Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dlaczego koronkowa bielizna to nie zgoda na seks? Parę ważnych słów o społecznym przyzwoleniu na gwałt

KORONKOWA BIELIZNA TO NIE ZGODA NA SEKS
PAUL FAITH/AFP/East News
Udostępnij

W Polsce na 200 zgwałconych kobiet dziennie zgłasza się na policję zaledwie kilka z nich. Rewiktymizacja ofiar i powszechna kultura gwałtu to wciąż ogromny problem naszego społeczeństwa. Ale kiedy zrozumiesz zjawisko, będziesz mógł zmienić je już dziś.

W środę ubiegłego tygodnia (14 listopada) irlandzki sąd uniewinnił 27-latka oskarżonego o gwałt na 17-letniej dziewczynie. Powód? Ofiara miała na sobie koronkową bieliznę, co zdaniem ławy przysięgłych było jednoznaczną zgodą na seks.

Przez Irlandię przetoczyła się fala protestów, a do mediów społecznościowych na całym świecie spłynęły słowa wsparcia dla pokrzywdzonej nastolatki. Atmosfera skandalu, jaka już od paru dni towarzyszy tej sprawie, sugerować by mogła, że ze świecą szukać śmiałka, który uznałby ten absurdalny, stygmatyzujący i upokarzający ofiarę wyrok sądu za słuszny.

Żeby jednak zrozumieć, jak mylne to wrażenie, wystarczy spojrzeć na nasze rodzime podwórko. Za każdym razem, kiedy media wspominają o jakimś przypadku gwałtu, w sieci roi się od komentarzy samozwańczych adwokatów sprawcy, którzy zamiast współczuć ofierze, wypisują stek bzdur na temat tego, czym sobie zasłużyła, że ją to spotkało.

Kobieta, która zmarła w Łodzi po zbiorowym gwałcie dokonanym przez kilkunastu mężczyzn, jest sama sobie winna, bo poszła do jednego z nich do domu. Biegaczka zgwałcona w lesie Kabackim sprowokowała napastnika swoim obcisłym strojem, a zgwałconej na urodzinach 18-latce nic by się przecież nie stało, gdyby zamiast pić alkohol, monitorowała żądze kolegów.

 

Chcemy widzieć świat jako sprawiedliwy

Tymczasem mechanizm obwiniania ofiary opisuje doskonale psychologia konfliktu. To nic innego, jak psikus naszych mózgów, które chcą widzieć świat jako sprawiedliwy i bezpieczny (tylko dzięki temu przekonaniu jesteśmy w stanie żyć bez lęku i we względnej harmonii).

Kiedy więc dzieje się coś tak złego, że kompletnie nie możemy tego pojąć, pojawia się dysonans poznawczy – rozdźwięk między tym, co sądzimy o świecie, a odczuciami wobec przerażającego zdarzenia. Szukanie winy w pokrzywdzonym jest więc swego rodzaju odruchem, mającym nas utwierdzić w do tej pory sprawdzających się przekonaniach.

To właśnie w ten sposób powstają teorie, że każdy biedak jest sam sobie winny, każdy porzucony przez żonę na pewno ją zdradzał, a „prawda zawsze leży pośrodku”. Prawda jednak leży tam, gdzie leży (czyli nigdy w tym samym miejscu – taki świat byłby zbyt prosty), a żaden dysonans, żadna depersonalizacja wroga nie usprawiedliwia mówienia kobiecie, że ktoś inny miał prawo ją zgwałcić.

Niezależnie, czy miała na sobie stringi, krótkie spodenki czy chodziłaby po mieście naga. Nie masz najmniejszego prawa dotknąć drugiego człowieka, jeśli ten wyraźnie (werbalnie!) ci na to nie pozwoli. Winny gwałtu jest gwałciciel. Nikt inny. Zawsze.

 

Dlaczego winny jest ZAWSZE sprawca?

Jeśli bowiem znajdziesz w cukierni niesłychanie apetyczny tort, ale przygotowany na ślub obcych ludzi, to nie bierzesz go sobie do domu, nawet jeśli z nieznanych powodów uważasz, że tort wysyła do ciebie zupełnie odwrotne znaki. Nie postąpisz też inaczej w muzeum, kiedy spodoba ci się rzeźba i uznasz, że strażnik mówiąc „tak”, powiedział „nie”.

Osoby, będące ofiarami gwałtów czy molestowania, mogą – rzecz jasna – popełniać w życiu błędy. Ale nawet kobieta, która w naszym odczuciu zachowała się nierozsądnie, wchodząc do mieszkania dalekiego znajomego, nie jest winna gwałtu, bo mężczyzna, który ją skrzywdził to nie nieruchoma marionetka, zmuszona do bezwiednego odpowiadania na wszystkie wewnętrzne bodźce. To w pełni świadomy swoich decyzji człowiek. Jeśli nie chciałby zgwałcić, nie zrobiłby tego.

 

„Chciałabym być tak molestowana”

Niespełna dwa tygodnie temu przez sieć przewinął się kolejny skandal – tym razem z udziałem słynnego prezentera telewizyjnego Filipa Chajzera, który w programie TVN „Ameryka Express” zmusił mieszkankę Peru do pocałunku i położył jej przy tym, również bez pytania, rękę na piersi.

Chajzer nie był wprawdzie jedynym uczestnikiem, który podjął się zadania pocałowania obcej osoby, jednak znalazł się w mniejszości, która nawet nie zapytała kobiety o zgodę. Sytuację na łamach Wirtualnej Polski w sposób rzeczowy skomentowała Helena Łygas. Filip Chajzer zamiast odnieść się merytorycznie do krytyki, wrzucił na swój fanpage prywatne zdjęcie dziennikarki, czym wywołał tsunami hejtu na temat… jej wyglądu.

Co więcej – pod postem Chajzera odezwało się mnóstwo kobiet utrzymujących, że jeden całus prosto w usta to nic złego. Przecież każda z nich – tu cytat – „chciałaby być tak samo molestowana przez Filipa, gdyby tylko miała okazję”.

Komentujący takie incydenty nagminnie zdają się nie widzieć różnicy pomiędzy robieniem czegoś za obopólną zgodą a pod przymusem. To samo dotyczy zarówno molestowania, jak i gwałtów. Internauci potrafią uznać na przykład, że dana kobieta jest „zbyt brzydka, żeby ktoś ją zgwałcił”, przez co zrównują gwałt z wyrazem afirmacji dla urody – jeśli ktoś próbuje cię zgwałcić, to miło, bo jesteś przez niego pożądana.

Niepokojące jest wtedy także stawianie znaku równości między gwałtem a seksem. Kobietę zgwałconą często pyta się podczas przesłuchań, czy aby na pewno nie odczuwała żadnej związanej z nim przyjemności, tak jakby nieistotnym był fakt, że do stosunku doszło wbrew jej woli.

W tym całym domniemaniu brakuje wiedzy, że gwałt ma niewiele wspólnego z seksem, a częściej jest wyrazem agresji i dominacji wobec ofiary. Wymuszone współżycie jest więc tylko środkiem, a nie celem.

Nie da się ukryć, że kultura gwałtu, funkcjonująca wciąż, choć opisywana już trzydzieści lat temu przez Dianne F. Herman, jest wymierzona głównie w kobiety i ich autonomię. Żeby poczuć siłę absurdu, wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby rzeczywistość, gdyby kobiety cieszyły się społecznym przyzwoleniem traktowania mężczyzn w sposób, w jaki często same są przez nich traktowane.

Co pomyślelibyśmy o kobiecie klepiącej kolegę z pracy w pośladki, gwiżdżącej na widok co drugiego urodziwego nieznajomego i komentującej głośno wielkość jego genitaliów (per analogiam do komentowania biustu)? Więc dlaczego, kiedy robi to mężczyzna, nie oburzamy się aż tak wyraźnie?

Według statystyk codziennie w Polsce może dochodzić aż do 200 gwałtów, z czego zgłaszanych jest zaledwie kilka. Względnie dobra wiadomość jest jedna – możemy to zmienić, głośno protestując przeciwko obwinianiu ofiar i usprawiedliwianiu sprawców. Ja protestuję – ktoś się przyłączy?

Korzystałam z:

Susan Brownmiller „Against Our Will: Men, Women and Rape”
Oriana Fallaci „Lettera a un bambino mai nato”
Randy Thornhill, Craig T. Palmer „Historia naturalna gwałtu: biologiczne podstawy przemocy seksualnej”
Grzegorz Gustaw „Dlaczego nie potrafimy współczuć ofierze gwałtu? 3 x piekło” w: Polityka.pl, 27 maja 2014
D. Herman. The Rape Culture. „Culture”.
Oba przytoczone porównania (do tortu i rzeźby) są cytatami ze spotu przeciwko molestowaniu, autorstwa amerykańskiej organizacji “It’s on us”

Czytaj także: Molestowanie seksualne dzieci – tragedia przeżywana w samotności

Czytaj także: Maria Miduch: Bóg walczy o godność kobiet (rozmowa)

Czytaj także: Słownik Kobiet: #JaTeż

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail