Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Żony piłkarzy – kwiatek do kożucha? Nie umniejszajmy ich roli!

ANNA I ROBERT LEWANDOWSCY
Splash News/EAST NEWS
Udostępnij

Gdyby nie kobieta, piłkarz najprawdopodobniej zagubiłby się w labiryncie własnej kariery. Zaplątałby się w dryblingach codzienności. Rzadko się o tym dzisiaj mówi, zwłaszcza w tabloidowej rzeczywistości, gdy narzeczone i żony futbolistów określane są niewdzięcznym mianem WAGs. Czyli w skrócie - stanowić mają kwiatek do kożucha.

To oczywiście przykre, jednak tam, gdzie są wielkie pieniądze – a w piłce mamony jest w bród – nie brakuje też niezdrowych relacji emocjonalnych, opartych w dużej mierze na motywacji finansowej. Jednak życie wielu piłkarzy, również tych, którzy odnieśli spektakularny sukces, pokazuje, że rola kobiety w ich życiu okazywała się kluczowa. Choć zmieniła się bardzo przez ostatnich kilka dekad.

 

Gdyby nie Kasia…

Lata 70. były w historii polskiej piłki czasem wielkiej prosperity. Trudno z tym dyskutować. Jednak, jak często w takich sytuacjach bywa, właśnie wówczas rozpoczął się okres degrengolady naszej rodzimej kopanej, trwający – wyłączywszy drobne epizody – do dzisiaj. Zabrakło zapewne kapitolińskich gęsi, gęgających uparcie, by powstrzymać zachłystujących się piłkarskimi sukcesami PRL-owskich włodarzy klubów, trenerów czy choćby samych kopaczy. Tylko kto wówczas potraktowałby poważnie tak gęgające gęsi…

Zapewne za nienormalne nie uznałyby ich narzeczone i żony naszych piłkarzy. Gdy ci pławili się w sukcesach, zdobywając dwa medale z reprezentacją Polski, one wylewały im na głowy kubły zimnej wody. Bez nich nie mieliby gdzie wracać po przedłużających się imprezach, a pochłonięci kolejnymi wyjazdami, nie potrafiliby zadbać o dzieciaki.

Wielu zapewne prędko straciłoby wszystkie pieniądze, które – jak na warunki ówczesnej Polski – zarabiali całkiem przyzwoite. Grosz świetnie liczyła chociażby niezwykle przedsiębiorcza żona słynnego skrzydłowego Legii Warszawa i reprezentacji Polski, Roberta Gadochy – Irena. To dzięki niej świadom był swojej sportowej wartości i z niekłamaną pewnością siebie starał się o zagraniczny kontrakt, o który wtedy było szalenie trudno.

Żony piłkarzy chroniły ich przed zagrożeniami, czyhającymi na nich za każdym rogiem. Zwłaszcza wtedy, gdy stawali się bożyszczami kibiców. Ciepły i gościnny dom stworzyła wybitnemu Kazimierzowi Deynie żona Mariola. Uwiła ona przytulne gniazdko zagubionemu nieco wśród pokus stolicy chłopakowi z niewielkiego Starogardu Gdańskiego.

Jednak, co szczególnie warte odnotowania, żony piłkarzy w dawnych latach wręcz budowały ich kariery. Pozwalały im przetrwać najcięższe dla każdego sportowca chwile – okresy kontuzji, poczucia beznadziei i odrzucenia.

Wielki Włodzimierz Lubański, który w bardzo młodym wieku stał się ulubieńcem niemal całej Polski, w wieku 26 lat doznał bolesnej kontuzji. Rok 1973 był to dziwny rok (jak całe ówczesne lata), gdy medycyna sportowa – w porównaniu z dzisiejszym poziomem rozwoju – właściwie raczkowała. Poważny uraz kolana brzmiał jak wyrok śmierci. Wtedy szczególnie pomogła Lubańskiemu żona Grażyna. Okazała się nieocenionym wsparciem w trudnej chwili. I choć, jak sam twierdzi, nigdy nie wrócił do pełnej sprawności, to jednak polski superstrzelec kopał piłkę do 38. roku życia. W jakim miejscu znalazłby się, gdyby nie Grażyna? Czy pojechałby na Mistrzostwa Świata w 1978 roku?

Podobną rolę odegrała w życiu Adama Nawałki żona Kasia. Nie wiadomo, dlaczego kontuzje zaczęły nękać Nawałkę tuż po mundialu w 1978 roku. Jeden z najbardziej obiecujących polskich piłkarzy wpadał coraz głębiej w otchłań niebytu, nękany urazami. Przeciążenie? Niezdiagnozowana przypadłość? Trudno powiedzieć. Najciekawsze, iż właśnie wsparcie żony Kasi postawiło młodego Nawałkę na nogi. Wspierała go w kolejnych życiowych decyzjach, wyjeżdżając z nim w latach 80. do Stanów Zjednoczonych, w poszukiwaniu lepszych zarobków. Czy gdyby nie Katarzyna Nawałka, Adam zostałby selekcjonerem reprezentacji Polski i odniósłby pamiętny sukces na Mistrzostwach Europy w 2016 roku?

 

Wszystkie ścieżki Ani

„Kapłanki domowego ogniska”, „zatroskane opiekunki”, „menedżerki” – wszystkie te funkcje pełnione niegdyś przez żony wielkich polskich piłkarzy pozwalały budować im karierę, ale ograniczały pole manewru samym małżonkom.

Kilkadziesiąt lat później piękniejsze połówki naszych futbolistów potrafiły już znakomicie wykorzystać zmiany, jakie dokonały się na rynku mediów. Nie tylko telewizja stała się bardziej zaawansowana technologicznie, lecz przede wszystkim internet otworzył szeroką paletę możliwości. To pozwoliło nieznanym dotąd żonom wyjść z cienia i pokazać, że potrafią błyszczeć w obiektywach kamer oraz smartfonów równie jasnym blaskiem, co ich brzydsze połówki.

Pierwsza o personal branding zaczęła profesjonalnie dbać Anna Lewandowska, sportowiec, która znakomicie wykorzystała zarówno media tradycyjne, jak i społecznościowe, by popularyzować zdrowy tryb życia. Chcesz mieć sylwetkę atlety jak Robert? Albo chociaż lepiej zadbać o swoje zdrowie? Skorzystaj z porad Ani, której nierzadko niestandardowe pomysły dietetyczne zachwyciły nawet piłkarzy wielkiego Bayernu Monachium. Działa? No pewnie, że tak!

Podobną drogą stara się podążać Dominika Grosicka, żona Kamila. Choć w tym przypadku jest to kariera nieco zwariowana, bo o ile w przypadku państwa Lewandowskich Robert niemal epatuje efektami dietetycznych metod małżonki („kotleta nie zjem nawet po zakończeniu kariery” – zarzeka się), to u Grosickich Kamil jest bardziej oporny na zdrowe odżywanie się. Przyznaje, że chętnie sięga po Coca-Colę czy biały chleb, co – jak wiadomo – w ustach współczesnego sportowca może brzmieć niczym deklaracja samobójstwa.

 

Koktajl zamiast wódki

Jak wielka rewolucja w roli kobiety w życiu piłkarza zaszła w ostatnich latach, świetnie obrazuje choćby przykład Wojciecha Szczęsnego i jego żony Mariny. To nie ona mężowi, lecz mąż jej udziela wsparcia w muzycznej karierze. Ułożył nawet – przynajmniej tak zapewniał z absolutną powagą – tekst do jednej z piosenek na jej nowej płycie.

Trudno nie zauważyć, iż zmianie ról żon piłkarzy towarzyszy głęboka zmiana kulturowa, przede wszystkim na rynku mediów. Ale przecież pokazały one, iż potrafią ją znakomicie wykorzystać, odkrywając przed miastem i światem talenty, z których ich odpowiedniczki sprzed paru dekad słynęły głównie w domach lub towarzyskich kręgach.

Zapewne gdyby i wówczas Instagram dawał ogromne możliwości wizerunkowe, również Grażyna Lubańska czy Katarzyna Nawałka stałyby się gwiazdami sporego formatu. Szczególnie ta ostatnia nieco przypomina Annę Lewandowską. To przecież ona przygotowywała Adamowi Nawałce owocowe koktajle, służące jako witaminowe bomby, uzupełniające niedobory. A wszystko to w czasach, gdy jednym z popularniejszych wśród piłkarzy napojów był kieliszek wódki. Czy w tym przypadku w ogóle wypada nam mówić o „polskich WAGs”?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail