Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Co zrobić, by porażka stała się naszym sukcesem?

PORAŻKA
Jaredd Craig/Unsplash | CC0
Udostępnij

Jedyne, co potrzebujesz zmienić, to twoje myślenie na temat swoich niepowodzeń.

Nikt nie lubi przegrywać

Porażka kojarzy nam się bardzo negatywnie i budzi naszą trwogę. Już samo słowo wywołuje w nas nieprzyjemne emocje. Nic w tym dziwnego. Każde niepowodzenie wiąże się z określonymi kosztami ekonomicznymi, emocjonalnymi czy społecznymi. Nie chcemy ich ponosić, a więc za wszelką cenę i na wiele sposobów staramy się ich uniknąć.

Czy jednak jest to możliwe? Jesteśmy ludźmi i każdy z nas popełnia błędy. Unikanie to strategia lękowa, a lęk zawsze jest naszym przeciwnikiem, a nie sprzymierzeńcem. Obawiając się porażki, paradoksalnie zwiększamy jej prawdopodobieństwo. Gdy się boimy, ograniczona jest nasza twórczość i sprawczość. Działamy schematycznie lub zupełnie się poddajemy. Nasze myślenie staje się zawężone.

Nie zastanawiamy się nad tym, jak mogę zrobić coś lepiej, a skupiamy się wyłącznie na tym, żeby nie zrobić czegoś źle, niepoprawnie. Ta ograniczona perspektywa sprawia, że wytracamy nasze zasoby, zdolności, dzięki którym moglibyśmy stawić czoło wyzwaniom jakie przed nami stoją.

 

Jak „wygrać” z porażką?

Twoim orężem będzie akceptacja. Udziel sobie prawa do popełniania błędów i uznaj to, że czasami możesz się pomylić. Ponadto porażka mimo przykrych konsekwencji nie musi oznaczać czegoś negatywnego. Potraktuj ją po prostu jako dobrą lekcję na przyszłość.

Aby porażka mogła ci posłużyć, potrzebujesz rozdzielić ją od oceny własnej osoby. Jest ona po prostu informacją zwrotną o tym, że coś się nie udało. Nie definiuje ciebie, tego kim jesteś. A często bywa tak, że nawet małe niepowodzenie wywołuje w nas lawinę oskarżających myśli na temat nas samych. Mamy tendencje do „biczowania” siebie różnorodnymi osądami np. „jestem do niczego”, „znowu zawaliłem sprawę”, „nigdy nic nie osiągnę”, „moje życie to jedna wielka porażka”.

Uwielbiamy tak zwane wielkie kwantyfikatory, za pomocą których sami wydajemy sobie wyroki. Twierdzimy, że już zawsze coś będzie lub nigdy się nic nie zmieni, a my na pewno będziemy tacy, a nie inni. Wypowiadane słowa działają jak samospełniająca się przepowiednia. Po pewnym czasie utwierdzamy się w przekonaniu, że mieliśmy rację. I tak toczy się błędne koło – jedna porażka nakręca drugą, aż w końcu się wypalamy, tracimy nadzieję i poddajemy się. Bo cóż może osiągnąć człowiek, który jest do niczego? Nie jest to jednak prawda o nas samych.

Niezależnie od ilości i wielkości porażek w twoim życiu, jesteś osobą wartościową i potrzebną, masz swoje prawa i należy ci się szacunek. Stwierdzenia, które temu przeczą nie są zgodne z rzeczywistością. Są jedynie wyrazem przekonań, w które z jakiegoś powodu chcemy wierzyć, a które potrzebujemy zmienić, jeżeli chcemy, aby w naszym życiu zadziało się coś pozytywnego.

Czasami prostsze jest „zdołowanie siebie” niż podjęcie wyzwania. Beznadziejność oznacza, że nic nie muszę, nikt nie może ode mnie wymagać. W ten sposób zdejmujemy z siebie odpowiedzialność za nasze życie. To nie oznacza jednak szczęścia.

 

Wyciągnij wnioski

Z porażki możesz skorzystać również wtedy, gdy wyciągniesz z niej konstruktywne wnioski. Powinieneś zastanowić się, co tak naprawdę się wydarzyło. Co planowałeś, czego oczekiwałeś, a co zrealizowałeś. Ważne jest to, aby nie szukać wyłącznie tego, co się nie udało, ale jednak znaleźć też to, co poszło dobrze, mimo że nasz plan się nie powiódł. Być może nie warto rzucać wszystkiego i zaczynać od nowa. Często wystarczą małe zmiany, które znacząco zmienią rezultat naszych działań. A więc pielęgnujmy „dobre praktyki”, rozwijajmy je, stopniowo poprawiając to, co nie sprzyja, nie przynosi korzyści.

Podobnie jak w przypowieści o garncarzu: „Zstąpiłem więc do domu garncarza, on zaś pracował właśnie przy kole. Jeżeli naczynie, które wyrabiał, uległo zniekształceniu, jak to się zdarza z gliną w ręku garncarza, wyrabiał z niego inne naczynie, jak tylko podobało się garncarzowi” [Jr 18, 3-4]. Garncarz nie wpadał w panikę, gdyż wiedział, że w lepienie z gliny wpisane jest to, że coś się zniekształca – „tak się zdarza”. Gdy nie podobał mu się jego wytwór, nie rzucał on gliną o ścianę, nie krzyczał „jestem do niczego” i nie porzucał dalszej pracy. Kontynuował to, co zaczął z pełną wiarą w to, że naczynie będzie coraz doskonalsze.

I właśnie tak porażka przekuwa się w sukces. Jest okazją do rozwoju, kolejnym krokiem w drodze do zamierzonego celu. Bez porażki tak naprawdę sukces nie jest możliwy. Jedyne, co potrzebujesz zmienić, to twoje myślenie na temat swoich niepowodzeń, a wówczas przekonasz się, jak szybko poczucie rezygnacji zamieni się w nieustanną radość i satysfakcję z powodu przezwyciężania tego, co jeszcze przed chwilą było nie do osiągnięcia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail