Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jeśli kiedyś stracę wzrok, wezmę białą laskę i będę mocny

BIAŁA LASKA, NIEWIDOMY
Shutterstock
Udostępnij

Gdy go zobaczyłem z rodziną pierwszy raz, nieco się przeraziłem. Pomyślałem bowiem: kto wie, może i ja za kilkanaście lat będę szedł z taką białą laską po ulicy.

Tato, złap się mnie

Piosenka duetu Andrei i Mattea Bocellich pt. „Fall On Me” ujrzała światło dzienne dwa tygodnie temu. W tym krótkim czasie obejrzało ją blisko 15 mln osób. Chwilę po premierze tej piosenki napisała do mnie bliska mej rodzinie przyjaciółka. Stwierdziła, że wydaje jej się, iż właśnie ta piosenka oddaje dokładnie moje doświadczenia oraz lęki związane ze wzrokiem, który, jak to stwierdził ostatnio pan doktor, „jest kiepski”. W pewnym sensie trafiła ona w sedno. Nie umiem jednak słuchać tej niezwykłej dwójki bez odniesienia się do dwóch obrazów oraz niesamowitych słów.

Spójrzcie na początek tego utworu. Zobaczcie, jak niezwykłą twarz ma Andrea, gdy słyszy pierwsze dźwięki głosu swojego syna. Wszyscy mówią, że Matteo pierwszy raz pojawił się publicznie z tatą właśnie w „Fall On Me”. To nieprawda. Warto bowiem przypomnieć sobie klip, gdy włoski tenor szedł na spotkanie z Edem Sheeranem, by wspólnie i genialnie zaśpiewać „Perfect Symphony”.

Właśnie wtedy ramię młodego Bocellego pomagało tacie dotrzeć na spotkanie z gwiazdą pop. To dość ważne. W utworze włoskiego duetu Andrea śpiewa bowiem nagle: „Zamykam oczy i widzę cię wszędzie”. Andrea nigdy nie widział jednak swojego syna, gdyż stracił wzrok w wieku 12 lat.

 

Biała laska

Od ponad pięćdziesięciu lat w dniu 15 października obchodzony jest na świecie Międzynarodowy Dzień Białej Laski. Jakiś czas temu w Aletei zwracałem uwagę na to wydarzenie. Nie miałem jednak pojęcia, że w tym roku będę je przeżywał w sposób znacznie mocniejszy. W ostatnie wakacje miałem bowiem okazję spędzić kilkanaście dni obok człowieka, który właśnie poruszał się za pomocą białej laski.

Zaskoczyło mnie to bardzo, bo po pierwszym spotkaniu z nim odczułem lęk, konkretny strach, że i ja za jakiś czas będę musiał sprawdzać podłoże za pomocą długiego, białego urządzenia. Moje uczucia paradoksalnie dla mnie oddalały mnie od tego człowieka. Czasem w czymś chciałem mu pomóc i spotykałem się ze specyficznym poczuciem humoru, które sam w kwestii wzroku posiadam. W pewnym momencie jednak coś pękło. Zobaczyłem bowiem jego małą córkę, której ramienia się chwycił i szedł pewien, że idzie w dobrą stronę.

 

Biała laska pasterska

Jakiś czas temu ks. Piotr Buczkowski opowiadał red. Monice Białkowskiej o osobach głuchoniewidomych i ich spotkaniu Boga. Kapłan ten wspominał: „Tłumaczyłem głuchoniewidomym dzieciom, że tabernakulum jest domem, w którym mieszka Jezus. Kiedy poszliśmy do kościoła, jedno z nich do tabernakulum zapukało. Rozumowało logicznie: do drzwi domu się puka”. Ksiądz Piotr zdecydował się następnie otworzyć ten „Dom” dla dzieci.

Jak wspomina: „Dziecko włożyło całą głowę do tabernakulum, dłoń położyło na podstawie puszki z Najświętszym Sakramentem, oparło na niej czoło i tak stało przez chwilę. Ja sutannę miałem już mokrą od potu. Potem odeszło kilka kroków, przeżegnało się i odmówiło modlitwę gestami, których ich nauczyłem: „kocham Chrystusa”.

„To było najpiękniejsze wyznanie wiary, jakie przeżyłem”. Dla mnie takim wyznaniem były łzy, które poczułem, uświadamiając sobie, że boję się ciemności, nie tej w nocy, ale tej, która może pojawić się na starość, gdy moje słabe nerwy wzrokowe powiedzą „dość!!!”. I właśnie wtedy, zupełnie niespodziewanie, pojawił się św. Jan Apostoł ze słowem, które tego dnia „wylosowałem” wychodząc z kaplicy: „A światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła”.

 

Światłość wzroku

Gdy myślałem o kimś silnym, a jednocześnie niewidomym, to naturalnie przypominał mi się Rutger Hauer, który w filmie „Ślepa furia” wcielił się w postać niewidomego mistrza wschodnich sztuk walki. Potem przyszedł niewidomy bohater Ewangelii, którego ze ślepoty uzdrowił Chrystus. Sposób, w jaki przed Sanhedrynem głosił poznanego dopiero co Boga, zawsze będzie mi imponować.

Do tych obrazów dołączył uśmiech Andrea Bocellego słyszącego genialny głos swojego syna oraz postawa mojego niewidomego brata, z którym ostatni wieczór wspólnego wyjazdu długo rozmawiałem: gadaliśmy właśnie o moich lękach. One zupełnie i niespodziewanie zniknęły w jednej chwili. Zobaczyłem w pewnym momencie jego małą córeczkę, która płakała i biegła do niego, do taty. On przyklęknął na jedno kolano, przytulając ją mocno. W drugiej ręce trzymał swoją białą laskę… laskę silnego pasterza.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail