Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Boże, jak ja z nim wytrzymam…?”. Może to też twoja historia?

WIERNOŚĆ MAŁŻEŃSKA
Shutterstock
Udostępnij

Czy wystarczy nam sił i wytrwałości, by wspierać tych, którzy upadają i tracą wiarę w sens wierności małżeńskiej? Czy będziemy pierwszymi, którzy podejmą modlitwę i post w intencji ratowania małżeństwa naszych znajomych i przyjaciół?

Joasia bardzo pragnęła, aby jej rodzina była szczęśliwa. Od zawsze chciała mieć wspaniałego męża, dzieci i pragnęła być cudowną żoną. Taka żona to przecież skarb: piękna, uśmiechnięta, zawsze zadbana, dobrze zorganizowana, towarzyska, Boża.

I na początku wszystko szło w dobrym kierunku. Znalazła wspaniałego mężczyznę, wyszła za niego za mąż, urodziły się dzieci. Z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Jednak po paru latach małżeństwa okazało się, że te plany i wyobrażenia nijak nie przystają do rzeczywistości. Że ukochany mąż zupełnie inaczej wyobraża sobie życie rodzinne niż ona, że owszem dzieci, dom, ale jednak jeszcze ważniejsi są klienci i praca.

 

Kiedy praca staje się priorytetem…

Zupełnie nie mogła zrozumieć, dlaczego tak jest, przecież mówił, że zależy mu na rodzinie.

Wielokrotnie próbowała na różne sposoby zmienić tę przygnębiającą sytuację. Najpierw rozpoczęła szturm do nieba i starała się dopatrywać owoców tej modlitwy. Nawet czasami wydawało się, że zdarzają się dobre dni, ale uświadomiła sobie szybko, że są te dni tylko wtedy, gdy nie wymaga, nie mówi prawdy, czyli gdy się „nie czepia”.

Potem było już coraz gorzej. Mąż wyjeżdżał na coraz dłuższe wyjazdy, a kiedy był w domu to godzinami siedział przed komputerem albo spał. Nie chciał rozmawiać, a pytany, czy nie widzi, jak wygląda teraz ich życie odpowiadał, że jest zmęczony i musi w domu odpocząć. Co gorsze, z finansami też nie było dobrze. Ciągle nie miał pieniędzy na rodzinę i dom.

 

Jest źle? Popracuje nad sobą!

Pomyślała wtedy, że może trzeba jednak inaczej. Rozpoczęła pracę nad sobą. Bardzo pomagały jej w tym książki, szkolenia, a nawet środowisko zawodowe, w którym była.

Starała się lepiej komunikować, bardziej słuchać, więcej zadawać pytań. Nie mogła zrozumieć, dlaczego mimo to było gorzej i gorzej.

Z mężem przestali prawie całkowicie ze sobą rozmawiać, spędzać czas, planować. W końcu mąż Asi – Jacek przestał również zabiegać o czas spędzany z dziećmi, właściwie wcale mu na tym nie zależało.

Pamięta, jak pewnego dnia, kiedy byli razem na imprezie, a po której zwróciła mu uwagę, że za dużo wypił, wykrzyczał jej, że tylko się czepia, a tylko jego klienci go szanują.

Nie mogła zrozumieć, jak to jest możliwe, że dwoje zakochanych w sobie ludzi może tak bardzo się od siebie odsunąć. Może przestać rozmawiać, być i żyć ze sobą.

Długo nie chciała się przyznać nawet przed sobą, że mają poważny kryzys. Trochę zaczęła skarżyć się swojej mamie. Mama Joasi obiecała modlitwę i poradziła, aby częściej ustępowała i zachowała spokój w domu. Joasia starała się więc wprowadzić więcej spokoju w domu. Wydawało jej się, że może będzie nawet lepiej jak przestanie prosić o zrobienie różnych rzeczy w domu, tym bardziej, że czuła się wtedy upokorzona, tak że wolała wiele spraw załatwić sama, łącznie z wydatkami i płaceniem wszystkich rachunków.

Mimo że jak się jej wydawało, daje z siebie wszystko, niestety nie było lepiej, ale gorzej i gorzej.

Czuła się samotna, opuszczona. Kiedy wreszcie dowiedziała się, że jest oszukiwana i zdradzana, miała już wszystkiego dość. Cały jej świat się zawalił.

 

Co robić, kiedy małżeństwo się sypie?

Kiedy wreszcie zaczęła mówić o wielkim kryzysie w swoim małżeństwie, usłyszała od znajomych i przyjaciół, że przecież takie rzeczy się dzieją. Żeby się nie przejmowała, bo przecież jest jeszcze młoda i ładna, to na pewno sobie kogoś znajdzie.

I nagle zobaczyła, że tyle ludzi żyje w nowych związkach, że tak łatwo im to przychodzi.

Nie mogła uwierzyć, że mówią to do niej ludzie wierzący, zaangażowani w życie Kościoła; że żyją tak ludzie „niby” wierzący. Zadawała sobie pytanie, a co ona ma zrobić? Gdzie szukać pomocy?

Pomyślała, że pojedzie na rekolekcje. Zaczęła szukać w różnych ośrodkach rekolekcyjnych, ale pierwsze, co znalazła to rekolekcje dla par niesakramentalnych…

Co stało się z naszą wiarą?

Co stało się z naszym zaufaniem do Pana Boga?

Dlaczego tak łatwo uwierzyliśmy, że to, co proponuje świecki świat jest dobre dla ludzi wierzących?

Co się z nami „wierzącymi” stało, że nie myślimy o ratowaniu małżeństwa, rodziny, a pierwsza i naturalna myśl to separacja i rozwód?

Przecież Pan Jezus powiedział: Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela.

Czy wystarczy nam sił i wytrwałości, by wspierać tych, którzy upadają i tracą wiarę w sens wierności małżeńskiej? Czy będziemy pierwszymi, którzy podejmą modlitwę i post w intencji ratowania małżeństwa naszych znajomych i przyjaciół?

Bo walka o małżeństwo może trwać, tak jak jego rozpad, latami. Obyśmy podjęli ten trud do końca i nigdy nie zwątpili w prawdę słów Chrystusa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7).

„Lecz, kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 10,22).

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail