca zastanawiamy się, gdzie nam się te pieniądze rozeszły.

 

*Alicja Zalewska-Choma – autorka książki „Finanse domowe krok po kroku” oraz strony oszczednicka.pl, gdzie pokazuje, jak racjonalnie zarządzać budżetem domowym i nie zbankrutować, kiedy powiększa się rodzina.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail