Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Słownik Kobiet: Herstoria

JEJ HISTORIA
Cheryl Winn-Boujnida/Unsplash | CC0
Udostępnij

Co by się stało, gdyby spojrzeć na historię – swojego kraju, rodziny, etc. – z perspektywy kobiet? Gdyby najbardziej znane wydarzenia z przeszłości odczytać oczami jej, a nie jego? Czy wówczas nasze dziejowe spojrzenie zyskałoby zupełnie nową perspektywę?

Niewypowiedziane opowieści

Odkąd pamiętam, moja rodzinna narracja historyczna wyglądała w dość klasyczny sposób. Uczyłam się (i słuchałam) o generałach, królach i żołnierzach. Wiedziałam, jaki mężczyzna walczył (lub nie) i u kogo. Że Władek był u Andersa, a Janek w partyzantce. Pewien wujek wyrysował nawet drzewo genealogiczne. Kobiety były w nim niemymi obserwatorami działań swoich mężów, ojców i synów.

Na początku w ogóle nie zastanawiałam się nad tym, gdzie podziały się kobiety w mojej rodzinie. W którymś momencie dostrzegłam jednak, że ich opowieści są opowiadane w zupełnie inny sposób niż te męskie. Moje babcie nie były żołnierzami. Nie dołączyły do partyzantów. W czasie wojny i pokoju stawały u boku swoich dzieci. Próbowały przetrwać. Były więc przezroczyste.

 

Głos kobiet

Nie tak dawno dowiedziałam się o czymś takim jak „herstoria”. Obserwatorium Językowego Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy ów neologizm jako: «historia opisywana z perspektywy feministycznej, ze szczególnym uwzględnieniem dziejowej roli kobiet». Herstoria to otwarcie się na kobiece perspektywy. Kobiety nie zasługują jedynie na dostrzeżenie ich udziału w historii. Potrzebujemy czegoś o wiele głębszego – opowiedzenia wszystkiego tak, jakbyśmy same o tym mówiły.

Aby wydobyć prawdę spod grubej warstwy pochwał i patetyzmu wygłoszonych pod adresem moich babć, potrzebowałam czasu. Dziś widzę, jak bardzo traumatyczne doświadczenia były ich udziałem. Kobiety w mojej rodzinie zaznawały przemocy i obciążeń, z którymi nie sposób było sobie poradzić.

 

Marysia i Ludwika

Prababcia Marysia wyszła za mojego pradziadka, ponieważ tak chcieli jej rodzice. Była ofiarą przemocy domowej. Zginęła na oczach swoich dwóch synów, pod koniec drugiej wojny światowej, między zamiataniem podłogi a robieniem obiadu. Jej codzienność była rozpracowaną strategią na temat tego, jak zadbać o bezpieczeństwo dzieci, jak je wyżywić, sprawić by miały w co się ubrać i gdzie spać.

Babcia Ludwika – zdaniem wielu „niesamowita kobieta” – wyszła za mojego dziadka, gdy miała czternaście lat. Nie miała czasu na zakochanie, beztroskę i małżeństwo z miłości. Babcia Ludwika została przehandlowana za połowę pola. Miała czternaścioro dzieci. Zmarła w wieku 58 lat.

 

Ultrakobiece pytanie

W kobiecych historiach mało jest pieśni i chwały. Kiedy ich mężowie, ojcowie i synowie walczyli i ginęli w imię Boga, honoru i ojczyzny, one toczyły powszednie bitwy. Zdobywały chleb. Zapewniały rodzinie bezpieczeństwo. Śpiewały dzieciom kołysanki i kładły je spać. Miesiączkowały lub nie. Prowadziły dom lub opuszczały jego ruiny. Ciągle zaczynały od nowa.

Sylwia Chutnik zapytała kiedyś kobiety, które brały udział w Powstaniu Warszawskim o to, jak wyglądała ich codzienność. Zadała też intymne, ultrakobiece pytanie:

Za pierwszym razem, kiedy miałam zadać to pytanie, myślałam, że się obleję rumieńcem. Bo jak tu pytać o coś takiego bohaterkę, starszą panią? A ona najnormalniej w świecie: „Nie miałam okresu, koleżanki też nie. Byłyśmy takie zdenerwowane, że nie miałyśmy”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail