Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Która płeć jest lepsza? Rozmowa ze specjalistą od teologii ciała

KTÓRA PŁEĆ JEST LEPSZA
Shutterstock
Udostępnij

Takie rozumienie komplementarności: sfera publiczna dla mężczyzny, prywatna dla kobiety, zostało w sposób radykalny przekroczone expressis verbis w teologii Jana Pawła II, który wielokrotnie mówił o konieczności obecności kobiet w sferze publicznej. Nauczanie Kościoła z całą pewnością odrzuca anachroniczne kopiowanie dawnych podręczników – mówi o. prof. Jarosław Kupczak OP.

Z o. prof. Jarosławem Kupczakiem OP, laureatem nagrody TOTUS TUUS 2018, wykładowcą Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, autorem m.in. książek „Teologiczna semantyka płci” i „Źródła sporu o Amoris Laetitia”, rozmawia Małgorzata Bilska.

 

Małgorzata Bilska: Gratuluję nagrody. Ile osób w Polsce zajmuje się naukowo nauczaniem Jana Pawła II o ciele i płci?

O. prof. Jarosław Kupczak OP: To zależy, o jakim poziomie mówimy. Profesorów – kilku, może kilkunastu. Są też doktorzy, publicyści, świeccy ewangelizatorzy i osoby zaangażowane w duszpasterstwa małżeństw.

Jak to się u Ciebie zaczęło?

Na studiach doktoranckich w Waszyngtonie. Zaproponowano mi taki temat doktoratu. Tam zobaczyłem Karola Wojtyłę „w dialogu” z wybitnymi teologami. Niektórzy ludzie mi mówią, że moje prace na ten temat są świeże, odkrywcze. Nie streszczam go, nie uprawiam cytatologii. Znaczenia jego twórczości nauczyłem się… od Amerykanów.

Znam książki dotyczące nowego feminizmu autorek amerykańskich, u nas temat marnieje. Dlaczego?

Nie doceniamy Jana Pawła II. Glebą kulturową, na której dokonała się najbardziej twórcza recepcja jego myśli w tej dziedzinie są kraje anglosaskie: Stany Zjednoczone i Australia. Paradoksalny jest fakt, że Anglosasi byli w stanie docenić go bardziej od Polaków. Co wskazuje na to, że on nie był myślicielem polskim, ale światowym. Rozumiał dzisiejszą kulturę.

Jednym z pomysłów tego giganta był Instytut ds. studiów nad małżeństwem i rodziną w Rzymie. Wiedział, że nie wystarczy napisać książkę. Trzeba stworzyć środowisko ludzi, którzy będą się inspirować i rozwijać tę myśl. Także w Stanach znalazło się sporo intelektualistów inspirujących się myślą Jana Pawła II.

Na przykład?

Jednym z najważniejszych propagatorów myśli Jana Pawła II jest Carl Anderson, światowy lider Rycerzy Kolumba. To też David Schindler, świecki profesor teologii fundamentalnej na uniwersytecie w Waszyngtonie. Dużą rolę odegrał Polak Stanisław Grygiel, przyjaciel papieża. Karl Anderson często się go radził.

Państwo Ludmiła i Stanisław Grygielowie mieszkają w Rzymie.

Tak, ale on co roku jeździł do Stanów. Ta trójka w początkowym okresie funkcjonowania Instytutu zgromadziła kilkunastu wybitnych teologów i filozofów zajmujących się tą problematyką, jak mój promotor, prof. Kenneth Smith, filozof i uczeń Étienne Gilsona czy Francis Martin – bardzo ważny w tym środowisku biblista. Wszyscy oni uważali, że amerykański katolicyzm jest chory na „uświatowienie”. Zatraca katolickie proprium w agresywnie antychrześcijańskim, świeckim społeczeństwie.

Katolicyzm jest w Stanach wyznaniem mniejszościowym. My w Polsce nie mamy ani doświadczenia rewolucji seksualnej lat sześćdziesiątych, ani masowego ruchu feministycznego – z powodu żelaznej kurtyny za PRL-u. Dla nas nauczanie Jana Pawła II niewiele zmienia, jeśli chodzi o rozumienie roli kobiety. Amerykanom dało narzędzia do polemiki w starciu z kontrkulturą?

Absolutnie tak.

Przejrzałam kiedyś polskie podręczniki do Katolickiej Nauki Społecznej. Okazało się, że często zawierają obszerne fragmenty z pierwszej książki Czesława Strzeszewskiego, napisanej przed Soborem Watykańskim II. W kilku z nich znalazłam dziwny opis różnicy płci: mężczyzna jest z natury raczej egoistą, co go predestynuje do… reprezentowania rodziny na zewnątrz (tj. rywalizacji zawodowej, politycznej itd.). Kobieta ma być z natury altruistką – jest emocjonalna, ma łatwość poświęcania się dla innych. Jest jakby stworzona do opieki nad mężem i dziećmi. Czyżby moja płeć była bez grzechu lub bardziej święta? Co na to nauczanie Kościoła?

W dzisiejszej kulturze mówienie o różnicach płciowych jest przyjmowane niechętnie. Nazywa się je stereotypizowaniem lub esencjonalizmem płciowym.

To prawda, ale ja nie kwestionuję naturalnych różnic, tylko niezrozumiały rozkład cech. Po grzechu pierworodnym każdy jest raczej egoistą i uczy się kochać bliźniego.

Różnice w naturze między mężczyzną i kobietą, o których mówi Jan Paweł II choćby w „Liście do kobiet”, w „Mulieris Dignitatem”, są realne. Muszą być oczywiście widziane w kontekście olbrzymiej różnorodności poszczególnych osób, które różnie realizują swoją płeć. Wiemy z doświadczenia, że są męskie kobiety i kobiecy, delikatni mężczyźni. To, jak ktoś realizuje swoje bycie kobietą czy mężczyzną, to często skomplikowana sprawa, zależna od wielu czynników. Od genetyki, od wychowania, od kontekstu kulturowego itd.

Różnice płciowe nie mają charakteru etycznego. Czyli to nie jest tak, że kobiety z natury są dobre, a mężczyźni bardziej źli moralnie. Bardziej egoistyczni. Kobiety mają to, co nazwalibyśmy dzisiaj inteligencją emocjonalną. Umiejętność empatii, tworzenia relacji. Mężczyźni są bardziej obiektywistyczni, uprzedmiotawiają obraz świata. Jest miejsce dla innych osób, ale one są widziane jako część pewnego schematu.

Papież tych różnic nigdy nie oceniał etycznie. Poza tym cechy kobiet mogą być podstawą do altruizmu, ale z drugiej, mogą prowadzić do łatwiejszego manipulowania drugą osobą.

Inteligencja służy do wymyślania leków, ale i bomby atomowej. Empatia jest tylko środkiem do jakiegoś celu?

Tak. W przypadku mężczyzny plusem uprzedmiotowiającego widzenia świata jest dążenie do obiektywizmu, uniezależnienie się od osobistych nastrojów. Dzięki temu może osiągnąć większą stabilność emocjonalną i być ostoją rodziny. Równie dobrze, z tego samego powodu, może być niezdolny do nawiązywania więzi z ludźmi. Różnice płciowe są dopiero pewnym przedosobowym tworzywem do własnych wyborów dobra i zła.

Komplementarność u Jana Pawła II bazuje na równości, nie jest hierarchiczna. Jednak założenie, że kobieta jest powołana do pracy w domu, a mężczyzna do pracy na zewnątrz, prowadzi do hierarchii. Praca zawodowa jest płatna i daje większe możliwości rozwoju. Jan Paweł II mówił, że specyficzne talenty kobiet muszą być docenione w sferze publicznej. 

Takie rozumienie komplementarności: sfera publiczna dla mężczyzny, prywatna dla kobiety, zostało w sposób radykalny przekroczone expressis verbis w teologii Jana Pawła II, który wielokrotnie mówił o konieczności obecności kobiet w sferze publicznej. Nauczanie Kościoła z całą pewnością odrzuca anachroniczne kopiowanie dawnych podręczników, o których wspomniałaś.

Jak unikać relatywizacji nauczania o płci, nie popadając przy tym w skostnienie?

Myślę, że wzorcem z Sèvres, o którym trzeba zawsze pamiętać, jest małżeństwo mężczyzny i kobiety. To jest tajemnica dwóch pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju. Jan Paweł II mówił o odwiecznej fascynacji płci. Bez względu na to, co mówiłoby się o płci kulturowej, o redefinicji płci i o tym, jak jej rozumienie zmienia się w ciągu wieków i zależy od danej kultury, powrót do opisu spotkania Adama i Ewy pokazuje, że się w nim odnajdujemy.

Autor chciał pokazać, że człowiek zawsze taki był. Powrót do tej prawdy pozwala z jednej strony na eksperymenty kulturowe, od których nie uciekniemy. Z drugiej – na zachowanie tego, co istotne. Możemy dokonywać tych eksperymentów tylko dlatego, że się rodzimy. A na to nie ma innego sposobu niż taki: kobieta podejmuje decyzję, że chce urodzić dziecko i potrzebuje do tego jakiejś formy współpracy mężczyzny.

Niedawno ukazała się twoja nowa książka „Źródła sporu o Amoris Laetitia”. Tam też jest problem groźby relatywizacji. Udało się spór rozstrzygnąć?

Nie miałem takiego zamiaru. To nie jest książka z tezą. Raczej – zaproszenie do osobnej, długiej dyskusji.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail