Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Niedoskonałe, ale zanurzone w doskonałej Miłości – chcę w to wierzyć

KOBIETA W LESIE
Kane Taylor/Unsplash | CC0
Udostępnij

W głębi serca wciąż jestem chwilami przekonana, że On czeka nie na mnie, ale na laurkę z pobożnym wierszykiem. Że muszę ubrać się na galowo i jak najlepiej wypełnić wszystkie oczekiwania, które… zaraz, zaraz… które On ma wobec mnie? Czy które sama sobie stwarzam?

Po prostu być

W październiku powinno się odmawiać różaniec. W listopadzie – pamiętać o zmarłych. Grudzień z kolei to czas pobożnego oczekiwania, po to, by w czasie Bożego Narodzenia przeżywać radość, jaką u każdego chrześcijanina powinien budzić ten dzień. Brzmi znajomo?

Co jakiś czas moje dzieci przygotowują w szkole coś nadzwyczajnego. Czasem to jasełka, innym razem recytowane z przejęciem: „Babciu, Babciu, coś ci dam, jedno serce które mam”. Ostatnio córka nuci pod nosem „Warszawskie dzieci” i „Pałacyk Michla”, co oznacza zapewne przedstawienie z okazji stulecia odzyskania niepodległości.

Te dziecięce starania wzruszają, a kolejne wydarzenia, w które się angażują, utrwalane są przez nas na zdjęciach. Jesteśmy dumni. A jednak dla nas, rodziców, te chwile nie są najważniejsze. Są piękne, owszem. Ale jesteśmy dumni z naszych pociech zarówno wtedy, gdy zaśpiewają piosenkę na scenie, jak i wtedy, gdy sami zawiążą sznurowadło, podzielą się cukierkiem z bratem albo podzielą się wrażeniami z ostatnio przeczytanej książki. Ja z kolei najbardziej rozczulam się, gdy patrzę jak śpią – czyli nie wtedy, gdy robią coś nadzwyczajnego, lecz gdy po prostu są…

 

Litanie dobrych uczynków

Złapałam się ostatnio na myśleniu o tym, jak słabo wygląda moja modlitwa. Zdarza się, że brakuje na nią czasu albo sił, gdy niemalże zasypiam. Zdecydowanie za rzadko wpisuję się też we wszystkie „powinnam”, o jakich słyszę od innych albo stwarzam sobie sama.

A sama chciałabym czasem, aby moje myśli, pragnienia i wybory były poustawiane w głowie równiutko jak książki na półce w bibliotece. Chciałabym przychodzić na modlitwę bez bałaganu nielubianych przeze mnie uczuć – bo przecież kto to widział, by chrześcijanka czuła złość albo wszechogarniające przygnębienie.

Zamiast tego najchętniej recytowałabym litanie dobrych uczynków, które udało mi się wypełnić. Dołożyłabym do tego to wszystko, co wypada mi robić, czyli w październiku różaniec, a w grudniu oczekiwanie pełne nadziei, nawet jeśli tak naprawdę moje serce byłoby puste i pozbawione wiary w to, że może nastąpić jakakolwiek zmiana na lepsze.

Ale przecież moja modlitwa musi się Panu Bogu podobać. Tak mi się przynajmniej wydaje. W głębi serca wciąż jestem chwilami przekonana, że On czeka nie na mnie, ale na laurkę z pobożnym wierszykiem. Że muszę ubrać się na galowo i jak najlepiej wypełnić wszystkie oczekiwania, które… zaraz, zaraz… które On ma wobec mnie? Czy które sama sobie stwarzam?

 

Modlitwa okiem Boga

O, wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody,
przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy!
Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy
i bez płacenia za wino i mleko! (Iz 55,1)

W taki sposób On mówi o modlitwie. W taki sposób On zaprasza do spotkania. Jeśli jesteś spragniony – przyjdź i zaczerpnij życia. Za darmo. Nie musisz spełniać żadnych warunków. Niepotrzebne są wyuczone pobożne formułki, nienaganne zachowanie i jakiekolwiek „powinnam”. Modlitwa to nie przedstawienie, w trakcie którego mam zabawić Pana Boga miłą rozmową czy bezbłędnym wykonaniem śpiewanych z zapałem pobożnych pieśni. To spotkanie, z którego czerpię życie. To czas, w którym On chce dawać mi siły, podnosić z upadków i przemieniać.

Komu bardzo chce się pić, ten nawet w biegu chwyci szklankę wody, zachwycając się jej smakiem i doświadczając tego, że orzeźwia. Może tak samo jest z modlitwą? Oczywiście, potrzebne są takie chwile, w których mamy czas tylko dla Boga. Potrzebne są spotkania wspólnoty, pielgrzymki czy rekolekcje. Ale na co dzień, gdy świat pędzi, a my nie możemy nadążyć, może ważna jest nie tyle forma, co sam fakt spotkania z Bogiem?

 

Z czułością

Zamiast spinać się, że mam za mało czasu na wszystko, a więc również na „porządną modlitwę”, może warto pozwolić sobie na kilka minut prostego bycia z Nim? Opowiedzenia Mu o ciężarach, które dźwigam i o lęku, który nie pozwala spać w nocy? I stanąć przed Nim z pustymi rękami, a jednocześnie z wiarą, że On może mi pomóc, bo przyszedł na świat nie po to, by go potępić, lecz by go zbawić. Wtedy, dwa tysiące lat temu. I teraz, w moim świecie, pełnym pośpiechu, niedoskonałości i niespełnionych oczekiwań…

Wierzę, że On patrzy z czułością NA NAS. Nie na ilość odmówionych zdrowasiek albo grubość pobożnej książki, którą postanowiliśmy przeczytać, by poczuć się bardziej doświadczonymi. Nie na dobre czy złe uczynki. NA NAS. Na swoje dzieci. Niedoskonałe, ale zanurzone w doskonałej Miłości.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail